niedziela, 23 lipca 2017

 PRZECZUCIE – Tetsuya Honda, ZNAK Litera nova.


„Jeśli gwóźdź wystaje – prosi się o młotek” ta reguła od lat najmłodszych wpajana jest każdemu Japończykowi. Ich światem rządzą żelazne zasady posłuszeństwa, dyscypliny instynktu stadnego. Zhierarchizowane, z podziałem na role, z przepaścią między kolejnymi szczeblami kariery w korporacjach. Każdy pionek ma własne miejsce, każdy trybik obraca się w z góry przewidywalnym rytmie.

Czy w takich warunkach młoda, niespełna trzydziestoletnia pani (już) komisarz , do tego ładna, sprytna , sprawna , bardziej fizycznie nadająca się na gejszę lub aktoreczkę niż kobietę poruszającą się w twardych realiach tokijskiego świata przestępczego – da sobie radę?

Reiko dowodzi grupą tokijskich policjantów, nie może pozwolić sobie na słabość. By być szanowaną i słuchaną -każdym kroku musi udowodnić ,że jest lepsza niż jej męski odpowiednik na tym samym stanowisku . Gdy na jednym z tokijskich przedmieść znalezione zostają nietypowo okaleczone zwłoki starannie owinięte niebieską folią – jej zespół współpracować musi z zespołem mizoginów nastawionych na sukces za wszelką cenę, którzy chętnie pogrążą przy okazji kobietę – bo mocno zaburza ich standardy postępowania.

Kobieta komisarz nie ma łatwo. Liczy się czas i precyzja. Codziennie „spowiada” się z postępów w śledztwie i wie, że przeciwnik depcząc jej po piętach nie gra fair. Do tego ona- co budzi powszechną nienawiść w kolegach po fachu- używa w pracy instynktu, przeczuć. Sama kiedyś jako ofiara przestępstwa empatycznie podchodzi do każdego przypadku. Wie jak myśli i jedna i druga strona. W japońskim świecie – zupełnie niedopuszczalne.

Pani komisarz zmierza się nie tylko z serią brutalnych morderstw, ale i z własną przeszłością. Jeśli nie zapanuje nad cieniami z przeszłości – nie przeżyje. Czy znienawidzony komisarz Katsumata w kluczowym momencie jej pomoże? Czy raczej wykorzysta okazje do pozbycia się konkurencji

Po fali kryminałów skandynawskich, brytyjskich i polskich pierwszy raz wpadł mi do ręki kryminał japoński i co tu kryć – porwał mnie od pierwszej strony. I nie dziwię się ,że na podstawie PRZECZUCIA – T.Hondy powstał i film kinowy , telewizyjny i serial .Z przyjemnością zobaczę . I z niecierpliwością poczekam na dalsze części książki, gdyż „Przeczucie” to pierwsza część cyklu tokijskich kryminałów z komisarz Reiko jako bohaterką

 Chyba nie muszę Cię zachęcać bardziej. Ten kryminał wart jest twojej uwagi. Napisz mi później czy się ze mną zgadzasz. Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii. 

środa, 5 lipca 2017



TAJEMNICA NATHANIELA – NOWE ŚLEDZTWO KLARY SCHULZ – Nadia Szagdaj

Upiorna zima 1913 r daje się mieszkańcom Breslau ostro we znaki. Mróz skuł lodem rzekę, drogi i jakby i wrażliwość ludzką. Rzadkie momenty odwilży wyłaniają z rzeki kolejne ciała kobiet. Czy szarość i lód jest powodem depresji w kręgach prostytutek i tancerek kabaretowych ? czy doprowadza je do samobójstw? czy może w innym czasie i miejscu taka historia miała już miejsce? 

Po „Grande Finale” nasza ulubiona pani detektyw Klara Schulz dochodzi do siebie. Prawie straciła życie , naraziła na śmiertelne niebezpieczeństwo swoje jeszcze nienarodzone dziecko, drugie było bliskie utraty matki. Mąż, cierpliwy i spolegliwy Bernard nie może jej tego wybaczyć. Klara żyje w letargu od tabletki uspakajającej do kolejnej. Powoli obojętnieje jej cały świat, wygaszają się emocje, wycisza pasja, jakakolwiek motywacja do życia. Wykonała już swój życiowy plan – odkryła mordercę matki, ukarała go . Teraz liżąc rany zapada – jak i cały Breslau- w zimowy sen.

Seria samobójstw wśród kobiet też jakby jej nie obchodzi. Dopiero zniknięcie nauczycielki muzyki jej syna a równocześnie dość bliskiej znajomej, ma szansę wyrwać ją z letargu… Czy jednak ponowne narażenie życia oraz zaufania męża jest warte włączenia się w śledztwo tajemniczych zgonów nad brzegiem rzeki? Czy Klara się na to zdobędzie? 

Nie chcę zdradzić za dużo ale przedziwny tandem psychopatycznych morderców z mroczną przeszłością to również bardzo oryginalny pomysł . I osadzenie ich w specyficznym środowisku.
Takie mroki można spotkać jedynie u Marka Krajewskiego, również przeze mnie bardzo cenionego jednak o ile po każdej książce pana Marka muszę mieć „płodozmian” i wziąć do ręki coś innego – to książki Pani Nadii polecam przeczytać jako serię. Cudowna lektura zarówno na lato jak i np. przed wyprawą do Wrocławia. 

O moim uwielbieniu dla serii kryminałów z Klarą Schulz każdy wie. Ta część jest jeszcze lepsza. Uwielbiam styl Pani Nadii Szagdaj. Stworzyła historię niezrównaną, zaskakującą , nieprzewidywalną ale i spójną. Pochłania się jednym tchem. To ,że pani Szagdaj stworzyła zupełnie nową bohaterkę – młodą detektyw – i osadziła ją w czasach , gdy ten i nie tylko ten zawód zarezerwowany był wyłącznie dla mężczyzn, jest niezwykłe. Dała jej zdecydowaną osobowość, bezkompromisowość i odwagę .Akcje kolejnych części toczą się Wrocławiu sprzed Pierwszej Wojny Światowej, w realiach i kontekście historycznym pięknie opisanym i  zilustrowanym w książce. Ogromna praca i badawcza i warsztatowa. Chylę czoła. 

Nie ukrywam że finał książki mną wstrząsnął dogłębnie. Pani Nadiu teraz nie może nas Pani zostawić bez wiedzy jak poradzi sobie Klara w zupełnie zmienionej sytuacji osobistej… Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy , bo przecież będzie, prawda?

niedziela, 2 lipca 2017

TRZECIA – Magda Stachula, wyd. ZNAK LITERATURA NOVA


Jeśli zaczyna się z wysokiego „C”, jeśli debiut wstrząsnął rynkiem czytelniczym i od razu wymusił dodruk, bo pierwszy nakład po prostu zniknął w ekspresowym tempie z półek księgarni – to nie jest łatwo napisać kolejną powieść. Oczekiwania spore, apetyty zaostrzone, czytelnicy jak sępy krążący nad autorką, odkąd tylko wiadomo było ze coś nowego pisze. Jednym z sępów oczywiście jestem i ja…

Uff, odetchnęłam z ulgą, gdyż nie zawiodłam się na autorce a rokowania na kolejną powieść są równie dobre, choć wyczuwam pewne ryzyko. Wierzę jednak w talent autorki i myślę ,że uda jej się nie popaść w pewną wyczuwalną manierę pisarską.  Ale gdybać nie będziemy bo prawdziwy talent obroni się sam.

Do rzeczy .

Trzy postaci , trzy różne historie, każdy ze swoją głęboko skrywaną tajemnicą w tle. Eliza , Liliana i Anton- trzy odmienne światy. Każdy bohater wprowadza nas powoli we własne życie, ukazując  przez fragmenty przeszłości oraz swoje postrzeganie chwili obecnej –własne motywacje obecnego działania.
Prawie od początku czujesz że mrok czai się w każdym kącie- coś wisi w powietrzu i  że muzyk, psychoterapeuta i bizneswoman są z sobą silnie powiązani . Ktoś jest śledzony, ktoś kogoś szuka a cienie przeszłości determinują zachowanie kogoś innego. Eliza jest jak osaczone w klatce własnych obsesji i natręctw zwierzę, popada w coraz głębszą manię prześladowczą, pogłębiają się jej lęki i frustracje. Anton przez błąd przeszłości staje się  zwierzyną łowną -uczy się ukrywać, kamuflować i znikać, gdy za blisko podejdą myśliwi. Liliana to tropiciel – jest świetna w polowaniu i zawsze osiąga to, czego chce.

Atmosfera się zagęszcza, wątki mocno splatają choć koniec jednak zaskakujący.  Czy ktokolwiek finalnie jest wygrany? Jaką cenę zapłaci każdy bohater? Jakie ciemne strony ich natury wyjdą jeszcze na wierzch? Pomimo, iż pewne rzeczy jesteśmy w stanie przewidzieć ( jak choćby charakter choroby Antona) to dość często ( szczególnie na ostatnich stu stronach ) autorce udaje się zmylić nasze przeczucia i zupełnie odwrócić bieg tej historii.
I to jest fajne

Nie każdy czytelnik lub taką formę wielowątkowej narracji ale myślę ,że Magda Stachula robi to świetnie. Od początku wprowadza uczucie zagrożenia, napiętej atmosfery, choć pierwotnie akcja toczy się bardzo leniwie. Ostatnie sto stron to właśnie zwrot akcji , przyspieszenie , odwrócenie spodziewanych wydarzeń i moment kulminacyjny – choć nie do końca wszystkie fakty wychodzą na wierzch. Najbardziej podoba mi się jednak zakończenie – w tej historii nie ma dobrych i złych bohaterów, nie ma jednoznacznej winy i kary. Każde z trójki zostaje z własnym demonem i bilansem raczej strat niż zysków.

Piszę tak tajemniczo bo chcę byś:
11-     Zwrócił uwagę na autorke jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś – warto i będzie o niej głośno .
22-     Przeczytał TRZECIĄ, książkę „łyka” się w jeden dzień lub noc- i na pewno warto.

Autorka IDELNĄ  mocno ustawiła sobie poprzeczkę, TRZECIĄ udowodniła ,że nie tylko utrzyma poziom ale jeszcze sporo na rynku thrillerów psychologicznych ma do powiedzenia.


No to czekam na kolejną powieść . A ty ? 

piątek, 16 czerwca 2017


ŚCIEŻKI NADZIEI - Richard Paul Evans . Wyd.Między Słowami



Jak nie wiesz co ze sobą zrobić – po prostu rusz przed siebie. Alan – trzydziestoparoletni utalentowany informatyk, właściciel dobrze prosperującej firmy reklamowej, ukochany syn , mąż, pewnego dnia traci wszystko- umiera mu żona, wspólnik swoimi matactwami doprowadza do wrogiego przejęcia jego firmy, hipoteka na spory dom przecież sama się nie spłaci a motywacji do życia brak. Ponieważ nie ma pojęcia co ze sobą zrobić i jak zdefiniować swoje życie, cele i odnaleźć motywację – pakuje plecak i rusza przed siebie. Rusza w drogę z nadzieją, że przemierzając samotnie całą Amerykę odnajdzie odpowiedzi na przynajmniej część nurtujących go egzystencjalnych pytań, że uda mu się również pożegnać ze zmarłą żoną , zmęczone ciało wreszcie nauczy się spać a droga i wysiłek w nią włożony sprawią ,że znajdzie i sposób na resztę własnego życia.

Bo cóż zrobić z Miłością, gdy człowiek odchodzi a ona zostaje? Jak wzbudzić w sobie siłę by wstać i zrobić cokolwiek, gdy marzymy tylko o tym, by nie podejmować już codziennego trudu ŻYCIA?

Wiele książek opartych jest na motywie podróży/wędrówki i odnajdywaniu siebie- chociażby bijąca teraz rekordy popularności „Dzika droga”. Evans jednak to troszkę kompilacja refleksji z Dzikiej Drogi i filozoficznego podejścia Coelho.

Ścieżki nadziei to piąta, ostatnia część cyklu „Pamiętniki pisane w drodze”. Nie trzeba ich jednak czytać po kolei. Każda część cyklu opisuje pewien etap podróży nie tylko tej dosłownej ale i w głąb siebie, w swoją tożsamość. Ostatnia część – za sprawą wiadomości o zawale i śmierci ojca – zmusza Alana do uporządkowania swoich relacji z tatą, z przyjaciółmi, z kobietami, które miały znaczący wpływ na jego życie. Czytając kronikę rodziny rozważa swoją przeszłość i to , jak wielkie znaczenie ma bliskość najbliższych i relacje  rodzinne – w znaczeniu również poszerzonym- rodzina to też osoby które przyjmujemy do swojego serca i czujemy się za nie odpowiedzialni.

Alan przeszedł nie tylko te ponad  5 tys km przez całe Stany – Alan przeszedł ponownie całe swoje życie.Spotkało go wiele ciepła ze strony napotkanych osób ale i niebezpieczeństw też. Poznał historie ludzi takich jak on – szukających ukojenia w drodze.  Key West które miało być finałem tej podróży – stało się początkiem zupełnie nowego etapu życia czyli na swój sposób i nowej drogi…

Świetna książka na lato. Podróże kształcą i otwierają inne perspektywy. Nie zyskasz wiedzy wyjeżdżając do ogrodzonych kurortów Egiptu czy Tunezji. Nie musisz przekraczać granic państw . Często trudniej pokonać bariery w samym sobie. Uczenie się wdzięczności, uczuć, szczerości wobec siebie to najtrudniejsza lekcja. Prowadzi do zmiany myślenia i stajemy się dojrzalsi, odpowiedzialniejsi. To o tym ta książka. Gorąco polecam.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

 ŚLEPY ZAUŁEK- Stuart MacBride                     wyd. Amber



Aberdeen – trzecie co do wielkości miasto w Szkocji , zwane często Granitowym Miastem – ze względu na charakterystyczną grafitową barwę kamienia  z którego powstało -staje się sceną krwawych porachunków między bossami największych mafii. Torry Battery  od otwarcia się Unii na Polskę  dzielnica zwana również małą Warszawą – to główne miejsce tych rozgrywek. Największe mafie bezwzględnie walczą o przejęcie biznesu narkotykowo -prostytucyjnego . Blady strach pada na społeczność gdyż co i rusz odnajdywany jest człowiek na granicy życia i śmierci , z wyłupionymi oczami, wypalonymi oczodołami i tak przerażony ,że nie jest w stanie powiedzieć nic na temat swoich oprawców… choć każda z ofiar najwyraźniej go zna. Ktoś atakuje Polaków pracujących w Aberdeen, okalecza i w takim stanie jakby w formie ostrzeżenia pozostawia ich na placach budowy.

Sierżant Logan McRae, policjant z niełatwą przeszłością, z bagażem przeżyć i wspomnień , które wpędziły go w alkoholizm i nie pozwalają mu spać,  balansujący na granicy prawa, w wiecznym konflikcie z przełożonymi ale i współpracownikami, prowadzi śledztwo nie zawsze regulaminowymi sposobami.. I tym razem po raz pierwszy musi też opuścić Granitowe Miasto, gdyż polskie wątki wyraźnie ciągną się aż po Warszawę…

Lubisz bohaterów podobnych do Harrego Hole Jo Nesbo? Może bliski ci Cormoran Strike Roberta Galbraith’a vel Joanny K.Rowling ? Jeśli tak , to książka dla Ciebie.

Stuart McBride jest jednym z najpoczytniejszych twórców nurtu zwanego Granit Noir i festiwalu szkockiego kryminału. Uroczy człowiek, zabawny, przystępny i niezmiernie kochający Aberdeen – miasto w którym mieszka, tworzy i osadza akcje swoich powieści. Wszystkie miejsca opisane w książce są prawdziwe i łatwo rozpoznawalne- po prostu chodzisz z książką i odnajdujesz bez trudu każdy bar, każdy sklep. Aberdeen to doskonałe miejsce jako tło zbrodni – ma swoją ciemną stronę, porzucone cmentarzyska, specyficzną społeczność półświatka a i historia od zalążków ocieka krwawymi wydarzeniami oraz zaginięciami bez śladu np. dzieci…

Autor prywatnie z ogromnym dystansem do siebie i specyficznym, lekko ironizującym poczuciem humoru – obdarza tymi cechami swojego detektywa – antybohatera. Stuart McBride jest zdecydowanie godny większego zainteresowania  w naszym kraju – a może wybierzesz się w kwietniu na festiwal Granit Noire? Szkoci cenią swoich pisarzy. Na festiwalu można się spotkać i pogawędzić a bilet lotniczy złapiesz już od 48 zł… Osobiście byłam i polecam 😉  

strona autorska Stuarta McBride : http://www.stuartmacbride.com/


główna ulica Aberdeen 
Torry vel Mała Warszawa- polska dzielnica 

ODWAŻONA  - Danuta Awolusi wyd. PASCAL


Każdy, kto zrzucił parę kilogramów czuje się uprawniony do napisania własnego poradnika/ założenia strony / „sprzedania” swojej metody na dietę. W świecie, gdzie króluje rozmiar „0”, wykreowany i stale podtrzymywany przez media pożądany wizerunek to długonoga, młoda fit dziewczyna w rozmiarze 34-36 i ciężko jest zaakceptować siebie osobom w rozmiarze 44 a co dopiero powyżej 50…. 

Dwudziestosześciolatka z wagą blisko 140 kg, uwielbiająca smakować i rozsmakowywać się w jedzeniu i życiu , choć inteligentna , ładna i niezwykle wrażliwa – postrzegana będzie na zewnątrz jako zapuszczona, zaniedbana i nieciekawa.  Przeurocza Danusia, ślązaczka z bliskiego mi Świerklańca, od dziecka wychowana na klasycznej śląskiej kuchni opartej na masełku, śmietance, kartoflach z „omastą” czy schabowym całe życie wiedziała, jak to być taką „gorszą” i wytykaną palcami, wykluczoną…  Własne problemy odsuwała na odległość zanurzając się w świat filmów w tv a bezpieczeństwo dawał jej pełny żołądek i talerz przekąsek zawsze w zasięgu ręki… I jak wiele innych osób w pewnego Sylwestra postanowiła coś zmienić. W obawie, że nie dotrzyma danego sobie słowa, nie mówiła o tym nikomu. Wiedziała, że klasyczne diety są nie dla niej a reżim dietetyczny na pewno ją złamie. Krok po kroku, w zupełnej tajemnicy dokonywała maleńkiej rewolucji w samej sobie.

Pomyślisz – kolejna książka o odchudzaniu? o tym, że wszystko zaczyna się w głowie, że droga do pięknej sylwetki usłana jest potem i bólem na siłowni, morderczą dietą a życie zmieni się wraz z ubywającymi kilogramami? Otóż nie.

Danusia bardziej niż utraty kilogramów potrzebowała odnalezienia w sobie KOBIETY. I od tego wszystko się zaczęło.

Bez względu na rozmiar, wygląd, zainteresowania- każda z nas potrzebuje czuć się kobietą. Jeśli od dziecka zmagasz się z nadwagą, czujesz, że ubrania powinny Cię ukryć i zakryć, bo dla społeczeństwa winnaś być niewidzialna by nie zakłócać estetyki ogólnie akceptowanej- nie czujesz się atrakcyjna, powabna i kobieca. Początek drogi Danusi to właśnie poszukiwanie i budzenie w sobie KOBIETY.
Akceptacja siebie to początek i koniec wszystkiego.
Jak się domyślasz Danusi udało się zrzucić 70 kg choć przez ten cały czas ani razu nie weszła na wagę. Bo nie waga była jej największym problemem.
Ale gdy zrzuciła te kilogramy, zmieniła tryb życia (jak -to przeczytaj w książce) – nie do końca rozwiązała swój problem.  Wiele osób po diecie ma albo efekt jo-jo albo popada w kolejną obsesję. Jesteś gruby i twoim problemem są np. chleb, fast foody, słodycze. Chudniesz i fixujesz się na punkcie albo liczenia obsesyjnego kaloryczności posiłków, albo siłowni, biegania, kupowania nowych ubrań. Po prostu jeden zły nawyk, wręcz chorobę zamieniasz na coś innego – równie szkodliwego. I o tym dokładnie jest ta książka.

Szczery do bólu dziennik budowania swojej nowej, odnalezionej tożsamości. Uczenia się siebie i słuchania potrzeb własnego ciała. Pokochania swojego ja. Zbudowania nowych relacji ze sobą a później dopiero z rodziną, bliskimi, przyjaciółmi. Krok po kroku odnajdywanie drogi do właściwego dbania o siebie, swoje zdrowie. Przełamywanie bariery wstydu, zahamowani.
W życiu nie czytałam poradników. Nie zachęciłabym Cię do nich. Ale do tej książki – nawet jeśli masz rozmiar 34- zachęcam gorąco. Niezwykła dziewczyna w brutalnie szczery sposób opisuje jak bardzo mniej lub bardziej świadomie siebie krzywdzimy i co możemy dla siebie samych zrobić.  Wachlarz emocji, wahań, rozterek i prawdy.  Tylko prawda się obroni. Tu na każdej stronie czujesz ja. Szczera do bólu. Zrobiła na mnie wrażenie OGROMNE.


Zapamiętaj tę książkę. Jeśli nie teraz, to za jakiś czas jej poszukaj. To podróż w głąb siebie. 

P.S
Wspomnałam, że kilka fajnych przepisów też się tam znalazło?  ;-) 

czwartek, 18 maja 2017

CZEREŚNIE ZAWSZE MUSZĄ BYĆ DWIE - Magdalena Witkiewicz

To nie recenzja. To raczej list do autorki . I do fanek . Podobieństwa się przyciągają ;-)

Czytałam świtem ... ale  miałam wrażenie ,  jakby to wieczór własnie zapadał, babskie pogaduszki przy winie i gorącej herbacie , na ganku starego , drewnianego domu w sercu lasu... I lekko ściszonym głosem opowiadają sobie kobietki historyjki z przeszłości , zahaczając o przesądy i gusła, rodzinne historyjki o niespełnionych miłostkach babć, klątwach w rodzinach -  a Ty Magdo  charakterystycznym szczerym uśmiechem na twarzy , ciepłym głosem mówisz - to teraz opowiem wam pewną historię....

Madziu Tobie ani oprzeć się nie da ani oderwać od tego co i jak piszesz... 

Wiesz ,że w liceum też chodziłam do takiej starszej Pani uwięzionej na 3-piętrze starej kamienicy i przynosiłam jej obiady ? Nie związałam się tak jak Zosia z P. Stefanią ale otarłam o ten klimat wnikania w czyjeś kończące się , samotne życie i  historie opowiadane troszkę przygodnej osobie , gdyż bliskich już było brak...

Kolejna książka wyrywa kawał serca Magdowym fankom! ( mnie oczywiście też - hipnoza ? uwiedzenie?pełna aprobata) . Ciepła, obyczajowa , spora powieść , która jednak nie ciąży i nie przygniata. W pierwszy świt ledwie usiadłam a już byłam na 300-stronie!  Piękna kompozycja. Jak po sznureczku - nie , raczej przędzy na kołowrotku - jedna historia wyciąga z kłębowiska kolejną... I pomimo ,że wątków jest sporo - i miłość, i zdrada, oszustwo, morderstwo, śmierci i narodziny , ucieczki i powroty - jakoś to wszystko nie przeładowane. To chyba  największa zaleta  książek p. Magdy- pisarze często zbyt "dopowiadają" każdy szczegół i nie pozostawiają odrobiny przestrzeni na wyobraźnię czytelnika - a to błąd. Nam potrzeba tego powietrza - bo w nim własnie znajdujemy okruchy swoich losów. 

Nie wiem jak to  nasza Magda robi , ale każda z nas, odnajduje siebie, każda czuje się w ułamku emocji bohaterką tych powieści. Jak to dobrze, że w Twoich rękach Magdo  te historie ze skrawków usłyszanych rozmów - rozrastają w tak niezwykłe opowieści... 

Ja wiem, dlaczego dostałam tę powieść do przeczytania ciut wcześniej.... Niekiedy trzeba kopnąć w "łeb" by ktoś wpadł na pomysł domykania drzwi.  Jeśli tego się nie robi, czarne emocje jak dym z pożaru "czadzą" nam duszę i duszą dosłownie... I nawet jeśli chcemy , nie widzimy tego okna , przez które da się jeszcze coś  ratować. 
Wiem że sporo wśród nas, Twoich Wiernych ;-) jest takich jak ja - za które często los wybiera a nasza bezsilność  czy nieśmiałość wobec życia -ogranicza horyzonty. Ty masz w sobie takie pokłady dobrej energii ( oprócz twojego ADHD) ,że wbrew nam te cienie przeszłości przeganiasz. 
Magda jesteś nie tylko świetną Pisarką , jesteś przyjaciółką, powiernicą ale przede wszystkim Dobrym Człowiekiem.

Na prawdę  książka jest piękna.  Jeśli po zamknięciu ostatniej strony uśmiecham się , i w  kolejnym  dniu nadal  się uśmiecham - i jak widzisz przestałam nawet śledzić wydarzenia PISIORSKIEGO ŚWIATA NA FB - bo stały się mało ważne i kuriozalne wręcz - to chyba sukces , nie ? 

Poszłam więc w pewne miejsce , może uda mi się "posortować" wspomnienia ,  zamknąć je w pudełku i zdefiniować siebie na nowo. Może gdzieś jest samotna czereśnia obok której wsadzę i moje korzonki ? No wszak muszą być dwie , co ? 

Pisz... bosz... pisz. Dajesz nam wiele więcej niż sądzisz.  Iza Uzależniona  ;-) 
I wiesz kobieto ,że stworzyłaś przestrzeń dla wielu dryfujących dusz. Spotkania  z Tobą ale i choćby tylko wśród Twoich fanów są budujące, prawda? Tyle dobrej energii nie może się zmarnować :) .