piątek, 30 września 2016

REKINY WOJNY  - GUY LAWSON - wyd. ZNAK LiteraNova 

 

 

Dziś dzień chłopaka. 
 Szukasz prezentu dla nietuzinkowego , mężczyzny , faceta,partnera - który lubi sensację ale i interesuje się aktualną sytuacją na świecie? Polecam Ci tę książkę , bo ona właśnie  łączy dokładnie oba wątki. Jest i  ostra, żywa akcja,  są i pieniądze i przekręty, i kobiety , wojna, mataczenie  , narkotyki – oraz autentyczne wydarzenia sprzed paru zaledwie lat – wielka polityka i straszna  wojna w Afganistanie , taniec na krawędzi rozsądku i ryzyka gdzie stawka to naprawdę niewyobrażalne pieniądze.

Trzech chłopaczków z Miami Beach, w zasadzie bez doświadczenia w biznesie i bez wykształcenia, pieniędzy , koneksji - miało marzenie . Jak wszyscy nastolatkowie – chcieli mieć ogromne pieniądze, jeździć super brykami, imprezować, upalić się dobrym towarem , mieć piękne kobiety i wszystko w zasięgu ręki .
Brzmi dość kuriozalnie ALE im naprawdę się udało. I nie jest to powieść fantasy ani kino akcji z wymyślonym super agentem - tylko historia , która wydarzyła się naprawdę.

Wyobraź sobie więc trzech  nastolatków - żaden nie jest geniuszem, nie pochodzą z rodzin powiązanych z biznesem czy polityką.Najstarszy to student pierwszego roku ! Popalają trawę, grzebią w internecie i dumają o bliżej nieokreślonych interesach, snują nierealne pozornie  plany na przyszłość . I z tych oparów pozornie absurdalnych snów narkotycznych wyszedł równie absurdalny pomysł – będziemy handlować bronią.
I najdziwniejsze jest to ,że tej trójce chłopaków – Efraimowi, Alexowi i Dawidowi na początku stycznia 2007 roku udało się oszukać administrację G, Busha, cały Pentagon i wiele innych poważnych instytucji i finalnie  wygrać kontrakt na dostawę BRONI dla żołnierzy w Afganistanie !…
Trzech naćpanych nastolatków zagrało w wojnę przez Internet tylko że stawką było życie realnych  żołnierzy biorących udział w misjach  , dostawy broni nie były wirtualne a pieniądze to nie żetony na stole.

I wygrali kontrakt wartości …. 300 mln dolarów na zamówienie publiczne broni ogłoszone przez Pentagon.

 Nikt z was nie pomyślałby nawet ,że to możliwe , prawda? Tylko brak wyobraźni połączony z młodzieńczą skłonnością do ryzyka i brawurą może sprawić, że człowiek rzuci się z przysłowiową motyką na słońce. Raz na milion wygra. I im się to udało.

Rozpoczęli ryzykowną grę na polu największych przemytników broni rynku międzynarodowego. Nie mieli pieniędzy.  Dziwnymi transakcjami doprowadzili do ściągnięcia zdezelowanej , zardzewiałeś, nic nie wartej chińskiej amunicji z terenów wojennych dawnej Serbii i wysłali do Kabulu. Wkurzyli po drodze wszystkich przemytników i handlarzy bronią. Narazili na śmierć tysiące żołnierzy… I to nie jest fikcja. I to jest przerażające.

Gdyby nie mały błąd  , nigdy nie usłyszelibyśmy o tym, jak przekręcili rząd Stanów Zjednoczonych . Wszak służby FBI czy CIA nie mają czym się pochwalić..

Książka wciąga niesamowicie. Powiem tak – nie oglądam filmów akcji , nie czytam raczej takiej sensacji . Nie mogłam się jednak oderwać . I dlatego w ten dzień o niej przypominam. Uważam ,że to świetny prezent szczególnie dla faceta, ale niekoniecznie tylko faceta - jak dowodzi mój przykład.

O tym , że zawsze znajdzie się nawet w najciaśniejszym systemie luka , przez którą da się wyciągnąć pierwszy milion . O tym ,że ryzyko i marzenie pozwalają uruchomić taki sposób myślenia ,że nawet karkołomny plan może się udać.. O tym ,że nie istnieje niemożliwe.

To właśnie o tym jest ta książka. Polecam . Warto . 

niedziela, 7 sierpnia 2016

NOCNA TĘCZA- Claire King wyd. Pascal


Pea, malutka , zaledwie pięcioletnia dziewczynka całe dnie spędza biegając po łąkach w pobliżu swojego domu zagubionego gdzieś na południu Francji.  Jest zbyt mała by zatroszczyć się o siebie a jednak ze wszystkich sił stara się to robić. A nawet więcej. Robi wszystko , by jej mama , pogrążona w ciężkiej depresji po śmierci męża, miała tzw „święty spokój” i nic nie zakłócało jej ciszy i odrętwienia.  Stan matki pogłębiony przez wyjątkowo trudną ciążę sprawia ,że bliska jest katatonicznemu odrętwieniu i mała Pea pozostaje zdana wyłącznie na siebie i swoje niewielkie możliwości.

Żyją na skraju wioski, na farmie oddalonej od innych. Matka jest przyjezdna , więc nie ma przyjaciół, rodziny a tym samym wsparcia. Izolacja, ciąża, ciężka depresja po wypadku i śmierci głowy rodziny – ściągają na nie zagrożenia  finansowe – nieuchronne bankructwo lada dzień pozbawi je dachu nad głową ale i pogłębia samotność i osamotnienie obu kobiet.

Pea jak mały elf biegając po okolicznych pastwiskach i łąkach , karmi się tym, co znajdzie, ubiera w to , co instynkt podpowiada ,że powinna. Powoli dziczeje troszkę . Jej małe serduszko przechowuje na dnie jak okruszki wspomnienia z czasów, gdy było „normalnie” i dobrze. Intuicja podpowiada codzienne zadania. Wyobraźnia kreuje niewidzialną siostrę i to z nią dziewczynka spędza na rozmowach i zabawach całe dnie… To z nią Pea zawzięcie broni się przed powoli nadciągającym i pochłaniającym wszystko mrokiem .

Niekiedy  ból odcina nad od realiów życia. Patrzymy ale nie widzimy.  Pea rozpaczliwie próbuje zachować porządek dnia z czasów , gdy było jej dobrze i czuła się bezpieczna. Nieporadnie ale w efekcie skutecznie trzyma się okruchów schematu poprzedniego dnia odnajdując w tym tyle radości , ile tylko potrafi. Jak naturalnie dobre jest dziecko niezepsute przez nas, dorosłych!
Ufne, troskliwe, poszukujące winy bardziej w sobie niż świecie zewnętrznym.


Piękna , delikatna opowieść o miłości , stracie i samotności – tym razem maleńkiej , ufnej dziewczynki. Jeśli szukasz akcji – to to nie jest książka dla Ciebie. Jeśli szukasz wnikliwej analizy rozwoju emocjonalnego dziecka – opisanej z punktu widzenia dziecka – nie zawiedziesz się. 

wtorek, 2 sierpnia 2016

CZARCI KRĄG – Iwona Banach , wyd SZARA GODZINA



Zagubin – takie zadupie na końcu świata, droga na Ostrołękę i nic się nie dzieje. Lokalne pijaczki pilnują by im nie ukradziono budki z piwem , plotkarki w drodze po marchewkę obgadują przejezdnych przyjezdnych, miejsce , gdzie przy ogromnej sile samozaparcia możesz spędzić urlop z gwarancją braku większych wrażeń.

I nagle HE KA TOM BA. 
Nic bardziej nie podnosi ciśnienia niż porządna plotka – mocno osadzona w przesądach i powtórzona odpowiednią ilość razy  przez lokalne koło prawie różańcowe czy inaczej rzecz ujmując – prawie sibi-radio vel tuba wiejska pań w różnym wieku o wspólnym mianowniku WIELEBA ( wie lepiej od sąsiadki z prawej i lewej).

A plotka z każdą chwilą tłuściejsza, obrasta w nowe wymiary , jak fala rozchodzi się po tłuszczyku grubaska  . No bo nie każda wieś ma swoje własne lokalne i rodzime TRADYCJE WAMPIRZE!  
W  Zagubinie panie chcą zyskać więc sławę jako te, które uległy tajemniczemu kąsającemu i aktywnemu Wampirowi. Panowie w zależności od ilości promili we krwi są bądź pogromcami wampirów, bądź poszukiwaczami tajemnic bądź też obrońcami czci kobiecej. Plotka i szansa na jednominutową sławę  przyciąga jak kupa muchy do Zagubina przedziwne kreatury ludzkie : pseudoprofesorów,  poszukiwaczy wampirów , dziennikarzy szukających sensacji , słowem – koloryt lokalny wsi zasilany jest wartką strugą napływających zewsząd  dziwolągów.

Jest więc wątek kryminalny ( zwłoki wampirze i ich ofiary) , jest wątek historyczny – bo pewnie te wampiry przebudziły się po stuleciach pochrapywania w ukrytych ostojach  leśnych dla pewności zabezpieczonych czarcimi kręgami , no ale żadna historia nie byłaby pełna bez wątków romansowo- sensacyjnych, prawda?

Dziwne rzeczy w tym Zagubinie się dzieją. W poszukiwaniu rozwiązania  wątku romansowego , trafia tam do kompletu Hania – pracownica pewnego biura matrymonialnego i jej zadaniem jest prześwietlenie co najmniej mętnych poczynań lokalnego majętnego pana w balzakowskim wieku , dziwnie często ogłaszającego się w celach matrymonialnych pośród okolicznych pań emerytek. Jakiż cel mu przyświeca, dlaczego z taką pozycją społeczną i majątkową postępuje w tak zagadkowy sposób – ma odkryć właśnie Hania wraz ze swoim pomocnikiem.

Żeby było mało , jak zawsze u Pani Iwony  Banach musi pojawić się pies lub kot , który to zwierz swoją ciekawością i potrzebą kopania potrafi zdrowo namieszać w wątkach. Zyzol – pies przedziwny nas tutaj nie zawiedzie.

Co jest największą zaletą książek Pani Iwony ? Przecież nie chodzi tutaj o samą treść- ta może wydać się co najmniej  banalna . Pani Banach jest absolutną mistrzynią czarnego humoru J. Pamiętam ,że gdy zaczęłam czytać jej pierwszą czarno –humorystyczną książkę , nic nie wiedząc o autorce ani o tym , czego po niej się spodziewać, miałam mieszane uczucia. Wątki banalne, akcja wydumana. I nagle bach! Nie mogłam się oderwać z powodu JĘZYKA. Tak wysublimowanego sarkazmu nie spotkałam nigdzie! Spiętrzenie przedziwnych i tragikomicznych wydarzeń nigdzie nie mogłoby się udać jak tylko w jej książkach.
Dałam do przeczytania to facetowi, który raczej nie gustuje w tego typu literaturze – woli kryminalno- sensacyjne lub szpiegowskie powieści. Z średnim entuzjazmem dał się przekonać do przeczytania. Pękał ze śmiechu i poprosił o więcej ! Czy to samo przez się nie świadczy o tym, że warto ?

Jeśli więc szukasz czegoś lekkiego na wakacje, lub po prostu chcesz „odlecieć” jak najdalej od średnio przyjemnej  rzeczywistości – podobały ci się kryminały np. Chmielewskiej i szukasz czegoś równie inteligentnie napisanego  to Iwona Banach jest dla Ciebie.  Żadna z osób , która to ode mnie dostała pod pachę na wakacje lub po prostu gorsze dni – nie żałowała . Każda powiedziała jedno  zdanie  : Dokładnie tego potrzebowałam. 

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

HORMONIA – Natasza Socha

– wyd Pascal


Opowiem wam pewną historię.

Gdy miałam ok. 20 lat i wyprowadziłam się do swojego pierwszego , za własne pieniądze wyremontowanego mieszkania , które w tym czasie zdawało się być mi  pałacem – a było po prostu kawalerką w podłej dzielnicy i w podłej kamienicy – odwiedziła mnie matka. I powiedzmy sobie wprost – była to raczej wizytacja niż wizyta.

Matka wkroczyła niby z uśmiechem ? grymasem?  do mojej kuchni i zapytała :
- a gdzie ty masz ziemniaki? 

   Odpowiedziałam zdecydowanym tonem:
- mamo mieszkam sama z psem. Te dwa ziemniaki trzymam w lodówce w pojemniku na warzywa.
 Moja mama zabulgotała wymownie i powiedziała :
- miejsce ziemniaków jest w wiadrze pod zlewem.

I może nie byłoby w tym nic oburzającego  gdyby nie fakt, że na drugi dzień natarczywe pukanie wyrwało mnie z ciepłej zadumy i błogostanu a po otwarciu drzwi ujrzałam w nich MOJĄ MATKĘ TASZCZĄCĄ POKAŹNE WIADERKO i worek… z ziemniakami.  W milczącej bezsilności patrzyłam jak triumfalnie te ziemniaki wysypuje do wiaderka i umieszcza……… pod zlewem.

Córki to mają ciężkie życie! No ale każda z nas jest czyjąś córką, prawda? a później najczęściej matką... kolejnej córki. Znacie domy , w których rządzą od pokoleń kobiety uzależniające od siebie kolejne kobiety ? No to witam w klubie.
Moja mądra babcia miała zwyczaj mówić „ Syn jest synem , póki się nie ożeni , tylko córka się nie zmieni !” I qrcze coś w tym jest.

Od najmłodszych lat kształtowane na obraz i podobieństwo swoich matek tworzymy kalkę ich domów i wmawiamy sobie ,że to nasz wybór. I gdy już jesteśmy tuż tuż od wyzwolenia się z tych więzów – nagle bach . Matka zaczyna chorować , mieć różnego rodzaju problemy , a my jesteśmy odpowiedzialne za jej stres, stan zdrowia i kontrolowanie wszelkich dolegliwości.  Bo w końcu całe życie poświęcała się DLA NAS. Żyła dla nas, ( za nas? ) i pomagała  nam dzieciaki odchować ( hodować?)  . No to teraz czas na odcinanie kuponów.

Znam kobiety , które mają same 60 + a ciągle myślą oceną matki. Nawet gdy ta matka popija już burgunda z Marią Magdaleną w doskonalszej rzeczywistości - córka nadal zastanawia się , czy dana decyzja spotkałaby się z aprobatą mamusi.
To jeden problem a drugi ? ………

Bez względu na to , jak atrakcyjną byłaś dziewczynką, studentką, kobietą , matką , żoną , kochanką to w pewnym wieku – dość raptownie , często drastycznie zdajesz sobie sprawę ,że powoli przechodzisz na stronę bycia niewidzialną… Od przekroczenia magicznej 40+ , mimo ,że słyszysz niedowierzanie w temacie swojej metryki – powoli nachodzi cię coraz większy smutek… coś się kończy.
Co stało się z twoim biustem? Skąd te dołeczki na udach? Ten nieszczęsny brzuch jakoś mniej współpracuje z mięśniami. Owal twarzy  opada? Oczka jak u spaniela, burza nieokiełznanych loków wymaga większego skupienia , bo dziwna szara farba podstępnie wkrada się w odrosty.  Podbiegłabym ale……. No przecież taksówka jest.  Ech , ubrałabym bikini ale…….co ludzie powiedzą?
I wraca pierwszy problem – wieczna krytyka naszych matek ( które dla naszego dobra mówią – w czerwonym ci nie do twarzy , a włosy tak nie czesz , bo ty je masz takie liche! ) w połączeniu z powolnym uświadamianiem sobie , że wiele czasu minęło od ostatnich spontanicznych decyzji i raczej ich już nie spełnimy ….
A przecież w każdej z nas , pomimo tej marszczącej się skóry i 5 kg+ , zamknięta (zaklęta?) jest ciągle nastolatka z głową pełną marzeń!  W środku każda z nas jest gdzieś pomiędzy maturą a studiami , chętnie poszłaby znowu na randkę ( nawet z własnym mężem ) i zanurzyłaby nogi w fontannie…
Ale.. co ludzie powiedzą?
No więc „Hormonia” jest właśnie o tym. O próbie odzyskania harmonii w hormonach . O tym ,że nigdy  nie jest za późno na spełnianie marzeń.  Jeśli tego córko jeszcze nie zrobiłaś to , czas zadać trudne i w pierwszym momencie może i bolesne pytanie mamusi „ Mamo , czy ty masz jakikolwiek pomysł na resztę swojego życia czy tylko na resztę mojego ?” .

Ryzykowne , bolesne ale i oczyszczające może być dojrzewanie 45+ ale   nigdy nie jest za późno na  realizowanie wiecznie odkładanych na później marzeń – o tym właśnie jest najnowsza książka Nataszy Sochy ( którą to uwielbiam) p.t. „HORMONIA”.  Ty widzisz zmarszczki i fałdki – dla zakochanego mężczyzny jesteś jednak najpiękniejsza i idealna . Jeśli tego mężczyzny nie ma obok Ciebie - całkiem możliwe ,że sie pojawi. Pozwól tylko. Wakacje od stereotypów czyli zjedzenie śniadania w łóżku , picie wina z gwinta czy bieganie nago po plaży może uszczęśliwić Cię w każdym wieku i nigdy, przenigdy nie rezygnuj z rozpieszczenia dziewczynki , która pomimo uśpienia ciągle w Tobie gdzieś głęboko tkwi.


I jeszcze jedno . Hormonia rozpoczyna nowy , wielce obiecujący cykl Nataszy Sochy pt „ Matki czyli córki” .  Tak wiele wątków czeka na rozwinięcie, tajemnic na rozwiązanie – że doczekać się nie mogę. Gwarantuję ,że ty też J

wtorek, 26 lipca 2016

IDEALNA – MAGDA STACHULA 

wyd.  ZNAK LITERA NOVA


Cóż to za debiut!!! Zapamiętaj to nazwisko a ja sobie je wrzucam do „śledzonych”. Nawet nie pytaj , dlaczego. Po prostu MUSISZ ZAPAMIĘTAĆ, bo inaczej ominie Cię nowy , świeży, niepokojący dreszczyk emocji .
 Do rzeczy jednak:

Cztery postaci. Małżeństwo, trochę na zakręcie. Niby wszystko gra : dobra praca, stabilizacja, piękne mieszkanie w cudownym Krakowie, pieniądze. Do tego uroda, zdrowie , perspektywy. Sukces .
I coś tu nie gra…. Czas na dziecko a one ciągle się nie pojawia. Kobieta zamyka się w sobie , popada w lekką paranoję, odcina od świata .Z bólem zagląda do wózków innych kobiet, w głowie rodzą się niebezpieczne myśli … 
Mąż – kocha i nadal podziwia – jednak życie i pożycie wg rytmu  płodnych dni , comiesięczne rozczarowanie , niemy wyrzut na pięknej wciąż lecz coraz bardziej obcej twarzy żony – zabija wszelki romantyzm.
Kobieta ma dość dziwne hobby. 
Wiesz, że w każdym prawie większym lub ciekawszym miejscu są kamerki internetowe które jak wizjer w drzwiach pozwalają na bezkarne podglądanie życia ludzi w wielkich miastach?
 Otóż żona, Anita , w taki właśnie sposób spędza wolny czas – po prostu siedzi przed ekranem laptopa i podgląda ludzi na ulicach miast. Jej ulubionym miejscem jest pewien tramwaj przemierzający praskie ulice….
Anita wybiera sobie kilka osób , śledzi ich codzienność, tworzy historie i wciąga się w ich życie. Podglądanie przez Web kamery wciąga i uzależnia ALE czy tylko ona śledzi ? czy przypadkiem nie jest też czyimś celem?

Kolejny bohater tej historii to Eryk, malarz i konserwator starych mistrzów. renowator. I chyba wrabiany jest właśnie w  nieczystą i niebezpieczną  grę.

No i Marta. Tajemnicza pani ginekolog. Piękna, bogata, niezależna ale i wyrafinowana, mściwa, zimna.  Niejasna przeszłość, dziwna zadra w sercu, niebezpieczna osobowość.

Z każdą stroną napięcie rośnie. Nie wiesz , co się wydarzy ale wiesz, że zdarzy się nieuchronnie. Atmosfera gęstnieje choć pozornie nic się nie dzieje… I ku mojemu zaskoczeniu , nie zadajesz sobie pytania „kto zabił” a kto zginie….  Masz już ciarki? Dalej będzie jeszcze lepiej.
To atmosfera jest największym atutem  tej książki. Umiejętnie podsycany nastrój grozy , oczekiwania na nieuchronne zło, stopniowo uwalniany strach. Nie wiesz już którego z bohaterów chcesz ochronić, który będzie wielkim przegranym. Thriller – choć przecież prawie do końca jedyną ofiarą śmiertelną jest zwierzę… a się jednak boisz.  Mistrzostwo , nie ?
No i mamy więc swoją przedstawicielkę nowego nurtu w kryminale – domestic noir . 

Młoda autorka, Magda Stachula ma talent godny największych mistrzów gatunku. Tego nazwiska nie możesz przegapić.  Poprzednio tak czułam się troszkę przy czytaniu  „ W  ciemności”  A.S.A. Harrison.  Sposób pisania – to z jednej to z drugiej perspektywy jest trochę zbliżony . Krótkie , szybkie rozdziały.  Uwielbiam , gdy podczas czytania zostaję przez autora wciągnięta nie tylko w fabułę ale i w świat dźwięków, zapachów, barw – taką umiejętność ma pani Magda. Zachwyciła mnie.

Reasumując tytuł IDEALNA to tytuł wielowymiarowy. Idealna kobieta po spotkaniu z równie idealnym mężczyzną rozpoczynają swoje idealne życie. Jedyny „feler” – bezdzietność  jest modus vivendi idealnej intrygi i stanowi idealny  pretekst w perfekcyjnym planie pewnego mrocznego umysłu. Rozwiązanie jest równie idealne choć… czy istnieje w naturze perfekcyjna zemsta?
Celowo piszę tak enigmatycznie gdyż to IDEALNA LEKTURA NA LATO. Spiesz się, bo mam absolutną pewność, że tak twórcza i ciekawa osobowość jak pani Magda Stachula szybko dostarczy nam nowych wrażeń. Musisz być przygotowany więc jeśli jeszcze nie miałeś w ręce jej debiutu- to pędzikiem do Empiku lub na stronę Znaku.

 Atmosfera jak w filmie Hitchcocka ale to usłyszysz od każdego ,kto przeczytał książkę. Świetny materiał na scenariusz. Poszłabym do kina J .  


Bardzo dziękuję wydawnictwu ZNAK LITERA NOVA za odkrycie przede mną tak obiecującej autorki  ;-)

poniedziałek, 27 czerwca 2016

BÓG ,HONOR ,TRUCIZNA
                 – Robert Foryś

Oj, długo nie pisałam ALE to nie oznacza ,że nie czytałam! Powoli nadrobię te zaległości. Na pierwszy ogień idzie rewelacyjna książka, pierwsza z cyklu GAMBIT HETMAŃSKI , powieść z gatunku płaszcza i szpady  „Bóg , honor, trucizna”

Ludowe porzekadło głosi ,że mężczyzna jest głową w związku a kobieta  szyją, która tą głową obraca. Świetnie rozumiały to cztery niezwykłe kobiety , partnerki i towarzyszki najważniejszych mężczyzn ówczesnej Europy , zdeterminowane w walce o władzę , rozegrały między sobą mistrzowską partię szachów, w których pionkami byli mężczyźni a stawką korona Rzeczypospolitej.

XVII wieczna Rzeczpospolita - związek Marysieński z Sobieskim kwitnie, jeszcze królem jest nieudolny Michał Korybut Wiśniowiecki, niedorównujący w niczym ojcu, słynnemu Jaremie. Jego matka Gryzelda ( znana jako  „wilczyca z Zamościa”)  i żona Eleonora Habsburżanka  intrygami i złośliwościami walczą o wpływy na królewskie decyzje.  Ciche knowania biskupa Prażmowskiego, marzącego o tej najważniejszej watykańskiej tiarze i rola Morsztyna – tutaj polityka nie literata a w tle   niebezpieczeństwo otomańskiego najazdu na Europę – i mamy historię w niczym nie ustępującą powieściom Aleksandra Dumas’a.

Sławę zdobywa się w bitwach i bohaterskich czynach , władzę  - złotem , trucizną i tajemnicami alkowy. Doskonale wie to Robert Foryś. Autor doskonale porusza się w realiach Pierwszej Rzeczypospolitej. Rzeczywiste postaci ukazał z wszelkimi emocjami, słabościami i namiętnościami. Silne i zdeterminowane kobiety, mężczyźni uwikłani w sojusze i zależności , niekiedy osłabieni skrywanymi rządzami, wahający się , zaprzedający honor za władzę. Do tego wartka akcja , szybkie zwroty , mięsiste realia  końca XVII w… Europa w obliczu inwazji tureckiej, rubieże wschodnie nękane przez Kozaków Doroszenki, Tatarów, wojsko przekupne bo bez żołdu od dawna, gwałty , pacyfikacje wsi i miasteczek.

Czyta się wyśmienicie. Odświeżasz sobie  przy okazji wiedzę historyczną i zostaje w pamięci ożywiona barwnymi opisami , energią, żwawą akcją . Teraz to  najlepszy moment na przeczytanie tej książki –  wiele spraw jest zadziwiająco nadal aktualnych – jak choćby to ,że do władzy w Polsze dochodziło się  mówiąc ludziom to , co chcieli  usłyszeć , bez  pokrycia realnego swoich obietnic…. Przerażająca prawda , iż historia lubi się powtarzać i  mimo to nigdy nikogo niczego nie nauczyła,  kolejny raz udowadnia swoje racje…


Jeśli lubisz powieści płaszcza i szpady , jeśli zazdrościsz Anglikom i Francuzom sposobu w jaki promują swoją historię – sięgnij po Roberta Forysia. Mamy wreszcie swojego Dumas’a ,Philippę Gregory czy Druon’a. I jestem z tego dumna. Czekam niecierpliwie na kolejne tomy , bo w założeniu będzie to trylogia. 

niedziela, 29 maja 2016

ZBAWCY MÓRZ I INNE AFRYKAŃSKIE HISTORIE – Adam Leszczyński

Wchodzimy w świat obcych kultur z butą i egocentryzmem białego człowieka. Podświadomie myślimy o Afrykanach jako o „dzikich”, gorszych, zacofanych . Nasi przodkowie wkroczyli na ich teren  bez poszanowania odwiecznych zasad, niepisanych granic , wzajemnych skomplikowanych relacji , obyczajów i religii. Postanowili ich „ucywilizować”, „nawrócić” i ukształtować na swój obraz i podobieństwo – w imię jedynie słusznej religii….Wszak wdzięczni być powinni? Kaganek oświaty , cywilizacji i wiary dostali od białego człowieka?... Co zostało w Afryce po nieudanej próbie podporządkowania tego kontynentu i z jakimi problemami zmierza się współczesna Afryka? Nikt tego nie wie lepiej od Adama Leszczyńskiego .

Dzisiejsza Afryka to nie kompleksy z hotelami all inclusive w których biały człowiek poluje na wielkie zwierzę i przywozi fotki z safari. To tez nie nieliczne enklawy względnego dobrobytu i stabilnych domów , dzieci uczęszczających do szkół i myślących o swojej przyszłości.  Kupując kartę Unicef-u musisz wiedzieć, że produkowane są głównie po to , by uspokoić twoje sumienie – że kupując ją, dokładasz swoją cegiełkę na szkoły czy leczenie dzieci w Afryce. Wszyscy bierzemy udział w tej grze pozorów – zbiórki pieniędzy na budynki pożytku publicznego, studnie, szczepionki , edukację seksualną, walkę z AIDS… Reportaże Adama Leszczyńskiego pokazują nam jednak ludzi Czarnego Lądu jako tych, których najważniejszym imperatywem jest przeżyć tu i teraz, nie za tydzień czy dwa, bo  pewności jutra nie mają. Getta przy wielkich ośrodkach nigdy nie znikną – bo tak jak i w Europie czy Stanach – są źródłem zarobków dla licznych organizacji humanitarnych i w efekcie poprawiają byt jedynie ich pracownikom. Więcej papieru marnuje się na raporty dla utrzymania gry pozorów – że coś robimy w sprawie niewyobrażalnej biedy Afryki niż realnych środków  idzie  na rzeczywiste działanie. Slamsy są też źródłem tanich głosów wyborców(  prosty mechanizm – przyjdź na prelekcje jak szukać pracy a my damy ci dolara ), głosów  o które masowo zabiegają politycy w czasie swoich kampanii.
 12 reportaży- 12 różnych historii o patologii i nędzy , próba zrozumienia i wytłumaczenia nam  przyczyn tego stanu. Jest i historia o Liberii – sztucznym tworze państwowym który w założeniu miał być Eldorado a w efekcie do dziś nękany jest przewrotami wojskowymi, politycznymi , bratobójczymi walkami . Jest historia Malawi perspektywy pracownika giełdy tytoniowej – jedynego towaru eksportowego tego kraju – przyrost naturalny rośnie w postępie geometrycznym a perspektyw brak… I reportaż o „fair trade” i jego drugim obliczu… dla mnie miażdżący moje wyobrażenie o etyce. Kupując cholernie drogą kawę z  powyższym znaczkiem raczej pozbądź się złudzeń, że wspierasz  lokalny wyrób zasilający budżet afrykańskiej wioski.
 Historia budowania polskich studni dość podobna. Szkoły, sale porodowe  niekiedy na pokaz tworzone i otwierane wyłącznie na czas wizytacji sponsora z Europy czy Ameryki… Leszczyński racjonalizuje nam zasady rządzące afrykańskimi bankami , prawami slumsów a nawet ochrony zwierząt. Nie moralizuje. Nie osądza. Tylko twarde statystyki. I jasno wynika ,że malaria zabija więcej ludzi niż AIDS. A HIV nie zostanie powstrzymany bo świat ma fundusze na walkę z AIDS a nie na profilaktykę … Leki dostarczane przez darczyńców są często na granicy ważności , długą drogę muszą przebyć by dotrzeć do adresata i niestety często nie zdążą…

I rozdział o kobietach. O „naprawczym” skutku gwałtów zbiorowych. O trudnych  do pojęcia dla nas zasadach handlu , którego ważnym elementem jest seks a jednak prostytucją nazwać go nie można.
Według szacunków organizacji pozarządowych do gwałtu dochodzi co 17 sekund… kobieta urodzona w RPA ma większe szanse na to ,że zostanie zgwałcona niż ,że nauczy się czytać… 

 Leszczyński otwarł mi oczy na zupełnie odmienny aspekt współczesnej Afryki. Suche statystyki przedstawiane przez pana redaktora pozbawiły mnie złudzeń ,że kupując odpowiedni produkt czy wspierając datkiem dobroczynne ? a może pseudodobroczynne organizacje pro afrykańskie naprawdę zmieniam rzeczywistość. Cóż, specyficzna gra pozorów, prawda?

Nie podróżuję po dalekich krajach jednak uwielbiam o nich czytać. Wychowałam się na przygodach Tomka Wilmowskiego a z wypiekami na twarzy czytałam książki Arkadego Fiedlera czy Ryszarda Kapuścińskiego później Cejrowskiego, Michniewicza czy Pawlikowskiej . Oczywiście programy podróżnicze , przyrodnicze również jak gąbka pochłaniam do dziś. 


I obym , oglądając w TV program o pomocy Afryce i słuchając kojącego głosu Czubówny komentującego sukcesy po kolejnym otwarciu studni , pamiętała o tym, że wszystkim rządzą korzyści: donacje i dobroczynność napełniają brzuchy swoim pracownikom a nam dają złudzenia ,że robimy coś dobrego…