piątek, 21 października 2016

Przeznaczeni  - Katarzyna Grochola . wyd. Literackie.


Babcie nasze mawiały „ Chcesz rozśmieszyć Pana Boga – powiedz mu o swych planach”

- nie , no wszystko dobrze, świetnie mi leci , kolejna książka , znowu sukces.
- a ten Twój to już się rozwiódł?
- ech , no wiesz, jest z nią tylko dla dzieci, ale jak podrosną…
- a to młodsze to chyba poczęte już jak byliście razem ?
- wiesz , no taki przypadek, jednorazowa chwila zapomnienia , ale wiesz, my się tak bardzo kochamy, tak wiele sobie dajemy , przy mnie jest sobą, ona go tylko zamęcza…

To historia Olin , samotnej acz uwielbianej i popularnej pisarki. Brzmi znajomo? 

Kolejni bohaterowie to Jerry – Polak od wielu lat na emigracji w Chicago, hazardzista , alkoholik , żyjący mrzonkami  o wielkich wygranych i ogromnych interesach ,które tuż tuż tuż ,  Kuba – młody chłopak z tendencją do alkoholizmu, w Polsce  zaplątany w problemy finansowe, wyjeżdża do Jerrego zwiedziony magicznymi pieniędzmi , poświęca więc  przyjaźń i zaufanie najbliższych w imię biznesu stulecia…  Krupierka Gabrysia, kolejna historia i kolejny wątek … nieufna, wycofana , z zadrą z przeszłości , zaciska zęby i stara się przeżyć w stolicy , za wszelką cenę sama, samodzielnie, by nie wrócić na tarczy do rodzinnej wsi… Codziennie widzi jak ludzie wygrywają i tracą fortunę, jakie emocje to w nich wzbudza, jak łatwo stawiają na szali czerwono-czarnych pól nie tylko swoje życie…
No i Mateusz – zdolny i kreatywny grafik komputerowy . Pieniądze ma – choć pożyczył je właśnie najlepszemu przyjacielowi Kubie… Kobiety przychodzą łatwo i szybko równie odchodzą. Życie przepływa radośnie .. do czasu spotkania z Gabrysią.

Pięć różnych historii , pozornie ze sobą nie związanych . Powoli splatają się ze sobą jak warkocz, prowadząc do nieoczekiwanego finału.

Na ile kreujemy własne życie ? Przypadek , ślepy los może wszystkie nasze plany w jednej sekundzie wywrócić do góry nogami.  Na ile wiara w sukces może być motorem życia ? Jak bardzo trzeba nie chcieć czegoś zauważyć, by dało nam to ułudę szczęścia?

„PRZEZNACZENI” to powieść wielowątkowa, wielopłaszczyznowa i bardzo dojrzała. Kto szuka Grocholi sprzed lat – tej zabawnej autorki komediowej – tu jej nie znajdzie.  Jednak warto było czekać te cztery lata . Każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

Co cenię w Grocholi? Nie ocenia, nie podsuwa prostych rozwiązań, nie daje jednoznacznego finału. Żyjemy w czasach trudnych , brudnych i samotnych . Nie ufamy sobie wzajemnie, jeśli ufamy ,to bywamy oszukani przez tych, za którymi byśmy i w ogień… Wyścig szczurów, dziwna miara sukcesu, reklamy atakujące nas z każdego centymetra przestrzeni , nakazujące kupić, mieć, zobaczyć – bo to sprawi ,że będziemy lepsi.. Dziwny i trudny ten świat. Ciężko znaleźć swój kawałek podłogi a gdy już go mamy czas o niego walczyć i ciągle być czujnym. Grochola napisała niezwykle emocjonalną i głęboką powieść.  O kruchości naszego bytu i stanu posiadania. O delikatności naszej emocjonalności ukrytej pod tłuszczem oportunizmu. O relacjach wzajemnych – bo przecież to Grochola (!), o miłości i jej poszukiwaniu, o tęsknocie.

I jeszcze jedno . Katarzyna Grochola jest nie tylko kreatorką pięknych historii ale i pisze w niezwykle staranny ,subtelny sposób. Zwróćcie proszę uwagę na misterną konstrukcję powieści – tu żaden bohater nie przytłacza kolejnych , nikt nie jest mniej ważny. Każda historia jest inna ale spójna. Niezwykle precyzyjnie skonstruowana i opisana.  Przyjemność w najczystszej postaci.

Wszak to Grochola!  

p.s.
Dla urażonych używaniem przeze mnie nazwiska Pani Katarzyny w dość uproszczony sposób dorzucam tłumaczenie - "Grochola" to nie tylko nazwisko. To marka :) więc gdy nie poprzedzone jest słowem "pani" bądź imieniem - tak należy je traktować  ;-) 

piątek, 30 września 2016

PRZED CZYTANIEM

DZIECKO LAST MINUTE 

- NATASZA SOCHA wyd. Pascal





- Pani Izo, listonosz zostawił. – sąsiadka z uśmiechem podała mi kopertę a ja poczułam charakterystyczne świerzbienie opuszków palców – jak zawsze gdy  już widzę książkę a jeszcze jej nie dotknęłam… To moje ciało miało już pewność , co do zawartości  , choć ani  oczy nie widziały ani szybki przegląd pamięci nie sugerował , bym zamawiała coś z dostawą do domu.

TA DAM!!! W dniu premiery Natasza Socha i wydawnictwo PASCAL zrobili mi niespodziewany acz wymarzony prezent ! Dostałam  DZIECKO LAST MINUTE ! drugą część  HORMONII, książki , która nie tylko mnie rozbawiła ale i wzbudziła sporo niekiedy lekko bolesnych refleksji.

Przywiązałam się do Kaliny, Konstancji i Kiry . Czekałam niecierpliwie na rozwój wypadków, gdyż pierwsza część zakończyła się bombą… a zapłon odpalił w drugiej .
No i usiadłam.. otworzyłam… po godzince, herbatka, po dwóch lampka wina , wiem ,że w między czasie lekka drzemka a tu nagle !... napisy końcoweL . I qrcze a  za oknem świt!
Nie wiem gdzie , kiedy i jak ale w ten jeden wieczorno –nocny czas wciągnęłam „Dziecko” jak paczkę ulubionych ciastek. I ciągle mi mało .

W TRAKCIE 
Bohaterka, 46-letnia  córka , była żona i matka , lekko sfrustrowana nauczycielka nauczania początkowego, wiodąca dość przewidywalne i nudnawe życie , pod wpływem sugerowanej przez lekarza  zbliżającej się menopauzy , rusza w nieznane , w dość oryginalnym acz przyjemnym towarzystwie,   by spełnić  listę swoich marzeń  zanim zostanie zgrzybiałą staruszką – taki obraz pamiętamy z HORMONII.  Podróż to rodzaj ucieczki i zdystansowania się do wszystkich ograniczeń które narzuca jej zarówno dom  ( ciągle silna pępowina z matką mimo półwiecza na karku)  jak i ona sama – nie potrafi nawiązywać  głębokich i stałych relacji damsko- męskich ( czyżby problem braku ojca i dziwna tajemnica otaczająca tę historię?) , problemów z córką ( mocny charakter tylko qrka po kim?) czy stereotypów ( w pewnym wieku wypada … lub nie wypada)

Dziecko , które ma się  narodzić  , dodaje siły, zmusza do zmian, konfrontuje Kalinę zarówno z przeszłością jak i  stanem obecnym. Każe uporządkować stany prawne, stosunki domowe, relacje rodzinne. Natasza Socha z cudowną autoironią wiedzie dialog jakby lekko sama ze sobą ale i z nami, kobietami zamkniętymi między tym, co powinnyśmy a pokładami  marzeń i nadziei gdzieś tam głęboko  ukrytych na dnie duszy czy serca. Bohaterka tak jak my, przepełniona jest lękami  i  niepewnością wszystkiego. Nowy mężczyzna również musi sprostać ciężkim zadaniom postawionym przed nim przez życie.  W wieku już nie nasto ani dwudziesto paro letnim każdy ma za sobą jakieś obciążenia – wlecze się za nami były mąż/żona , jakieś dzieci lub erzace dzieci ( typu piesek, kotek czy natręctwa nabyte w wyniku długotrwałego uśpienia hormonów) i  to wszystko musimy jakoś do kupy zgrać , szczególnie gdy los zsyła nam nieoczekiwany dar w postaci spóźnionego dzieciaka – takiej promocji last minute.

  Jak życie daje ci cytrynę – to zrób lemoniadę. Tak troszkę jest i z losami całej trójki kobiet.  W promocji od losu dostają jeszcze trzy kolejne panie  .Jedna będzie przyszłością – córeczka Kaliny , która przewróciła wszystkie relacje do góry nogami , druga teraźniejsza – była żona Kosmy , z którą codzienność trzeba postawić na właściwe tory i trzecia – z przeszłości … i to dopiero bomba , która odpali w kolejnej części .

FINAŁ ŚWITEM 
 Czy ta hurtowa promocja  okaże się korzystna dla wszystkich pań?  Dla fabuły cyklu na pewno . Dla nas też . Mam poczucie ogromnej więzi z bohaterkami Nataszy , myślę ,że ich realność, prawda , autentyczność to sprawia. Znam takie kobiety . Sama jestem z domu którego trzon stanowi płeć pozornie słabsza  i w tym kierunku toczy się nadal nasz los. Bliskie mi są rozterki bohaterek. Nawet apodyktyczna Konstancja – o ile w pierwszej części była lekko kuriozalna i przerysowana ( z korzyścią dla fabuły oczywiście ) w drugiej części nabiera ludzkich bardziej cech i aż się boję ,że ją polubię ( ;-) ) Każda z kobiet ma swoje racje.  Ich delikatne powiązania i układy wydawać się  mogą chwilami uwierającą  żelazną smyczą – co to ani podejść ani odejść nie pozwala – jednak silne więzi emocjonalne , współodpowiedzialność  , trudna po prostu miłość – stanowi wartość tego świetnego cyklu. Bo kobiety potrzebują innych kobiet.  Potrzebujemy tych przyjaciółek, relacji, pogaduszek przy winie. Wsparcia jakie tylko baba drugiej babie dać może. Ciepła , zrozumienia ale i siły. Stąd trzeba sięgać po takie książki. Doceniać siebie nawzajem i hołubić nasze ulubione autorki .
Bez nich byłoby nam o wiele gorzej, prawda?

Nataszo , wyznawałam miłość wielokrotnie  ;-) więc uwiń się pędzikiem z trzecią częścią, bo Luiza mnie frapuje niesamowicie ;-)  


REKINY WOJNY  - GUY LAWSON - wyd. ZNAK LiteraNova 

 

 

Dziś dzień chłopaka. 
 Szukasz prezentu dla nietuzinkowego , mężczyzny , faceta,partnera - który lubi sensację ale i interesuje się aktualną sytuacją na świecie? Polecam Ci tę książkę , bo ona właśnie  łączy dokładnie oba wątki. Jest i  ostra, żywa akcja,  są i pieniądze i przekręty, i kobiety , wojna, mataczenie  , narkotyki – oraz autentyczne wydarzenia sprzed paru zaledwie lat – wielka polityka i straszna  wojna w Afganistanie , taniec na krawędzi rozsądku i ryzyka gdzie stawka to naprawdę niewyobrażalne pieniądze.

Trzech chłopaczków z Miami Beach, w zasadzie bez doświadczenia w biznesie i bez wykształcenia, pieniędzy , koneksji - miało marzenie . Jak wszyscy nastolatkowie – chcieli mieć ogromne pieniądze, jeździć super brykami, imprezować, upalić się dobrym towarem , mieć piękne kobiety i wszystko w zasięgu ręki .
Brzmi dość kuriozalnie ALE im naprawdę się udało. I nie jest to powieść fantasy ani kino akcji z wymyślonym super agentem - tylko historia , która wydarzyła się naprawdę.

Wyobraź sobie więc trzech  nastolatków - żaden nie jest geniuszem, nie pochodzą z rodzin powiązanych z biznesem czy polityką.Najstarszy to student pierwszego roku ! Popalają trawę, grzebią w internecie i dumają o bliżej nieokreślonych interesach, snują nierealne pozornie  plany na przyszłość . I z tych oparów pozornie absurdalnych snów narkotycznych wyszedł równie absurdalny pomysł – będziemy handlować bronią.
I najdziwniejsze jest to ,że tej trójce chłopaków – Efraimowi, Alexowi i Dawidowi na początku stycznia 2007 roku udało się oszukać administrację G, Busha, cały Pentagon i wiele innych poważnych instytucji i finalnie  wygrać kontrakt na dostawę BRONI dla żołnierzy w Afganistanie !…
Trzech naćpanych nastolatków zagrało w wojnę przez Internet tylko że stawką było życie realnych  żołnierzy biorących udział w misjach  , dostawy broni nie były wirtualne a pieniądze to nie żetony na stole.

I wygrali kontrakt wartości …. 300 mln dolarów na zamówienie publiczne broni ogłoszone przez Pentagon.

 Nikt z was nie pomyślałby nawet ,że to możliwe , prawda? Tylko brak wyobraźni połączony z młodzieńczą skłonnością do ryzyka i brawurą może sprawić, że człowiek rzuci się z przysłowiową motyką na słońce. Raz na milion wygra. I im się to udało.

Rozpoczęli ryzykowną grę na polu największych przemytników broni rynku międzynarodowego. Nie mieli pieniędzy.  Dziwnymi transakcjami doprowadzili do ściągnięcia zdezelowanej , zardzewiałeś, nic nie wartej chińskiej amunicji z terenów wojennych dawnej Serbii i wysłali do Kabulu. Wkurzyli po drodze wszystkich przemytników i handlarzy bronią. Narazili na śmierć tysiące żołnierzy… I to nie jest fikcja. I to jest przerażające.

Gdyby nie mały błąd  , nigdy nie usłyszelibyśmy o tym, jak przekręcili rząd Stanów Zjednoczonych . Wszak służby FBI czy CIA nie mają czym się pochwalić..

Książka wciąga niesamowicie. Powiem tak – nie oglądam filmów akcji , nie czytam raczej takiej sensacji . Nie mogłam się jednak oderwać . I dlatego w ten dzień o niej przypominam. Uważam ,że to świetny prezent szczególnie dla faceta, ale niekoniecznie tylko faceta - jak dowodzi mój przykład.

O tym , że zawsze znajdzie się nawet w najciaśniejszym systemie luka , przez którą da się wyciągnąć pierwszy milion . O tym ,że ryzyko i marzenie pozwalają uruchomić taki sposób myślenia ,że nawet karkołomny plan może się udać.. O tym ,że nie istnieje niemożliwe.

To właśnie o tym jest ta książka. Polecam . Warto . 

niedziela, 7 sierpnia 2016

NOCNA TĘCZA- Claire King wyd. Pascal


Pea, malutka , zaledwie pięcioletnia dziewczynka całe dnie spędza biegając po łąkach w pobliżu swojego domu zagubionego gdzieś na południu Francji.  Jest zbyt mała by zatroszczyć się o siebie a jednak ze wszystkich sił stara się to robić. A nawet więcej. Robi wszystko , by jej mama , pogrążona w ciężkiej depresji po śmierci męża, miała tzw „święty spokój” i nic nie zakłócało jej ciszy i odrętwienia.  Stan matki pogłębiony przez wyjątkowo trudną ciążę sprawia ,że bliska jest katatonicznemu odrętwieniu i mała Pea pozostaje zdana wyłącznie na siebie i swoje niewielkie możliwości.

Żyją na skraju wioski, na farmie oddalonej od innych. Matka jest przyjezdna , więc nie ma przyjaciół, rodziny a tym samym wsparcia. Izolacja, ciąża, ciężka depresja po wypadku i śmierci głowy rodziny – ściągają na nie zagrożenia  finansowe – nieuchronne bankructwo lada dzień pozbawi je dachu nad głową ale i pogłębia samotność i osamotnienie obu kobiet.

Pea jak mały elf biegając po okolicznych pastwiskach i łąkach , karmi się tym, co znajdzie, ubiera w to , co instynkt podpowiada ,że powinna. Powoli dziczeje troszkę . Jej małe serduszko przechowuje na dnie jak okruszki wspomnienia z czasów, gdy było „normalnie” i dobrze. Intuicja podpowiada codzienne zadania. Wyobraźnia kreuje niewidzialną siostrę i to z nią dziewczynka spędza na rozmowach i zabawach całe dnie… To z nią Pea zawzięcie broni się przed powoli nadciągającym i pochłaniającym wszystko mrokiem .

Niekiedy  ból odcina nad od realiów życia. Patrzymy ale nie widzimy.  Pea rozpaczliwie próbuje zachować porządek dnia z czasów , gdy było jej dobrze i czuła się bezpieczna. Nieporadnie ale w efekcie skutecznie trzyma się okruchów schematu poprzedniego dnia odnajdując w tym tyle radości , ile tylko potrafi. Jak naturalnie dobre jest dziecko niezepsute przez nas, dorosłych!
Ufne, troskliwe, poszukujące winy bardziej w sobie niż świecie zewnętrznym.


Piękna , delikatna opowieść o miłości , stracie i samotności – tym razem maleńkiej , ufnej dziewczynki. Jeśli szukasz akcji – to to nie jest książka dla Ciebie. Jeśli szukasz wnikliwej analizy rozwoju emocjonalnego dziecka – opisanej z punktu widzenia dziecka – nie zawiedziesz się. 

wtorek, 2 sierpnia 2016

CZARCI KRĄG – Iwona Banach , wyd SZARA GODZINA



Zagubin – takie zadupie na końcu świata, droga na Ostrołękę i nic się nie dzieje. Lokalne pijaczki pilnują by im nie ukradziono budki z piwem , plotkarki w drodze po marchewkę obgadują przejezdnych przyjezdnych, miejsce , gdzie przy ogromnej sile samozaparcia możesz spędzić urlop z gwarancją braku większych wrażeń.

I nagle HE KA TOM BA. 
Nic bardziej nie podnosi ciśnienia niż porządna plotka – mocno osadzona w przesądach i powtórzona odpowiednią ilość razy  przez lokalne koło prawie różańcowe czy inaczej rzecz ujmując – prawie sibi-radio vel tuba wiejska pań w różnym wieku o wspólnym mianowniku WIELEBA ( wie lepiej od sąsiadki z prawej i lewej).

A plotka z każdą chwilą tłuściejsza, obrasta w nowe wymiary , jak fala rozchodzi się po tłuszczyku grubaska  . No bo nie każda wieś ma swoje własne lokalne i rodzime TRADYCJE WAMPIRZE!  
W  Zagubinie panie chcą zyskać więc sławę jako te, które uległy tajemniczemu kąsającemu i aktywnemu Wampirowi. Panowie w zależności od ilości promili we krwi są bądź pogromcami wampirów, bądź poszukiwaczami tajemnic bądź też obrońcami czci kobiecej. Plotka i szansa na jednominutową sławę  przyciąga jak kupa muchy do Zagubina przedziwne kreatury ludzkie : pseudoprofesorów,  poszukiwaczy wampirów , dziennikarzy szukających sensacji , słowem – koloryt lokalny wsi zasilany jest wartką strugą napływających zewsząd  dziwolągów.

Jest więc wątek kryminalny ( zwłoki wampirze i ich ofiary) , jest wątek historyczny – bo pewnie te wampiry przebudziły się po stuleciach pochrapywania w ukrytych ostojach  leśnych dla pewności zabezpieczonych czarcimi kręgami , no ale żadna historia nie byłaby pełna bez wątków romansowo- sensacyjnych, prawda?

Dziwne rzeczy w tym Zagubinie się dzieją. W poszukiwaniu rozwiązania  wątku romansowego , trafia tam do kompletu Hania – pracownica pewnego biura matrymonialnego i jej zadaniem jest prześwietlenie co najmniej mętnych poczynań lokalnego majętnego pana w balzakowskim wieku , dziwnie często ogłaszającego się w celach matrymonialnych pośród okolicznych pań emerytek. Jakiż cel mu przyświeca, dlaczego z taką pozycją społeczną i majątkową postępuje w tak zagadkowy sposób – ma odkryć właśnie Hania wraz ze swoim pomocnikiem.

Żeby było mało , jak zawsze u Pani Iwony  Banach musi pojawić się pies lub kot , który to zwierz swoją ciekawością i potrzebą kopania potrafi zdrowo namieszać w wątkach. Zyzol – pies przedziwny nas tutaj nie zawiedzie.

Co jest największą zaletą książek Pani Iwony ? Przecież nie chodzi tutaj o samą treść- ta może wydać się co najmniej  banalna . Pani Banach jest absolutną mistrzynią czarnego humoru J. Pamiętam ,że gdy zaczęłam czytać jej pierwszą czarno –humorystyczną książkę , nic nie wiedząc o autorce ani o tym , czego po niej się spodziewać, miałam mieszane uczucia. Wątki banalne, akcja wydumana. I nagle bach! Nie mogłam się oderwać z powodu JĘZYKA. Tak wysublimowanego sarkazmu nie spotkałam nigdzie! Spiętrzenie przedziwnych i tragikomicznych wydarzeń nigdzie nie mogłoby się udać jak tylko w jej książkach.
Dałam do przeczytania to facetowi, który raczej nie gustuje w tego typu literaturze – woli kryminalno- sensacyjne lub szpiegowskie powieści. Z średnim entuzjazmem dał się przekonać do przeczytania. Pękał ze śmiechu i poprosił o więcej ! Czy to samo przez się nie świadczy o tym, że warto ?

Jeśli więc szukasz czegoś lekkiego na wakacje, lub po prostu chcesz „odlecieć” jak najdalej od średnio przyjemnej  rzeczywistości – podobały ci się kryminały np. Chmielewskiej i szukasz czegoś równie inteligentnie napisanego  to Iwona Banach jest dla Ciebie.  Żadna z osób , która to ode mnie dostała pod pachę na wakacje lub po prostu gorsze dni – nie żałowała . Każda powiedziała jedno  zdanie  : Dokładnie tego potrzebowałam. 

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

HORMONIA – Natasza Socha

– wyd Pascal


Opowiem wam pewną historię.

Gdy miałam ok. 20 lat i wyprowadziłam się do swojego pierwszego , za własne pieniądze wyremontowanego mieszkania , które w tym czasie zdawało się być mi  pałacem – a było po prostu kawalerką w podłej dzielnicy i w podłej kamienicy – odwiedziła mnie matka. I powiedzmy sobie wprost – była to raczej wizytacja niż wizyta.

Matka wkroczyła niby z uśmiechem ? grymasem?  do mojej kuchni i zapytała :
- a gdzie ty masz ziemniaki? 

   Odpowiedziałam zdecydowanym tonem:
- mamo mieszkam sama z psem. Te dwa ziemniaki trzymam w lodówce w pojemniku na warzywa.
 Moja mama zabulgotała wymownie i powiedziała :
- miejsce ziemniaków jest w wiadrze pod zlewem.

I może nie byłoby w tym nic oburzającego  gdyby nie fakt, że na drugi dzień natarczywe pukanie wyrwało mnie z ciepłej zadumy i błogostanu a po otwarciu drzwi ujrzałam w nich MOJĄ MATKĘ TASZCZĄCĄ POKAŹNE WIADERKO i worek… z ziemniakami.  W milczącej bezsilności patrzyłam jak triumfalnie te ziemniaki wysypuje do wiaderka i umieszcza……… pod zlewem.

Córki to mają ciężkie życie! No ale każda z nas jest czyjąś córką, prawda? a później najczęściej matką... kolejnej córki. Znacie domy , w których rządzą od pokoleń kobiety uzależniające od siebie kolejne kobiety ? No to witam w klubie.
Moja mądra babcia miała zwyczaj mówić „ Syn jest synem , póki się nie ożeni , tylko córka się nie zmieni !” I qrcze coś w tym jest.

Od najmłodszych lat kształtowane na obraz i podobieństwo swoich matek tworzymy kalkę ich domów i wmawiamy sobie ,że to nasz wybór. I gdy już jesteśmy tuż tuż od wyzwolenia się z tych więzów – nagle bach . Matka zaczyna chorować , mieć różnego rodzaju problemy , a my jesteśmy odpowiedzialne za jej stres, stan zdrowia i kontrolowanie wszelkich dolegliwości.  Bo w końcu całe życie poświęcała się DLA NAS. Żyła dla nas, ( za nas? ) i pomagała  nam dzieciaki odchować ( hodować?)  . No to teraz czas na odcinanie kuponów.

Znam kobiety , które mają same 60 + a ciągle myślą oceną matki. Nawet gdy ta matka popija już burgunda z Marią Magdaleną w doskonalszej rzeczywistości - córka nadal zastanawia się , czy dana decyzja spotkałaby się z aprobatą mamusi.
To jeden problem a drugi ? ………

Bez względu na to , jak atrakcyjną byłaś dziewczynką, studentką, kobietą , matką , żoną , kochanką to w pewnym wieku – dość raptownie , często drastycznie zdajesz sobie sprawę ,że powoli przechodzisz na stronę bycia niewidzialną… Od przekroczenia magicznej 40+ , mimo ,że słyszysz niedowierzanie w temacie swojej metryki – powoli nachodzi cię coraz większy smutek… coś się kończy.
Co stało się z twoim biustem? Skąd te dołeczki na udach? Ten nieszczęsny brzuch jakoś mniej współpracuje z mięśniami. Owal twarzy  opada? Oczka jak u spaniela, burza nieokiełznanych loków wymaga większego skupienia , bo dziwna szara farba podstępnie wkrada się w odrosty.  Podbiegłabym ale……. No przecież taksówka jest.  Ech , ubrałabym bikini ale…….co ludzie powiedzą?
I wraca pierwszy problem – wieczna krytyka naszych matek ( które dla naszego dobra mówią – w czerwonym ci nie do twarzy , a włosy tak nie czesz , bo ty je masz takie liche! ) w połączeniu z powolnym uświadamianiem sobie , że wiele czasu minęło od ostatnich spontanicznych decyzji i raczej ich już nie spełnimy ….
A przecież w każdej z nas , pomimo tej marszczącej się skóry i 5 kg+ , zamknięta (zaklęta?) jest ciągle nastolatka z głową pełną marzeń!  W środku każda z nas jest gdzieś pomiędzy maturą a studiami , chętnie poszłaby znowu na randkę ( nawet z własnym mężem ) i zanurzyłaby nogi w fontannie…
Ale.. co ludzie powiedzą?
No więc „Hormonia” jest właśnie o tym. O próbie odzyskania harmonii w hormonach . O tym ,że nigdy  nie jest za późno na spełnianie marzeń.  Jeśli tego córko jeszcze nie zrobiłaś to , czas zadać trudne i w pierwszym momencie może i bolesne pytanie mamusi „ Mamo , czy ty masz jakikolwiek pomysł na resztę swojego życia czy tylko na resztę mojego ?” .

Ryzykowne , bolesne ale i oczyszczające może być dojrzewanie 45+ ale   nigdy nie jest za późno na  realizowanie wiecznie odkładanych na później marzeń – o tym właśnie jest najnowsza książka Nataszy Sochy ( którą to uwielbiam) p.t. „HORMONIA”.  Ty widzisz zmarszczki i fałdki – dla zakochanego mężczyzny jesteś jednak najpiękniejsza i idealna . Jeśli tego mężczyzny nie ma obok Ciebie - całkiem możliwe ,że sie pojawi. Pozwól tylko. Wakacje od stereotypów czyli zjedzenie śniadania w łóżku , picie wina z gwinta czy bieganie nago po plaży może uszczęśliwić Cię w każdym wieku i nigdy, przenigdy nie rezygnuj z rozpieszczenia dziewczynki , która pomimo uśpienia ciągle w Tobie gdzieś głęboko tkwi.


I jeszcze jedno . Hormonia rozpoczyna nowy , wielce obiecujący cykl Nataszy Sochy pt „ Matki czyli córki” .  Tak wiele wątków czeka na rozwinięcie, tajemnic na rozwiązanie – że doczekać się nie mogę. Gwarantuję ,że ty też J