piątek, 16 czerwca 2017


ŚCIEŻKI NADZIEI - Richard Paul Evans . Wyd.Między Słowami



Jak nie wiesz co ze sobą zrobić – po prostu rusz przed siebie. Alan – trzydziestoparoletni utalentowany informatyk, właściciel dobrze prosperującej firmy reklamowej, ukochany syn , mąż, pewnego dnia traci wszystko- umiera mu żona, wspólnik swoimi matactwami doprowadza do wrogiego przejęcia jego firmy, hipoteka na spory dom przecież sama się nie spłaci a motywacji do życia brak. Ponieważ nie ma pojęcia co ze sobą zrobić i jak zdefiniować swoje życie, cele i odnaleźć motywację – pakuje plecak i rusza przed siebie. Rusza w drogę z nadzieją, że przemierzając samotnie całą Amerykę odnajdzie odpowiedzi na przynajmniej część nurtujących go egzystencjalnych pytań, że uda mu się również pożegnać ze zmarłą żoną , zmęczone ciało wreszcie nauczy się spać a droga i wysiłek w nią włożony sprawią ,że znajdzie i sposób na resztę własnego życia.

Bo cóż zrobić z Miłością, gdy człowiek odchodzi a ona zostaje? Jak wzbudzić w sobie siłę by wstać i zrobić cokolwiek, gdy marzymy tylko o tym, by nie podejmować już codziennego trudu ŻYCIA?

Wiele książek opartych jest na motywie podróży/wędrówki i odnajdywaniu siebie- chociażby bijąca teraz rekordy popularności „Dzika droga”. Evans jednak to troszkę kompilacja refleksji z Dzikiej Drogi i filozoficznego podejścia Coelho.

Ścieżki nadziei to piąta, ostatnia część cyklu „Pamiętniki pisane w drodze”. Nie trzeba ich jednak czytać po kolei. Każda część cyklu opisuje pewien etap podróży nie tylko tej dosłownej ale i w głąb siebie, w swoją tożsamość. Ostatnia część – za sprawą wiadomości o zawale i śmierci ojca – zmusza Alana do uporządkowania swoich relacji z tatą, z przyjaciółmi, z kobietami, które miały znaczący wpływ na jego życie. Czytając kronikę rodziny rozważa swoją przeszłość i to , jak wielkie znaczenie ma bliskość najbliższych i relacje  rodzinne – w znaczeniu również poszerzonym- rodzina to też osoby które przyjmujemy do swojego serca i czujemy się za nie odpowiedzialni.

Alan przeszedł nie tylko te ponad  5 tys km przez całe Stany – Alan przeszedł ponownie całe swoje życie.Spotkało go wiele ciepła ze strony napotkanych osób ale i niebezpieczeństw też. Poznał historie ludzi takich jak on – szukających ukojenia w drodze.  Key West które miało być finałem tej podróży – stało się początkiem zupełnie nowego etapu życia czyli na swój sposób i nowej drogi…

Świetna książka na lato. Podróże kształcą i otwierają inne perspektywy. Nie zyskasz wiedzy wyjeżdżając do ogrodzonych kurortów Egiptu czy Tunezji. Nie musisz przekraczać granic państw . Często trudniej pokonać bariery w samym sobie. Uczenie się wdzięczności, uczuć, szczerości wobec siebie to najtrudniejsza lekcja. Prowadzi do zmiany myślenia i stajemy się dojrzalsi, odpowiedzialniejsi. To o tym ta książka. Gorąco polecam.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

 ŚLEPY ZAUŁEK- Stuart MacBride                     wyd. Amber



Aberdeen – trzecie co do wielkości miasto w Szkocji , zwane często Granitowym Miastem – ze względu na charakterystyczną grafitową barwę kamienia  z którego powstało -staje się sceną krwawych porachunków między bossami największych mafii. Torry Battery  od otwarcia się Unii na Polskę  dzielnica zwana również małą Warszawą – to główne miejsce tych rozgrywek. Największe mafie bezwzględnie walczą o przejęcie biznesu narkotykowo -prostytucyjnego . Blady strach pada na społeczność gdyż co i rusz odnajdywany jest człowiek na granicy życia i śmierci , z wyłupionymi oczami, wypalonymi oczodołami i tak przerażony ,że nie jest w stanie powiedzieć nic na temat swoich oprawców… choć każda z ofiar najwyraźniej go zna. Ktoś atakuje Polaków pracujących w Aberdeen, okalecza i w takim stanie jakby w formie ostrzeżenia pozostawia ich na placach budowy.

Sierżant Logan McRae, policjant z niełatwą przeszłością, z bagażem przeżyć i wspomnień , które wpędziły go w alkoholizm i nie pozwalają mu spać,  balansujący na granicy prawa, w wiecznym konflikcie z przełożonymi ale i współpracownikami, prowadzi śledztwo nie zawsze regulaminowymi sposobami.. I tym razem po raz pierwszy musi też opuścić Granitowe Miasto, gdyż polskie wątki wyraźnie ciągną się aż po Warszawę…

Lubisz bohaterów podobnych do Harrego Hole Jo Nesbo? Może bliski ci Cormoran Strike Roberta Galbraith’a vel Joanny K.Rowling ? Jeśli tak , to książka dla Ciebie.

Stuart McBride jest jednym z najpoczytniejszych twórców nurtu zwanego Granit Noir i festiwalu szkockiego kryminału. Uroczy człowiek, zabawny, przystępny i niezmiernie kochający Aberdeen – miasto w którym mieszka, tworzy i osadza akcje swoich powieści. Wszystkie miejsca opisane w książce są prawdziwe i łatwo rozpoznawalne- po prostu chodzisz z książką i odnajdujesz bez trudu każdy bar, każdy sklep. Aberdeen to doskonałe miejsce jako tło zbrodni – ma swoją ciemną stronę, porzucone cmentarzyska, specyficzną społeczność półświatka a i historia od zalążków ocieka krwawymi wydarzeniami oraz zaginięciami bez śladu np. dzieci…

Autor prywatnie z ogromnym dystansem do siebie i specyficznym, lekko ironizującym poczuciem humoru – obdarza tymi cechami swojego detektywa – antybohatera. Stuart McBride jest zdecydowanie godny większego zainteresowania  w naszym kraju – a może wybierzesz się w kwietniu na festiwal Granit Noire? Szkoci cenią swoich pisarzy. Na festiwalu można się spotkać i pogawędzić a bilet lotniczy złapiesz już od 48 zł… Osobiście byłam i polecam 😉  

strona autorska Stuarta McBride : http://www.stuartmacbride.com/


główna ulica Aberdeen 
Torry vel Mała Warszawa- polska dzielnica 

ODWAŻONA  - Danuta Awolusi wyd. PASCAL


Każdy, kto zrzucił parę kilogramów czuje się uprawniony do napisania własnego poradnika/ założenia strony / „sprzedania” swojej metody na dietę. W świecie, gdzie króluje rozmiar „0”, wykreowany i stale podtrzymywany przez media pożądany wizerunek to długonoga, młoda fit dziewczyna w rozmiarze 34-36 i ciężko jest zaakceptować siebie osobom w rozmiarze 44 a co dopiero powyżej 50…. 

Dwudziestosześciolatka z wagą blisko 140 kg, uwielbiająca smakować i rozsmakowywać się w jedzeniu i życiu , choć inteligentna , ładna i niezwykle wrażliwa – postrzegana będzie na zewnątrz jako zapuszczona, zaniedbana i nieciekawa.  Przeurocza Danusia, ślązaczka z bliskiego mi Świerklańca, od dziecka wychowana na klasycznej śląskiej kuchni opartej na masełku, śmietance, kartoflach z „omastą” czy schabowym całe życie wiedziała, jak to być taką „gorszą” i wytykaną palcami, wykluczoną…  Własne problemy odsuwała na odległość zanurzając się w świat filmów w tv a bezpieczeństwo dawał jej pełny żołądek i talerz przekąsek zawsze w zasięgu ręki… I jak wiele innych osób w pewnego Sylwestra postanowiła coś zmienić. W obawie, że nie dotrzyma danego sobie słowa, nie mówiła o tym nikomu. Wiedziała, że klasyczne diety są nie dla niej a reżim dietetyczny na pewno ją złamie. Krok po kroku, w zupełnej tajemnicy dokonywała maleńkiej rewolucji w samej sobie.

Pomyślisz – kolejna książka o odchudzaniu? o tym, że wszystko zaczyna się w głowie, że droga do pięknej sylwetki usłana jest potem i bólem na siłowni, morderczą dietą a życie zmieni się wraz z ubywającymi kilogramami? Otóż nie.

Danusia bardziej niż utraty kilogramów potrzebowała odnalezienia w sobie KOBIETY. I od tego wszystko się zaczęło.

Bez względu na rozmiar, wygląd, zainteresowania- każda z nas potrzebuje czuć się kobietą. Jeśli od dziecka zmagasz się z nadwagą, czujesz, że ubrania powinny Cię ukryć i zakryć, bo dla społeczeństwa winnaś być niewidzialna by nie zakłócać estetyki ogólnie akceptowanej- nie czujesz się atrakcyjna, powabna i kobieca. Początek drogi Danusi to właśnie poszukiwanie i budzenie w sobie KOBIETY.
Akceptacja siebie to początek i koniec wszystkiego.
Jak się domyślasz Danusi udało się zrzucić 70 kg choć przez ten cały czas ani razu nie weszła na wagę. Bo nie waga była jej największym problemem.
Ale gdy zrzuciła te kilogramy, zmieniła tryb życia (jak -to przeczytaj w książce) – nie do końca rozwiązała swój problem.  Wiele osób po diecie ma albo efekt jo-jo albo popada w kolejną obsesję. Jesteś gruby i twoim problemem są np. chleb, fast foody, słodycze. Chudniesz i fixujesz się na punkcie albo liczenia obsesyjnego kaloryczności posiłków, albo siłowni, biegania, kupowania nowych ubrań. Po prostu jeden zły nawyk, wręcz chorobę zamieniasz na coś innego – równie szkodliwego. I o tym dokładnie jest ta książka.

Szczery do bólu dziennik budowania swojej nowej, odnalezionej tożsamości. Uczenia się siebie i słuchania potrzeb własnego ciała. Pokochania swojego ja. Zbudowania nowych relacji ze sobą a później dopiero z rodziną, bliskimi, przyjaciółmi. Krok po kroku odnajdywanie drogi do właściwego dbania o siebie, swoje zdrowie. Przełamywanie bariery wstydu, zahamowani.
W życiu nie czytałam poradników. Nie zachęciłabym Cię do nich. Ale do tej książki – nawet jeśli masz rozmiar 34- zachęcam gorąco. Niezwykła dziewczyna w brutalnie szczery sposób opisuje jak bardzo mniej lub bardziej świadomie siebie krzywdzimy i co możemy dla siebie samych zrobić.  Wachlarz emocji, wahań, rozterek i prawdy.  Tylko prawda się obroni. Tu na każdej stronie czujesz ja. Szczera do bólu. Zrobiła na mnie wrażenie OGROMNE.


Zapamiętaj tę książkę. Jeśli nie teraz, to za jakiś czas jej poszukaj. To podróż w głąb siebie. 

P.S
Wspomnałam, że kilka fajnych przepisów też się tam znalazło?  ;-) 

czwartek, 18 maja 2017

CZEREŚNIE ZAWSZE MUSZĄ BYĆ DWIE - Magdalena Witkiewicz

To nie recenzja. To raczej list do autorki . I do fanek . Podobieństwa się przyciągają ;-)

Czytałam świtem ... ale  miałam wrażenie ,  jakby to wieczór własnie zapadał, babskie pogaduszki przy winie i gorącej herbacie , na ganku starego , drewnianego domu w sercu lasu... I lekko ściszonym głosem opowiadają sobie kobietki historyjki z przeszłości , zahaczając o przesądy i gusła, rodzinne historyjki o niespełnionych miłostkach babć, klątwach w rodzinach -  a Ty Magdo  charakterystycznym szczerym uśmiechem na twarzy , ciepłym głosem mówisz - to teraz opowiem wam pewną historię....

Madziu Tobie ani oprzeć się nie da ani oderwać od tego co i jak piszesz... 

Wiesz ,że w liceum też chodziłam do takiej starszej Pani uwięzionej na 3-piętrze starej kamienicy i przynosiłam jej obiady ? Nie związałam się tak jak Zosia z P. Stefanią ale otarłam o ten klimat wnikania w czyjeś kończące się , samotne życie i  historie opowiadane troszkę przygodnej osobie , gdyż bliskich już było brak...

Kolejna książka wyrywa kawał serca Magdowym fankom! ( mnie oczywiście też - hipnoza ? uwiedzenie?pełna aprobata) . Ciepła, obyczajowa , spora powieść , która jednak nie ciąży i nie przygniata. W pierwszy świt ledwie usiadłam a już byłam na 300-stronie!  Piękna kompozycja. Jak po sznureczku - nie , raczej przędzy na kołowrotku - jedna historia wyciąga z kłębowiska kolejną... I pomimo ,że wątków jest sporo - i miłość, i zdrada, oszustwo, morderstwo, śmierci i narodziny , ucieczki i powroty - jakoś to wszystko nie przeładowane. To chyba  największa zaleta  książek p. Magdy- pisarze często zbyt "dopowiadają" każdy szczegół i nie pozostawiają odrobiny przestrzeni na wyobraźnię czytelnika - a to błąd. Nam potrzeba tego powietrza - bo w nim własnie znajdujemy okruchy swoich losów. 

Nie wiem jak to  nasza Magda robi , ale każda z nas, odnajduje siebie, każda czuje się w ułamku emocji bohaterką tych powieści. Jak to dobrze, że w Twoich rękach Magdo  te historie ze skrawków usłyszanych rozmów - rozrastają w tak niezwykłe opowieści... 

Ja wiem, dlaczego dostałam tę powieść do przeczytania ciut wcześniej.... Niekiedy trzeba kopnąć w "łeb" by ktoś wpadł na pomysł domykania drzwi.  Jeśli tego się nie robi, czarne emocje jak dym z pożaru "czadzą" nam duszę i duszą dosłownie... I nawet jeśli chcemy , nie widzimy tego okna , przez które da się jeszcze coś  ratować. 
Wiem że sporo wśród nas, Twoich Wiernych ;-) jest takich jak ja - za które często los wybiera a nasza bezsilność  czy nieśmiałość wobec życia -ogranicza horyzonty. Ty masz w sobie takie pokłady dobrej energii ( oprócz twojego ADHD) ,że wbrew nam te cienie przeszłości przeganiasz. 
Magda jesteś nie tylko świetną Pisarką , jesteś przyjaciółką, powiernicą ale przede wszystkim Dobrym Człowiekiem.

Na prawdę  książka jest piękna.  Jeśli po zamknięciu ostatniej strony uśmiecham się , i w  kolejnym  dniu nadal  się uśmiecham - i jak widzisz przestałam nawet śledzić wydarzenia PISIORSKIEGO ŚWIATA NA FB - bo stały się mało ważne i kuriozalne wręcz - to chyba sukces , nie ? 

Poszłam więc w pewne miejsce , może uda mi się "posortować" wspomnienia ,  zamknąć je w pudełku i zdefiniować siebie na nowo. Może gdzieś jest samotna czereśnia obok której wsadzę i moje korzonki ? No wszak muszą być dwie , co ? 

Pisz... bosz... pisz. Dajesz nam wiele więcej niż sądzisz.  Iza Uzależniona  ;-) 
I wiesz kobieto ,że stworzyłaś przestrzeń dla wielu dryfujących dusz. Spotkania  z Tobą ale i choćby tylko wśród Twoich fanów są budujące, prawda? Tyle dobrej energii nie może się zmarnować :) . 

poniedziałek, 14 listopada 2016


FRANCUSKI PIESEK – Marta Obuch. Wyd. FILIA.

Recenzja absolutnie nieobiektywna .

Czy była żona może zaprzyjaźnić się z kochanką? Czy pod samym nosem wysoko postawionych policjantów może dojść do prawdziwego morderstwa? Czy bardzo trudne jest zakupienie „lewego” prawa jazdy w naszym praworządnym kraju?

Misia – Zuza- Ryszarda – trzy równoważne wierzchołki wyważonego trójkąta. Różni je wszystko – wygląd, praca, spojrzenie na świat , mężczyzn , marzenia i gusty kulinarne . Jak trzy pasma warkocza wiejskiej dziewoi losy ich przeplatają się harmonijnie i barwnie a pomiędzy owe sploty , w miejsce kwiatów (choć w tle i one się pojawiają) autorka radośnie i z fantazją iście ułańską powtykała marchewy, pietruchy , buraczki tudzież... ślimaki z żabimi udkami .

Dopełnieniem tych barwnych kobiecych osobowości są oczywiście i mężczyźni – częściowo stanowią tło , częściowo uzupełniają akcję, wprowadzają element zaskoczenia i dodatkowego humoru. W facetach wybieramy więc do woli – mamy i policjantów i złodziei , kucharza, malwersanta, mafioza czy instruktora. No i zwłoki oczywiście. Korpus męski w charakterze dowodu zbrodni? Zdecydowanie nie tylko ....

Nie sądźcie jednak ,że partnerzy owych śląskich gracji są safandułowaci i robią za podnóżki u pań. Absolutnie. Panowie generalnie fajni, różnie podchodzący do partnerstwa i miłości, wspierający swoje damy , działający wg zasady „ufaj i kontroluj” a raczej chroń – gdyż wiedzą co po prostu w domu mają lub mieć pożądają.... Panie z niezwykłą wręcz nonszalancją  potrafią ładować się w przedziwne sytuacje .

A tak z grubsza to chodzi o to ,że ....

Zuza nasty raz zdaje egzamin na prawo jazdy i skutek jest wiadomy... Kobietą ci jest porywczą, co w sercu to i na języku więc... publicznie daje upust swym uczuciom wobec pana egzaminatora i rusza w świat z pomysłem zakupienia takowego dokumentu nielegalnie– bo że świetnym kierowcą jest , dusza i ciało krzyczą na odległość .

Ryszarda – po zapuszkowaniu partnera -mafioza, pozbawiona źródła utrzymania i miejsca zamieszkania – z dobrem inwentarza dostaje po partnerze długi wobec umiłowanej w Polsce instytucji o dźwięcznej nazwie ZUS – obiegowo nazywanej ( słusznie) Zakładem Utylizacji Składek . Udaje się więc po wsparcie do byłej żony partnera , a że Misia ( trzecia gracja) miękkie serce ma , to przygarnia byłą kochankę byłego już męża i razem z Zuzą , we trzy , próbują zaczarować rzeczywistość otworzyć się na nowe możliwości i generalnie szukać pozytywów na obrzeżach Parku Kultury w Chorzowie , wśród kwiatów, warzyw i obornika ...

Jednak...

Były mafiozo długie ręce ma.
Sąsiad dziwnie zainteresowany jest ich miejscem zamieszkania.
Narzeczony Misi nabiera wody w usta.
Marchewa vel Pietruszka, drugi absztyfikant odsunięty od śledztwa w policji
U drugiego sąsiada , francuskiego kucharza przypadek goni przypadek.
Pada trup
Jest napad.
Pożar .
Nadciągają koty.......

Mało wam? No to poczytajcie.
Dużo wątków i pozorny chaos ale Marta Obuch wielokrotnie pokazała, że nad tym wszystkim potrafi zapanować. Finał jest wybuchowy ale logiczny, zaskakujący i z przytupem,

Dwie ma dla mnie Marta niezwykłe cechy wyróżniające ją wśród innych pisarzy.

Jak pisze o jedzeniu to widzisz barwy, czujesz zapach, smak i ...ssanie w żołądku.
Uwielbiam jej opisy gotowania, przyrządzania potraw, oprawiania mięsa, siekania warzyw, podawania do stołu .
Jest estetką i świetną kucharką prywatnie. Lubi to robić, lubi dbać o dom i rodzinę . Czuć to w każdej potrawie., O jedzeniu pisze pięknie i plastycznie . Z taką lekkością i swobodą, naturalnie . Prawda w każdej książce jest wyczuwalna i się broni.

Drugą cechą charakterystyczną jest bardzo specyficzne poczucie humoru. Takie w stylu Joanny Chmielewskiej, z pazurem. Nie śmiejesz się rubasznie i do rozpuku, wyczuwasz wysmakowaną ironię, satyrę, inteligentne acz lekko skrzywione spojrzenie na bohaterów, groteskowe opisy i niepowtarzalne porównania . Humor sytuacyjny, językowe lapsusy i przedziwne zawirowania akcji. Uwierz mi , mam dość niestandardowe poczucie humoru a Marta Obuch mnie zaskakuje i bawi ;-)

Polecam to jako literaturę lekką , łatwą i przyjemną lecz nie jest to trywializowanie literatury. Potrzebujemy odskoczni, potrzebujemy rozrywki w najlepszym wydaniu. Zdecydowanie wszystkie te potrzeby zaspokoi nam Marta Obuch – nasza rodzima, współczesna Chmielewska .

Nie ukrywam ,że dla mnie osobiście ważne jest , że akcje jej dotychczasowych książek dzieją się w miejscach mi znanych . Rodzi się dopiero grupa pisarzy osadzających akcje powieści tutaj. I cieszy mnie ogromnie , bo Wrocław, Kraków, Warszawa czy Gdańsk mają swoich autorów i swoje wydawnictwa ich wspierające. Ufam ,ze Śląsk też się takich dorobi .


I jeszcze jedno ... Kobiety, kobietki , dziewczyny , kuchareczki – nie macie pojęcia , co Marcie udało się we „Francuskim piesku” OPANIEROWAĆ........

niedziela, 13 listopada 2016

ROBERT JANOWSKI jakiego nie znacie w szczerej rozmowie z MARIĄ SZABŁOWSKĄ . Wyd. ZNAK LITERA NOVA


Co wiesz o Robercie Janowskim ?
  • śpiewał w pierwszym , słynnym składzie Metra
  • prowadzi quiz „JAKA TO MELODIA” już nie wiadomo jak długo
  • żona „złodziejka futer”
W zasadzie tyle o nim wiemy. I już. Choć jego twarz spogląda na nas blisko trzydzieści lat zarówno z ekranów telewizorów jak i kinowych .

Sięgnęłam po ten wywiad -rzekę bo lubię biografię oraz autorka wywiadu- Maria Szabłowska , osoba niezwykłej wiedzy i kultury, dawniej współprowadząca program „Wideoteka dorosłego człowieka” gwarantowała mi kawał rzetelnej pracy dziennikarskiej i po prostu prawdę. A Janowski ... hmm powiedzmy był dla mnie średnio ciekawy. Błąd. Mój błąd. Złe nastawienie.

Życiem Roberta Janowskiego od początku rządził przypadek. Syn lotnika i klasycznej pani KO ( kulturalno -oświatowca) , swoje pierwsze stałe miejsce znalazł na blokowisku w Sochaczewie,gdzie wraz z siostrą jak większość jego rówieśników, biegał cały dzień po podwórku, socjalizował się na trzepaku, pierwsze miłości i nienawiści, klasyczna przeszłość dziecka z kluczem na szyi. Muzykalny był więc dość szybko zapisano go do szkoły muzycznej , gdzie po zaledwie kilku latach dostał najlepszego dostępnego nauczyciela do opieki – gdyż był nadzieją na polską reprezentację w Konkursie Chopinowskim. Jednak.... długie godziny przy fortepianie , egzaminy , pokazy dla chłopaka o niskiej samoocenie (!) , trochę nieśmiałego , z kompleksami okazały się progiem zbyt wysokim. Nie wytrzymał i uciekł. Choć muzyka pociągała go bardzo.

Czego to Robert Janowski w życiu robić nie chciał? Życiem jego rządził przypadek i teraz po lekturze książki -wywiadu stwierdzam ,że miał szczęście do spotykania na swej drodze dobrych ludzi po prostu .
No więc uciekł z tej szkoły muzycznej , do średniej poszedł ale też miłością do puzonu nie pałał, trochę piłkę kopał, trochę u mamy na deskach teatralnych się udzielał, w szkolnych przedstawieniach, do końca nie wiedział , czego chce. Zamiast więc do szkoły teatralnej poszedł na ... weterynarię, wiedziałeś?
Studia zdrowo przeciągnął ;-) W sumie trwały z 8 lat ale... w tym czasie założył pierwszą swoją kapelę „Sekcja Zwłok”, pisał muzykę, teksty , wiersze i .... spotkał kogoś, kto zmienił jego życie., Jonasza Koftę. I tak pierwszy raz Janowski zaproszony został do współpracy w musicalu o tematyce młodzieży uzależnionej od narkotyków. Ale ... przecież był to czas ciężkiego PRL -u i wg naszej władzy problem narkomanii nie istniał...
W każdym razie po tym musicalu schemat dealera, ćpuna i rockmana ciągnął się wiele lat za Janowskim – bo i grał takie postaci w filmach , musicalach jak i w teatrze. Trafił do Metra – które diametralnie odmieniło jego życie.
Nie chcę tu streszczać wywiadu ani opowiadać życia Janowskiego. Chcę zachęcić cię do sięgnięcia po prostu po ten wywiad. Warto .

Przeczytałam to w jeden dzień. Miałam wrażenie ,że siedzę przy jednym stoliku z kubkiem parującej herbaty z Marią Szabłowską , która swoim ciepłym i spokojnym głosem zadaje pytania , na które z lekko odchyloną głową , ciepłym uśmiechem na ustach , równie spokojnym głosem odpowiada Robert Janowski. I taki wywiad słodko-gorzki pokazuje nam człowieka , który choć codziennie patrzy na nas z ekranu , jest zupełnie kimś innym niż nam się wydaje.
Oprócz tego ,że poznajemy go od strony rodzinno -prywatnej, jako osobę skromną, nieśmiałą, z kompleksami i zahamowaniami , mamy okazję zobaczyć też jak naprawdę wyglądały wydarzenia których bardzo wypatrzony obraz przedstawiły nam media.
  • Dlaczego tak wielki sukces METRA w Polsce nie przekłuł się na sukces międzynarodowy?
  • Jak tworzy się sukces na Broadway'u w oparciu o ustalenia finansowe
  • jak nasza narodowa cecha „ZAWIŚĆ” potrafi dobić całkiem dobrze zapowiadających się ludzi
  • Jak wygląda praca w showbiznesie?
  • Czy Janowski jest milionerem?
  • Czy fakt zawierania trzech małżeństw to efekt nadmiernych możliwości czy celebryctwa?
  • Jakim jest ojcem?
  • Dlaczego tyle lat prowadzi już „Jaka to melodia” i jak wygląda praca nad quizem?
  • Jak i dlaczego pseudodziennikarzyny z FAKT-U, PUDELKA itp. potrafią zrobić piekło w domu i rodzinie celebryty i czy jest szansa na obronę własnej twarzy ?
  • Jak wygląda życie Janowskiego na co dzień ? Czy jest szczęśliwy ? Czy ma satysfakcję?


Warto sięgnąć po ten ciepły wywiad , bo poznacie go zupełnie z innej strony. Sama jestem zdziwiona do teraz i nie przypuszczałam ,że go polubię ;-) Włączając JEDYNKĘ i spoglądając w oczy prowadzącego „Jaka to melodia” będę miała świadomość ogromu pracy , jaką w to wkłada oraz zdecydowanie zmienię swoje nastawienie . Mógł być wielkim showmanem , mógł zostać w Ameryce, mógł grać w największych musicalach. Pisze wiersze całe życie, jest weterynarzem, dyplomowanym aktorem, coachem, wspiera dzieci z niezamożnych , wiejskich środowisk przez własną fundację , zbiera stare instrumenty , remontuje je i rozdaje dzieciom, których na to nie stać,. wpływa na losy ludzi choć tego nie wiemy.


Chcesz pójść na wirtualną kawę z Janowskim? Masz więc okazję. Czytaj . Jak i ja to zrobiłam. 

niedziela, 30 października 2016

 SIOSTRY, PRZYJACIELE I RYWALE – Agnieszka Krawczyk , wyd. Filia

Kiedy za oknem zieje nienawiścią – czytaj zimno , mokro i beznadziejnie, okryć należy się  kocem, w kubku mieć ciepłą herbatkę a w ręce kawał dobrej , ciepłej i grubej powieści. I tu mam dla Ciebie propozycję.

Agnieszka Krawczyk – pisarka wszechstronna, gdyż ma w dorobku i kryminały i powieści, romanse i komedie obyczajowe ze zbrodnią w tle ;-) w najnowszym cyklu           „ Czary codzienności” zabiera nas w rejony o których często śnimy, relacje ludzkie o których marzymy, emocje i wydarzenia wciągające i angażujące nas dogłębnie.

Agata Niemirska, młoda , atrakcyjna, samodzielna finansowo ,wspierana przez rodzinę i narzeczonego śmiało patrzy w swoją przyszłość. Jedna tylko sprawa mąci niekiedy jej myśli – niewyjaśnione  okoliczności rozstania się jej rodziców , zniknięcia mamy .Druga żona ojca jak może daje jej ciepło i wsparcie, traktuje tak samo jak swoją własną córkę lecz… bywają chwile , gdy Agata czuje lekkie ukłucie żalu , że jej prawdziwa matka jej nie chciała, zostawiła… Pewnego dnia  Agata odbiera telefon  który zmienia jej życie – nieznany mężczyzna informuje ją o śmierci matki i terminie pogrzebu, prosi o przyjazd i uporządkowanie spraw formalnych …

Trafiamy więc z Agatą do Zmysłowa , małej miejscowości rekreacyjnej pomiędzy Cieplicami a Krynicą, gdzie jak to w małym miasteczku wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. W tej wyprawie towarzyszy jej nie zapracowany narzeczony ( choć przecież powinien ?) a siostra, Daniela, córka z drugiego małżeństwa taty,  ambitna pani tłumacz .  Prawdziwa matka Agaty prócz małego domku zostawia jej jeszcze jedną tajemnicę do rozwikłania – małą dziewczynkę, przyrodnią siostrę, która od tej chwili jest sama na świecie, bez opieki , bez wsparcia. I tak mamy już komplet trzech sióstr, z którymi przez kolejne ok. 1000 stron przejdziemy przez mniejsze i większe problemy emocjonalne, socjalne, towarzyskie i prawne -za to w ciepłej atmosferze i w malowniczej, górskiej  okolicy  J
Kartka po kartce odkrywamy tajemniczą przeszłość matki Agaty, motywy , dla których kiedyś ją opuściła, historię Tosi, siostry o której ojcu nic nikt nie wie. Wydarzenia mocno wpływają na  plany życiowe obu starszych sióstr – praca jednej i drugiej staje pod wielkim znakiem zapytania , sprawy uczuciowe ich obu  się komplikują a  życie jednak się zmienia , nabiera barw, emocji, zapachów.  Siłą sióstr jest ich więź, autentyczna, mocna. Te relacje przyciągają do nich ludzi o dobrych , jasnych , uczciwych ale…

Siostry powoli wsiąkają w lokalną społeczność- mają w koło przyjaciół ale i wrogów. Mają coś, czego ludzie wpływowych kręgów pragną. Tylko wspólnie mogą przeciwstawić się problemom- czy znajdą tyle sił? 

Drugi tom kończy się petardą, oby szybko Agnieszka Krawczyk dopisała trzeci , bo napięcie mocno potęguje moją ciekawość.


„Czary codzienności” czyta się bardzo dobrze, szybko , lekko. Agnieszka Krawczyk ma kobiece pióro – i nie jest to żaden przytyk, wręcz przeciwnie. Dla mnie oznacza to wszystkie najcenniejsze pierwiastki kobiece, których szukam w powieści – delikatność, empatię, wrażliwość, wyczucie. 

Poszukiwanie korzeni, bez których nasza tożsamość ciągle kuleje, określenie granic akceptacji bądź nie-akceptacji zachowania innych wobec nas, dojrzewanie do radykalnych decyzji, wybaczanie ale nie zapominanie – to wszystko tu znajdziesz.  Idealna lektura na długie , jesienne wieczory. 
Czekam na trzeci tom. Kiedy?