poniedziałek, 14 listopada 2016


FRANCUSKI PIESEK – Marta Obuch. Wyd. FILIA.

Recenzja absolutnie nieobiektywna .

Czy była żona może zaprzyjaźnić się z kochanką? Czy pod samym nosem wysoko postawionych policjantów może dojść do prawdziwego morderstwa? Czy bardzo trudne jest zakupienie „lewego” prawa jazdy w naszym praworządnym kraju?

Misia – Zuza- Ryszarda – trzy równoważne wierzchołki wyważonego trójkąta. Różni je wszystko – wygląd, praca, spojrzenie na świat , mężczyzn , marzenia i gusty kulinarne . Jak trzy pasma warkocza wiejskiej dziewoi losy ich przeplatają się harmonijnie i barwnie a pomiędzy owe sploty , w miejsce kwiatów (choć w tle i one się pojawiają) autorka radośnie i z fantazją iście ułańską powtykała marchewy, pietruchy , buraczki tudzież... ślimaki z żabimi udkami .

Dopełnieniem tych barwnych kobiecych osobowości są oczywiście i mężczyźni – częściowo stanowią tło , częściowo uzupełniają akcję, wprowadzają element zaskoczenia i dodatkowego humoru. W facetach wybieramy więc do woli – mamy i policjantów i złodziei , kucharza, malwersanta, mafioza czy instruktora. No i zwłoki oczywiście. Korpus męski w charakterze dowodu zbrodni? Zdecydowanie nie tylko ....

Nie sądźcie jednak ,że partnerzy owych śląskich gracji są safandułowaci i robią za podnóżki u pań. Absolutnie. Panowie generalnie fajni, różnie podchodzący do partnerstwa i miłości, wspierający swoje damy , działający wg zasady „ufaj i kontroluj” a raczej chroń – gdyż wiedzą co po prostu w domu mają lub mieć pożądają.... Panie z niezwykłą wręcz nonszalancją  potrafią ładować się w przedziwne sytuacje .

A tak z grubsza to chodzi o to ,że ....

Zuza nasty raz zdaje egzamin na prawo jazdy i skutek jest wiadomy... Kobietą ci jest porywczą, co w sercu to i na języku więc... publicznie daje upust swym uczuciom wobec pana egzaminatora i rusza w świat z pomysłem zakupienia takowego dokumentu nielegalnie– bo że świetnym kierowcą jest , dusza i ciało krzyczą na odległość .

Ryszarda – po zapuszkowaniu partnera -mafioza, pozbawiona źródła utrzymania i miejsca zamieszkania – z dobrem inwentarza dostaje po partnerze długi wobec umiłowanej w Polsce instytucji o dźwięcznej nazwie ZUS – obiegowo nazywanej ( słusznie) Zakładem Utylizacji Składek . Udaje się więc po wsparcie do byłej żony partnera , a że Misia ( trzecia gracja) miękkie serce ma , to przygarnia byłą kochankę byłego już męża i razem z Zuzą , we trzy , próbują zaczarować rzeczywistość otworzyć się na nowe możliwości i generalnie szukać pozytywów na obrzeżach Parku Kultury w Chorzowie , wśród kwiatów, warzyw i obornika ...

Jednak...

Były mafiozo długie ręce ma.
Sąsiad dziwnie zainteresowany jest ich miejscem zamieszkania.
Narzeczony Misi nabiera wody w usta.
Marchewa vel Pietruszka, drugi absztyfikant odsunięty od śledztwa w policji
U drugiego sąsiada , francuskiego kucharza przypadek goni przypadek.
Pada trup
Jest napad.
Pożar .
Nadciągają koty.......

Mało wam? No to poczytajcie.
Dużo wątków i pozorny chaos ale Marta Obuch wielokrotnie pokazała, że nad tym wszystkim potrafi zapanować. Finał jest wybuchowy ale logiczny, zaskakujący i z przytupem,

Dwie ma dla mnie Marta niezwykłe cechy wyróżniające ją wśród innych pisarzy.

Jak pisze o jedzeniu to widzisz barwy, czujesz zapach, smak i ...ssanie w żołądku.
Uwielbiam jej opisy gotowania, przyrządzania potraw, oprawiania mięsa, siekania warzyw, podawania do stołu .
Jest estetką i świetną kucharką prywatnie. Lubi to robić, lubi dbać o dom i rodzinę . Czuć to w każdej potrawie., O jedzeniu pisze pięknie i plastycznie . Z taką lekkością i swobodą, naturalnie . Prawda w każdej książce jest wyczuwalna i się broni.

Drugą cechą charakterystyczną jest bardzo specyficzne poczucie humoru. Takie w stylu Joanny Chmielewskiej, z pazurem. Nie śmiejesz się rubasznie i do rozpuku, wyczuwasz wysmakowaną ironię, satyrę, inteligentne acz lekko skrzywione spojrzenie na bohaterów, groteskowe opisy i niepowtarzalne porównania . Humor sytuacyjny, językowe lapsusy i przedziwne zawirowania akcji. Uwierz mi , mam dość niestandardowe poczucie humoru a Marta Obuch mnie zaskakuje i bawi ;-)

Polecam to jako literaturę lekką , łatwą i przyjemną lecz nie jest to trywializowanie literatury. Potrzebujemy odskoczni, potrzebujemy rozrywki w najlepszym wydaniu. Zdecydowanie wszystkie te potrzeby zaspokoi nam Marta Obuch – nasza rodzima, współczesna Chmielewska .

Nie ukrywam ,że dla mnie osobiście ważne jest , że akcje jej dotychczasowych książek dzieją się w miejscach mi znanych . Rodzi się dopiero grupa pisarzy osadzających akcje powieści tutaj. I cieszy mnie ogromnie , bo Wrocław, Kraków, Warszawa czy Gdańsk mają swoich autorów i swoje wydawnictwa ich wspierające. Ufam ,ze Śląsk też się takich dorobi .


I jeszcze jedno ... Kobiety, kobietki , dziewczyny , kuchareczki – nie macie pojęcia , co Marcie udało się we „Francuskim piesku” OPANIEROWAĆ........

niedziela, 13 listopada 2016

ROBERT JANOWSKI jakiego nie znacie w szczerej rozmowie z MARIĄ SZABŁOWSKĄ . Wyd. ZNAK LITERA NOVA


Co wiesz o Robercie Janowskim ?
  • śpiewał w pierwszym , słynnym składzie Metra
  • prowadzi quiz „JAKA TO MELODIA” już nie wiadomo jak długo
  • żona „złodziejka futer”
W zasadzie tyle o nim wiemy. I już. Choć jego twarz spogląda na nas blisko trzydzieści lat zarówno z ekranów telewizorów jak i kinowych .

Sięgnęłam po ten wywiad -rzekę bo lubię biografię oraz autorka wywiadu- Maria Szabłowska , osoba niezwykłej wiedzy i kultury, dawniej współprowadząca program „Wideoteka dorosłego człowieka” gwarantowała mi kawał rzetelnej pracy dziennikarskiej i po prostu prawdę. A Janowski ... hmm powiedzmy był dla mnie średnio ciekawy. Błąd. Mój błąd. Złe nastawienie.

Życiem Roberta Janowskiego od początku rządził przypadek. Syn lotnika i klasycznej pani KO ( kulturalno -oświatowca) , swoje pierwsze stałe miejsce znalazł na blokowisku w Sochaczewie,gdzie wraz z siostrą jak większość jego rówieśników, biegał cały dzień po podwórku, socjalizował się na trzepaku, pierwsze miłości i nienawiści, klasyczna przeszłość dziecka z kluczem na szyi. Muzykalny był więc dość szybko zapisano go do szkoły muzycznej , gdzie po zaledwie kilku latach dostał najlepszego dostępnego nauczyciela do opieki – gdyż był nadzieją na polską reprezentację w Konkursie Chopinowskim. Jednak.... długie godziny przy fortepianie , egzaminy , pokazy dla chłopaka o niskiej samoocenie (!) , trochę nieśmiałego , z kompleksami okazały się progiem zbyt wysokim. Nie wytrzymał i uciekł. Choć muzyka pociągała go bardzo.

Czego to Robert Janowski w życiu robić nie chciał? Życiem jego rządził przypadek i teraz po lekturze książki -wywiadu stwierdzam ,że miał szczęście do spotykania na swej drodze dobrych ludzi po prostu .
No więc uciekł z tej szkoły muzycznej , do średniej poszedł ale też miłością do puzonu nie pałał, trochę piłkę kopał, trochę u mamy na deskach teatralnych się udzielał, w szkolnych przedstawieniach, do końca nie wiedział , czego chce. Zamiast więc do szkoły teatralnej poszedł na ... weterynarię, wiedziałeś?
Studia zdrowo przeciągnął ;-) W sumie trwały z 8 lat ale... w tym czasie założył pierwszą swoją kapelę „Sekcja Zwłok”, pisał muzykę, teksty , wiersze i .... spotkał kogoś, kto zmienił jego życie., Jonasza Koftę. I tak pierwszy raz Janowski zaproszony został do współpracy w musicalu o tematyce młodzieży uzależnionej od narkotyków. Ale ... przecież był to czas ciężkiego PRL -u i wg naszej władzy problem narkomanii nie istniał...
W każdym razie po tym musicalu schemat dealera, ćpuna i rockmana ciągnął się wiele lat za Janowskim – bo i grał takie postaci w filmach , musicalach jak i w teatrze. Trafił do Metra – które diametralnie odmieniło jego życie.
Nie chcę tu streszczać wywiadu ani opowiadać życia Janowskiego. Chcę zachęcić cię do sięgnięcia po prostu po ten wywiad. Warto .

Przeczytałam to w jeden dzień. Miałam wrażenie ,że siedzę przy jednym stoliku z kubkiem parującej herbaty z Marią Szabłowską , która swoim ciepłym i spokojnym głosem zadaje pytania , na które z lekko odchyloną głową , ciepłym uśmiechem na ustach , równie spokojnym głosem odpowiada Robert Janowski. I taki wywiad słodko-gorzki pokazuje nam człowieka , który choć codziennie patrzy na nas z ekranu , jest zupełnie kimś innym niż nam się wydaje.
Oprócz tego ,że poznajemy go od strony rodzinno -prywatnej, jako osobę skromną, nieśmiałą, z kompleksami i zahamowaniami , mamy okazję zobaczyć też jak naprawdę wyglądały wydarzenia których bardzo wypatrzony obraz przedstawiły nam media.
  • Dlaczego tak wielki sukces METRA w Polsce nie przekłuł się na sukces międzynarodowy?
  • Jak tworzy się sukces na Broadway'u w oparciu o ustalenia finansowe
  • jak nasza narodowa cecha „ZAWIŚĆ” potrafi dobić całkiem dobrze zapowiadających się ludzi
  • Jak wygląda praca w showbiznesie?
  • Czy Janowski jest milionerem?
  • Czy fakt zawierania trzech małżeństw to efekt nadmiernych możliwości czy celebryctwa?
  • Jakim jest ojcem?
  • Dlaczego tyle lat prowadzi już „Jaka to melodia” i jak wygląda praca nad quizem?
  • Jak i dlaczego pseudodziennikarzyny z FAKT-U, PUDELKA itp. potrafią zrobić piekło w domu i rodzinie celebryty i czy jest szansa na obronę własnej twarzy ?
  • Jak wygląda życie Janowskiego na co dzień ? Czy jest szczęśliwy ? Czy ma satysfakcję?


Warto sięgnąć po ten ciepły wywiad , bo poznacie go zupełnie z innej strony. Sama jestem zdziwiona do teraz i nie przypuszczałam ,że go polubię ;-) Włączając JEDYNKĘ i spoglądając w oczy prowadzącego „Jaka to melodia” będę miała świadomość ogromu pracy , jaką w to wkłada oraz zdecydowanie zmienię swoje nastawienie . Mógł być wielkim showmanem , mógł zostać w Ameryce, mógł grać w największych musicalach. Pisze wiersze całe życie, jest weterynarzem, dyplomowanym aktorem, coachem, wspiera dzieci z niezamożnych , wiejskich środowisk przez własną fundację , zbiera stare instrumenty , remontuje je i rozdaje dzieciom, których na to nie stać,. wpływa na losy ludzi choć tego nie wiemy.


Chcesz pójść na wirtualną kawę z Janowskim? Masz więc okazję. Czytaj . Jak i ja to zrobiłam. 

niedziela, 30 października 2016

 SIOSTRY, PRZYJACIELE I RYWALE – Agnieszka Krawczyk , wyd. Filia

Kiedy za oknem zieje nienawiścią – czytaj zimno , mokro i beznadziejnie, okryć należy się  kocem, w kubku mieć ciepłą herbatkę a w ręce kawał dobrej , ciepłej i grubej powieści. I tu mam dla Ciebie propozycję.

Agnieszka Krawczyk – pisarka wszechstronna, gdyż ma w dorobku i kryminały i powieści, romanse i komedie obyczajowe ze zbrodnią w tle ;-) w najnowszym cyklu           „ Czary codzienności” zabiera nas w rejony o których często śnimy, relacje ludzkie o których marzymy, emocje i wydarzenia wciągające i angażujące nas dogłębnie.

Agata Niemirska, młoda , atrakcyjna, samodzielna finansowo ,wspierana przez rodzinę i narzeczonego śmiało patrzy w swoją przyszłość. Jedna tylko sprawa mąci niekiedy jej myśli – niewyjaśnione  okoliczności rozstania się jej rodziców , zniknięcia mamy .Druga żona ojca jak może daje jej ciepło i wsparcie, traktuje tak samo jak swoją własną córkę lecz… bywają chwile , gdy Agata czuje lekkie ukłucie żalu , że jej prawdziwa matka jej nie chciała, zostawiła… Pewnego dnia  Agata odbiera telefon  który zmienia jej życie – nieznany mężczyzna informuje ją o śmierci matki i terminie pogrzebu, prosi o przyjazd i uporządkowanie spraw formalnych …

Trafiamy więc z Agatą do Zmysłowa , małej miejscowości rekreacyjnej pomiędzy Cieplicami a Krynicą, gdzie jak to w małym miasteczku wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. W tej wyprawie towarzyszy jej nie zapracowany narzeczony ( choć przecież powinien ?) a siostra, Daniela, córka z drugiego małżeństwa taty,  ambitna pani tłumacz .  Prawdziwa matka Agaty prócz małego domku zostawia jej jeszcze jedną tajemnicę do rozwikłania – małą dziewczynkę, przyrodnią siostrę, która od tej chwili jest sama na świecie, bez opieki , bez wsparcia. I tak mamy już komplet trzech sióstr, z którymi przez kolejne ok. 1000 stron przejdziemy przez mniejsze i większe problemy emocjonalne, socjalne, towarzyskie i prawne -za to w ciepłej atmosferze i w malowniczej, górskiej  okolicy  J
Kartka po kartce odkrywamy tajemniczą przeszłość matki Agaty, motywy , dla których kiedyś ją opuściła, historię Tosi, siostry o której ojcu nic nikt nie wie. Wydarzenia mocno wpływają na  plany życiowe obu starszych sióstr – praca jednej i drugiej staje pod wielkim znakiem zapytania , sprawy uczuciowe ich obu  się komplikują a  życie jednak się zmienia , nabiera barw, emocji, zapachów.  Siłą sióstr jest ich więź, autentyczna, mocna. Te relacje przyciągają do nich ludzi o dobrych , jasnych , uczciwych ale…

Siostry powoli wsiąkają w lokalną społeczność- mają w koło przyjaciół ale i wrogów. Mają coś, czego ludzie wpływowych kręgów pragną. Tylko wspólnie mogą przeciwstawić się problemom- czy znajdą tyle sił? 

Drugi tom kończy się petardą, oby szybko Agnieszka Krawczyk dopisała trzeci , bo napięcie mocno potęguje moją ciekawość.


„Czary codzienności” czyta się bardzo dobrze, szybko , lekko. Agnieszka Krawczyk ma kobiece pióro – i nie jest to żaden przytyk, wręcz przeciwnie. Dla mnie oznacza to wszystkie najcenniejsze pierwiastki kobiece, których szukam w powieści – delikatność, empatię, wrażliwość, wyczucie. 

Poszukiwanie korzeni, bez których nasza tożsamość ciągle kuleje, określenie granic akceptacji bądź nie-akceptacji zachowania innych wobec nas, dojrzewanie do radykalnych decyzji, wybaczanie ale nie zapominanie – to wszystko tu znajdziesz.  Idealna lektura na długie , jesienne wieczory. 
Czekam na trzeci tom. Kiedy? 

Harry Potter i Przeklęte Dziecko – J.K. Rowling wyd Media Rodzina

Pewnie nie wiecie ,że jestem absolutnie bezkrytycznym fanem Harrego Pottera?

No to już wiecie. Generalnie mam w nosie wszelkie krytyczne uwagi wobec pani Rowling, wobec serii o Harrym Potterze i w głębokim zadzidziu mam  lamenty i utyskiwania na formę i treść  ósmej części Harrego a właściwie pisemnej formy scenariusza sztuki teatralnej . Cóż , jak kocham to na zabój i do końca.  I będę bronić swojej miłości jak niepodległości ;-)

Jak wiecie Harry łatwo w życiu nie miał , zmagał się z odrzuceniem , niezrozumieniem, ogromną odpowiedzialnością na nim ciążącą itp. . I jako dorosły człowiek ten los wcale mu się nie odmienia.

Pewnie po traumatycznym dorastaniu powinien lepiej porozumieć się z nastolatkami – a w tym wieku teraz są jego dzieciaki… Niestety  nie jest łatwo być synem samego Harrego Pottera szczególnie gdy nie wykazuje się nadzwyczajnych umiejętności , zdolności czy geniuszu. Z tym piętnem przychodzi  się zmierzyć synowi  Albusowi , równie wycofanemu i może nawet bardziej samotnemu niż tato . I kto by pomyślał ,że jedynym jego prawdziwym przyjacielem okaże się syn Draco, Scorpius .

I jak to u Rowling bywa niebezpieczeństwo przychodzi z najmniej spodziewanego kierunku, zagraża całemu światu czarodziejów , ociera się o namieszanie również w mugolskich bytach…

Ponowne spotkanie z prawie wszystkimi bohaterami z poprzednich części, świetnie napisane dialogi , dobrze skonstruowana akcja, to wszystko dało mi ogromną radość na cały wieczór.
 Jasne ,że forma powieści zadowoliłaby mój gust bardziej , jednak nie uważam ,że scenariusz jest kiepski.
Rowling potrafi pisać barwnie , soczyście, z zaangażowaniem i na emocjach. Nawet forma wyłącznie dialogowa jak  widać jej nie spłyca. Nowy gatunek pisarski-nowe wyzwanie ale i odcięcie się od wyraźnej kontynuacji tamtego cyklu. Ósma część jest raczej pisana nie po siódmej  a trochę obok cyklu. Daje alternatywę , autorka zastosowała  „efekt motyla” lub inaczej  zgodnie z arabskim przysłowiem – ruszyłeś ziarnko więc zmieniłeś pustynię – pokazuje, co naruszenie jednego z elementów przeszłej układanki sprowadziłoby na obecne wydarzenia. Świetny zabieg sugerujący właśnie odmienne konsekwencje. W każdym razie jak i w poprzednich książkach ,ostatecznie wygrywa spryt, przyjaźń, siła wspólnego działania, lojalność i poświęcenie jednostki dla dobra wspólnego. Nie szukam więc słabych stron. Dobrze się bawiłam. Nie podejmuję też żadnej polemiki  ;-)
Przez lata wierna byłam , jestem i będę. Każdą kolejną część kupię, przeczytam i opieczętuję własnym exlibrisem J I tyle w temacie.

Bawiłam się przednio. 
Tobie też tego samego życzę. 
Bo Harry to zabawa dla pokoleń - obok dumna członkini Armii Dumbledora , studentka 

piątek, 28 października 2016

PRACOWNIA DOBRYCH MYŚLI – Magdalena Witkiewicz , wyd.FILIA

Pamiętasz scenę z filmu „Jedz , módl się i kochaj” gdy Julie Roberts siedzi sama w rzymskim pokoju , robi wykwintne śniadanie , w tle muzyka poważna a ona wypowiada wyraźnie , ucząc się każdej sylaby „ JESTEM SAMA”.
To mój ukochany film.

No i teraz ja uczę się życia na nowo.
Córki – 2 tys km ode mnie , so many borders, so many countries… ,
 Druga część rodziny zmieniła galaktykę. Oby tam znalazł wytchnienie , którego tu nie miał…
Zostałam sama.

I piekielne zajęte życie mam.
Uczę się wielu rzeczy.

- jak przetrwać dzień odzywając się tylko do psa
- jak ugotować obiad choć raz w tygodniu tylko dla jednej osoby
- jak nabrudzić w domu by móc posprzątać
- co zrobić by kiedykolwiek pralka/zmywarka była na tyle zapełniona , by móc ją włączyć?
- jak pójść sama do kina?
- jak wypić w kawiarni kawę nie czując zaintrygowanych spojrzeń obserwujących mój każdy ruch?
- jak dobrze się bawić samotnie choć w tłumie na koncercie? W teatrze? na przyjacielskich spotkaniach ?

Niektórzy zaprzyjaźniają się z telewizorem czy radiem, dobra zmiana jednak skutecznie ten pomysł mi wybiła z głowy , więc….

Chciałabym zamieszkać na Przytulnej 26 . I spotkać osiemdziesięcioletnią Panią Wiesię, która zauważyłaby smutek w źrenicy , bo nawet oko wyćwiczyłam  tak , by wyglądało radośnie..

I mijać Floriana ( Alka ? ;-) ) , który pod pretekstem selekcji kwiatów do wyrzucenia – dałby mi jeden ( z tych pozornie do "utylizacji") u gralibyśmy w grę – udaję ,że nie wiem, czego potrzebujesz , udajesz, że wierzysz, że to kwiat do kosza…

Szalona , humorzasta Grażyna, artystka z emocjami na twarzy i w obrazach, Giga , dla której szklanka jest raczej w połowie pełna a nie pusta, Tomasz, Zbyszek , Ewa i Norbert – patchwork – który otulił mnie ciepło w dość  kiepskie , ostatnie dni.

Na razie sama kupuję sobie kwiaty J -ktoś przecież robić to powinien J

Wszyscy jesteśmy w głębi spragnieni takich sąsiadów , prawda? Pragniemy bliskości, zrozumienia, ciepła. Zainteresowania. Dzielenia się .

W czasach , gdy skrzynki pocztowe otwieramy tylko po to, by wysypały się z nich rachunki i reklamy, życzenia urodzinowe wysyłamy sms-em, spotkania towarzyskie wyłącznie przy okazji i w biegu, rozmowy głownie o pracy , polityce a coraz mnie o uczuciach i stanach – taki zestaw sąsiadów z Przytulnej powinien na receptę być przepisywany każdemu  ;-)

Bo.. zapuka , gdy źle, poratuje nalewką „dla zdrowotności” , gdy usłyszy kichanie na klatce schodowej, zaprosi na kawę i pożyczy cukru.
I świat cieplejszy, przytulniejszy się robi a problemy bardziej oswojone.

Magdo , bardzo Ci dziękuję.
Pisz drugą część.  Potrzebuję jej.


czwartek, 27 października 2016

ROZDROŻA , W OBCYM DOMU- Sabina Waszut , wyd Muza

Każdy region ma swoją odrębność ale nie od dziś wiadomo ,że Śląsk jest specyficzny . Tą ziemię ma się w sobie, kocha się lub nienawidzi , rośnie w nas, Ślązakach i rozrasta się na wszystkie organy.  Gdy wyjeżdżamy  , uciekamy , wyprowadzamy się – na serca dnie ziarno Śląska zostaje i kiełkuje, rośnie   w najmniej oczekiwanych momentach .  Jesteśmy nieufni, zdystansowani, cenimy pracę, godność, dom , rodzinę i kościół. Łączność z pokoleniami mamy choćby przez celebrę niedzielnych , najchętniej tradycyjnych obiadów, sobotnie gruntowne porządki, mycie okien a panowie samochodów.  Odrębny język, zwyczaje , potrawy.  I tak przez wieki…

Sabina Waszut- moje tegoroczne odkrycie – napisała niezwykłą sagę rodzinną. W dwóch tomach „Rozdroża” i „ W obcym domu” zawarła kawał bardzo trudnej historii tej ziemi ukazanej poprzez losy dwójki młodych ludzi – ona , Niemka – on Polak – ale przecież oboje Ślązacy.

Sophie , młoda Niemka , najstarsza z rodzeństwa, od najmłodszych lat przeznaczona jest w rodzinie do opieki nad młodszym rodzeństwem . Rodzinie żyje się ciężko , choć są właścicielami kamienicy – jednak mnogość obowiązków i widmo zbliżającej się wojny sprawia, że rodzina ledwie ma co do garnka włożyć . W kamienicy żyją obok siebie – jak to na Śląsku- Polacy, Ślązacy, Niemcy i Żydzi, choć tych ostatnich jakby coraz mniej… Jedno z mieszkań zajmuje Władek , syn powstańca śląskiego, mieszkający z matką.  Kryzys gospodarczy, problemy z pracą , widmo nadciągającej wojny – to wszystko utrudnia ale i hartuje miłość ,która rodzi się między Sophie i Władkiem. Życie staje się niebezpieczne , więc po krótkich zaręczynach w maju 1939 r młodzi decydują się na ślub. Jak się domyślacie szczęście nie trwa długo , mobilizacja , Władek trafia do wojska polskiego.
I choć jest polakiem , synem powstańca – już od początku inni współtowarzysze traktują go – ale i innych Ślązaków – z lekką nieufnością. Bo tak jak przed wiekami dla Polaków  Ślązacy to Niemcy a dla Niemców –Polacy. Co tu dużo gadać- przecież nawet dziś pewien wysoko postawiony prezes tak uważa, czyż nie ?

Po klęsce wrześniowej Władek dostaje się do niewoli  niemieckiej, po jakimś czasie siłą Niemcy wcielają go do Wehrmachtu. Typowe śląskie wojenne losy…

Sophie tym czasem musi walczyć o utrzymanie zarówno siebie , jak i swojej rodziny oraz teściowej – co nie jest łatwe. Zostaje wywieziona do Pszczyny , gdzie zatrudniona w urzędzie jako stenotypistka próbuje po prostu przetrwać. Z okien widzi i czuje dziwny dym unoszący się na horyzoncie z tajemniczej „fabryki nawozów chemicznych” w Oświęcimiu…

Wiatr historii zmienia los wojny, szala zwycięstwa przechyla się w drugą stronę, Sophie grozi kolejne , równie wielkie a może nawet większe niebezpieczeństwo ze strony „wybawicieli”
O tym jak wyglądało wyzwalanie Śląska niewiele się mówi. Brutalny przemarsz wojsk radzieckich przez Śląsk jest wielką , nigdy nie zaleczoną raną tej ziemi . Kobiety śląskie ( tak jak i niemieckie ) są milczącą ofiarą tej wojny , nigdy nie pomszczone, za tę zbrodnię nigdy nikt nie odpowiedział.
„Czerwonoarmiści , kobiety niemieckie są wasze” – z takim hasłem ruszyli wyzwalać Europę…

I Sabina Waszut z szacunkiem , bólem i niezwykle taktownie ten temat również podjęła…

„W obcym domu” to kontynuacja losów Sophie – Zosi i Waldka, któremu po długiej  tułaczce po całej Europie , udaje się wrócić żywym do domu.
Dwoje młodych ludzi, niby małżeństwo od 5 lat a tak naprawdę nie znający się dobrze – próbuje pozszywać swój los na nowo , poukładać życie z rozbitych kawałków a nie jest to proste.
I znowu widzenie Śląska jako ziemi niemieckiej – nie pomaga. Procesy „rehabilitacji” , udowadnianie kwadratury koła, odpowiedniki naszej lustracji itp. I ani Zosia – z pochodzenia Niemka, ani Waldek – syn powstańca – nie jest traktowany przez nowe władze lepiej.

I usłyszymy tu o wywózce śląskich górników w głąb ZSRR.. oraz o tym, czym był „obóz pracy” na Zgodzie w Świętochłowicach. Nikt jeszcze w powieści tej tematyki nie ruszył.

Nie chcę opowiadać fabuły , masz po prostu te dwie książki, które czyta się jednym tchem przeczytać.

Dla mnie to nie tylko powieść , romans czy kawał historii. Sabina Waszut poruszyła najdelikatniejsze skrawki mej pamięci, odkurzyła i poukładała w jedno puzzle wiedzy o mojej rodzinie , to co usłyszałam od  babci, jej sióstr, różnych osób.

Na Śląsku mówi się, że są ludzie pnioki, krzoki i ptoki. Pnioki to ci z dziada pradziada z tej ziemi, kszoki to przyjezdni ,którzy dopiero są pierwszym pokoleniem , ptoki- ci którzy przyjechali za pracą ale gniazda nie założyli , polecieli dalej . A ja ? ja jestem basztardem  - mieszańcem, czy zdaniem niektórych po prostu kundlem. Czuję się jednak związana z śląską nogą mojej rodziny oraz z tym, że tutaj spędziłam całe swoje życie.  A ta śląska odnoga to właśnie poplątane losy – jeden dziadek Niemiec ,ale pradziadek powstaniec śląski…  Babcia miała sporo sióstr. I jedne były żonami Niemców a inne Polaków , jedna dość wysoko postawionego komunisty polskiego , ściętego w Bytomiu tuż przed wycofaniem się Niemców. W czasie wojny wspierały się , pomagały sobie ale i kłóciły , bo każda stawała po stronie swojego „chopa”- to wyniosły przecież z domu… Czuję więc ,że ta saga jest i o mojej rodzinie.  Poruszyła mnie głęboko i mocno. Wbiła w fotel na długie godziny.  Uświadomiłam sobie , jak wiele ze Śląska jest we mnie , jak i co przekazałam swoim córkom. Te zwyczaje, potrawy , które dopiero doceniły wyjeżdżając stąd, te zapachy, odgłosy, wszystko.   Ta książka „poukładała” mi w głowie to , co porozrzucane było w całej mnie. O czym wiedziałam ,ale jakoś sobie do tej pory tego nie uporządkowałam. Dzis czeka mnie niezwykłe przeżycie- spotkanie z autorką. A do książek już stoi kolejka moich koleżanek a przede wszystkim ich matek. Mojej też.

Wiem, że często polecam ksiązki , którymi się zachwycam ale te są inne. Bez nich nie zrozumiesz Ślązaków, którzy w tej naszej polskiej układance, są puzzlami nie z tego pudełka trochę. A los i historia bywa dość pokrętna – dziś  ponownie słyszymy o „zakamuflowanej opcji niemieckiej” i o tym ,że trzeba stąd ludzi wymieszać bardziej, rozbić, upokorzyć. …

poniedziałek, 24 października 2016

MASKI ZŁA – Iwona Banach , wyd. Szara Godzina

Oj, nie jest to literatura łatwa , miła i przyjemna. .. oj nie.  Będzie Ci się śnić po nocach i długo po zakończeniu przyciągać myśli i uwagę.  Jednak warto. Poznaj moje zdanie , dlaczego.

Każda rodzina ma swego trupa w szafie – każda mieścina ukryty ściek, którego chciałoby się pozbyć, przez zatarcie w pamięci . Przed niezałatwionymi sprawami jednak uciec się nie da, przeszłość prędzej czy później nas dopadnie a niekiedy przypadek zmusi do rozliczenia…

Zawiszyn – takie zadupie na mapie polskich miasteczek , niewielka społeczność w której to każdy o każdym wie prawie wszystko, dziura w której ważniejszy od Boga jest wójt, lekarz i ksiądz. I ludzie  żyjących z świadomością, że kiedyś, dawno temu coś było nie tak…ale bezpieczniej zapomnieć. Zabójstwa trzech starszych kobiet uruchamiają machinę domysłów, wspomnień, podejrzeń.  Część udaje ,że nie pamięta, część nie chce pamiętać, ktoś zamiata pod stół… 

Poszukiwania wspólnego mianownika tych zbrodni doprowadzają śledztwo do spraw z przeszłości , tajemniczego „instytutu” który kiedyś tu działał i w dość tragicznych oraz niewyjaśnionych okolicznościach nagle zakończył działalność. Ale są ludzie, którzy pamiętają, są pytania bez odpowiedzi a o zatarcie zbiorowej pamięci o faktach starają się najbardziej wpływowi mieszkańcy miasteczka…

Równolegle z wątkiem śledztwa toczy się historia tajemniczej dziewczynki, Katarzyny Kunz , w której psychice chowa się więcej niż jedna osobowość  a pod wpływem tajemniczych wydarzeń powoli poznajemy traumatyczną historię toksycznych relacji rodzinnych , z którymi przyszło się zmierzyć jej jako dziecku…  Instytut, leki, trauma, strach

Szok, zdziwienie , przerażenie ale i niezwykle dogłębna analiza chorej osobowości . Po tej książce nic już nie będzie takie samo. Wciąga jak narkotyk, do końca szukasz odpowiedzi … Skończyłam czytać już ponad tydzień temu a jednak ciągle we mnie siedzi emocjonalnie – to chyba najlepsza rekomendacja.

Poznałam Iwonę Banach jako pisarkę komedii kryminalnych i aż do przeczytania  powieści „Chwast” nie pomyślałabym nigdy ,że stworzy tak wstrząsający thriller psychologiczny. Autorka ze wszech miar godna uwagi . Niezwykła osobowość, nieprzeciętna kobieta. Erudycja, wszechstronność, osobliwe i oryginalne spojrzenie na rzeczywistość – to tylko nieliczne cechy wyróżniające ją na rynku pisarek.


Świetnie się czuje zarówno w komedii – tutaj jej poczucie humoru jest niezrównane, umiejętność połączenia tak zaskakujących wątków , jakie stworzy sobie na początku – przekracza moją wyobraźnię  - jak i w tłumaczeniu kryminałów , oraz tworzeniu psychologicznych thrillerów czego najlepszym przykładem są właśnie „Maski Zła” .