niedziela, 25 lutego 2018


PROMYK SŁOŃCA – KATARZYNA MICHALAK, WYD. ZNAK LITERA NOVA

Wiele słyszałam o uroku powieści Katarzyny Michalak , ale do tej pory jakoś „nie było nam po drodze” więc z ogromną radością przyjęłam propozycję zrecenzowania najnowszej książki tej autorki.
„Promyk słońca” to druga z trzech zapowiadanych części serii mazurskiej. 
Pomimo ,iż nie czytałam części pierwszej, autorka wprowadza nas w niezbędne zawiłości powiązań między bohaterami a równocześnie zostawia tyle niedopowiedzeń, że osoby, którym bohaterowie przypadli do gustu – na pewno tę pierwszą część odszukają. 
W każdym razie nieprzeczytanie pierwszej części nie uniemożliwia zaangażowania się w losy, życie, wydarzenia z części kolejnych.

Bohaterów jest dość sporo. Każdy ma swoją niezwykle powikłaną historię.

 Na mazurskiej wsi w wigilijną noc , w chacie jednego z bohaterów spotyka się dość ciekawie dobrane towarzystwo. Jest i lekarka Marta w wieku 45+ , odreagowująca stres związany ze śmiercią małego pacjenta , jest jej córka – panna lat 24 , z pretensjami do świata , egocentryczna , egoistyczna , świadomie raniąca każdego , kto pragnie się do niej zbliżyć. Jest też niezwykle przystojny , męski młody Nataniel  , były ratownik TOPR , po wypadku , który uniemożliwił mu dalszą pracę w tym zawodzie , osiada na Mazurach i zajmuje się ranczem, zwierzętami a przede wszystkim sprawuje opiekę nad pięcioletnią Emilką, dziewczynką powierzoną mu przez wiarołomną kochankę, odsiadującą wyrok w więzieniu. Jest i Mateusz, mężczyzna w średnim wieku , skrycie podkochujący się w pani doktor. W tle oprócz barwnych mieszkańców pobliskiej wsi ,  ciągle przewija się tajemnicza postać Siergieja- właściciela sporego kawałka tej okolicy, dworu, mężczyzny powiązanego z mafią ? twardego i bezwzględnego człowieka, który skrzywdził tych, którzy przyjęli go jak swojego -czyli prawie wszystkich wcześniej wymienionych bohaterów. Siergiej nie jest do końca czarnym charakterem i jego motywację oraz cele poznajemy w dalszej części książki.

Jest i Miłość, nienawiść, zdrada, ucieczka, przyjaźń, zagubienie a nawet wątek kryminalny oraz szpiegowsko-wojenny.

Jak na 312 stron powieści pewnie aż nad to. Jedno jest pewne : jeśli lubisz by ciągle coś się działo – to książka dla Ciebie. Wątek rodzi wątek, historia przeradza się w kolejną. Zdecydowanie braku wyobraźni autorce zarzucić nie można.
 Rozumiem skąd popularność pani Michalak. Stworzyła w swoich książkach odrębny świat , troszkę zaściankowy, raczej wiejski niż miejski , w którym z dala od polityki, wielkich świateł ludzie  próbują wiązać koniec z końcem, do kupy składać swoje życie po traumatycznych przejściach, to wszystko w oparciu o czyste emocje i relacje.

I pewnie tego wielu czytelniczkom brakuje . Nie można odmówić autorce lekkiego pióra , swobody w zawiązywaniu intryg bez nadmiernego wgłębiania się w zawiłości relacji, stąd pomimo ilości wątków czytelnik nie czuje się zagubiony. Taka troszkę telenowela ale bez złośliwości z mojej strony. Możesz po prostu na moment zagłębić się w inny świat  i żyć cudzym życiem , zaprzyjaźnić się z bohaterami i kibicować wybranym osobom.

Powiem tak: moje spotkanie z Panią Michalak może nie zapowiada ognistego romansu na wszystkie jej książki ALE podsunę tę pozycję niektórym moim koleżankom oraz uważam ,że jest to niezły prezent dla wielu kobiet. Tym bardziej ,że okładka jest urocza.  A przecież zbliża się Dzień Kobiet? Potem Dzień Matki? Na pewno Panie będą zadowolone.

niedziela, 18 lutego 2018


ZIELONY BYFYJ – SABINA WASZUT, wyd. MUZA

Nie potrafię bez emocji mówić ani pisać o książkach Sabiny Waszut
 I choć opisała losy swoich dziadków to oddała i historię mojej rodziny. Tak jak pani Sabina – miałam dziadka Ślązaka z korzeniami niemieckimi i babcię z rodziny powstańców śląskich. I tak jak ona poznawałam z opowieści babci i jej sióstr niezwykłe losy wojenne swojej rodziny. I mamy też grób wuja Piotra , który zginął za wolność , ścięty w bytomskim więzieniu tuż przed wyzwoleniem. Bolesny, ciężki okres okupacji, przerażający czas „wyzwolenia” przez czerwonoarmistów, trudny powojenny moment transformacji ustrojowej ale i segregowania ludzi ( nomen -omen coś przypominający ?) , wieczne wiązanie końca z końcem, walkę o utrzymanie jedności rodziny ( siostry babci też powychodziły różnie za mąż – to za zwolenników to za przeciwników nowego systemu).
 I - jak bohaterki- jestem urodzoną chorzowianką , serce mam ciągle w okolicach ul. Wolności – kiedyś centrum chorzowskiego wszechświata.

Zielony Byfyj pięknie spina nam losy rodziny Zaleskich – doprowadza historię Władka i Sophie do końca, historia zatacza koło. Rodzi się nowe pokolenie, nowe wyzwania . Pomimo ogromnych różnic, przeciwności losów , ród nadal trwa. I ten charakterystyczny , wymarzony sobie przez Zosię zielony byfyj, znowu staje się ważną częścią domu Zaleskich .Jak relikwia łącząca przeszłość z przyszłością, babcię Zosię z wnuczką Oliwią. A w nim i  butelka z biedą, małe, rodzinne tradycje. I dom pachnący niedzielnym kołoczem, szałotem od święta, jajkami w majonezie. Gdzie nadal uważa się, że „gość w dom, Bóg w dom” i każdego wita się najlepszą zastawą.

I choć los – tak jak dzisiaj- niektórych zmusza do emigracji, zakłóca rytm spotkań geburstagowych i świątecznych , uniemożliwia częste widywanie się i przekazywanie tradycji „wprost” , to siła leży w rodzinie. Nie ważne , ile kilometrów ich dzieli – zachowują z sobą kontakt i starają się ten niekiedy słabnący płomień podsycić

Piękna ta historia. Ciepła. Nie pozbawiona cierpienia i gorzkich rozważań ale jednak optymistyczna w swym wydźwięku. Nie wyobrażam sobie , by ktoś , czyje losy są podobne do moich, tej książki nie przeczytał i nie docenił.

Fajnie ,że wyd. Muza pozwoliło zachować bardzo śląski, niezrozumiały powszechnie tytuł. Sabina Waszut pięknie przemyciła wiele określeń gwarowych – nie zaciemniają one informacji dla osób spoza naszego regionu a czynią bardziej zrozumiałym trudny los Ślązaka przez wszystkie te lata.
Gorąco polecam. Nie zrozumiesz Śląska nie przeczytawszy tej powieści.

piątek, 16 lutego 2018


TROJE NA HUŚTAWCE- NATASZA SOCHA, wyd. Edipresse

Dwie kobiety i on- wspólna część zbioru. Tylko on nie jest mężczyzną wahającym się pomiędzy wyborem żony i kochanki . „On” to syn jednej i wychowanek drugiej… „One” – dwie najlepsze, najbliższe , najwierniejsze przyjaciółki od lat… Jak dwie matki wspólnie wychowujące syna, równie troskliwe, równie kochające , dbające i uważnie obserwujące każdy etap rozwoju. I Miłość , która nie wybiera a się przydarza, jednak dojrzała kobieta , 40+ ten wybór ma.

Jak to jest ,że nie zaskakuje nas pięćdziesięciolatek dumnie jak z orderem paradujący publicznie z dwudziestokilkuletnią kobietą u boku? Mężczyźni mu przyklaskują , puszczając do siebie oko. „Miał farta” , w tym wieku jeszcze „wyrwał” takie ciało. Tylko jakoś kobieta z dużo młodszym mężczyzną nawet jeśli tylko trzyma się za ręce publicznie, budzi dziwny niesmak…Zgorszenie i kobiet i mężczyzn. Od razu jest „starą babą” uwodzącą młodszych, „mamuśką”, pewnie go sponsoruje… Fala hejtu , która wylała się na żonę prezydenta Francji , piękną, zadbaną , uśmiechniętą, spełnioną kobietę jest wyraźnym barometrem naszej społecznej akceptacji tego typu związków. A przecież są ze sobą tyle lat… Oboje szczęśliwi , dumni , ramię przy ramieniu w każdej sytuacji.

Natasza Socha porusza kolejny raz temat tabu.
 Kobieta 40+, w najlepszym razie najłagodniej zwana „kuguarzycą”, wiąże się z dużo młodszym mężczyzną. W tym wieku kobieta zaczyna być społecznie „niewidzialną”. Nie postrzega się jej już w kategorii fajna babka a raczej – mamuśka, teściowa, powoli przechodzi w fazę „babcia”. Jeszcze wiele by chciała ale coraz mniej jej wypada. Ma określoną rolę i gdy tylko próbuje z tego gorsetu się wydostać -natychmiast ktoś uczynnie jej przypomni, że lata to już chyba nie te….

Ale to nie jedyny problem poruszony przez Nataszę .
 Przyjaźń dwóch kobiet, silniejsza niż więzy rodzinne , taka nietuzinkowa i na życie. Całe lata kobiety wspierały się, trwały przy sobie, przeżyły związki z kolejnymi mężczyznami, rozstania bardziej i mniej krwawe, zawirowania w pracy, zawirowania w życiu. Jedna bezdzietna ,od studenckich czasów pomagała drugiej w samotnym macierzyństwie. Ta przyjaźń nie miała prawa zostać tak wystawiona na próbę. Nie tak miało być, nie takich wyborów miały dokonywać.
Stało się.
Jak widzisz nie tylko temat nietuzinkowy ale i forma w jakiej Natasza Socha napisała tę książkę wykracza poza to, do czego jesteś przyzwyczajona.
Rodzaj pamiętnika ?zapisków Koralii ( czyż nie piękne imię?) układa nam mało chronologiczny a jednak spójny obraz wspólnej długiej drogi trójki bohaterów tej historii. W główną opowieść wplecione delikatnie inne  przepiękne opowieści o miłościach nieoczywistych i nieoczekiwanych, takich , które przytrafiają się w niecodziennych momentach . Mądre przemyślenia o odrobinie zdrowego egoizmu, który jeśli nie dojdzie niekiedy do głosu , zniszczy nam psychikę i osobowość, rozerwie od środka, eksploduje jak bomba.
 Książka przesiąknięta emocjami ale nie parzy jak rozgrzana patelnia, nie poparzy Ci paluszków ani nie przypali wyobraźni. Brak czułostkowości, lukru, rzygania tęczą. Raczej refleksje o stereotypach, lęku przed wykluczeniem i strachu przed ujawnieniem prawdy i wyborach i o tym, jak mimo woli rządzą naszym życiem. 

Każdy wiek dobry jest na Miłość ( czyż matka Koralii nie jest tego przykładem?) Kobieta dzięki miłości rozkwita, lśni, energetyzuje tym blaskiem wszystko i wszystkich dookoła. Miłość wzmacnia, daje powody do życia, koloruje nam świat. Wybory jakich musimy dokonać niekiedy narażają na śmieszność, odrzucenie, ocenę innych . Ale czy musimy się poddawać? Czy można wierzyć, że młody mężczyzna w takiej kobiecie może zakochać się miłością szczerą i bezinteresowną nie posądzany o „kompleks Edypa”?

I tak jak cała książka zostawia wiele miejsca na własne refleksje i wnioski – tak i zakończenie nie jest jednoznaczne.
 Ile z Koralii jest w każdej z nas? 
Jak zachowałabyś się gdybyś była jej koleżanką ?
 A co zrobiłabyś gdyby to o twojego syna chodziło?


Powiem tyle . Książka absolutny „must have” dla każdej kobiety. Pięknie napisana , bez zbędnych dłużyzn, bez babrania się w oceny i próby usprawiedliwień . Uwielbiam styl w jakim pisze. Z książki na książkę jest lepsza, zakończenia zaskakujące, niedopowiedzenia i pytania zostawiające w nas niedosyt, potrzebę kolejnej książki….więc dobrze, że jesteś Nataszo. Mamy czym paść naszą wyobraźnię i mamy na co czekać 😉

sobota, 27 stycznia 2018

 DWANAŚCIE NIEDOKOŃCZONYCH SNÓW - NATASZA SOCHA, wyd. Pascal

Świat Momo to czyste, podstawowe barwy, precyzyjny harmonogram, minimalizm w działaniach, oczekiwaniach, pragnieniach. Pudełkowe życie zaplanowane do bólu przewidywalnie. Biało czarna estetyka domu, lodówka zawierająca minimum wyłącznie „pożywnych” a niekoniecznie smacznych , energetyczno witaminowych produktów, szafki kuchenne o podstawowej ilości garnków, sztućców i talerzy. Wszystko estetyczne ale na granicy minimum potrzeb. I szafa wypełniona  ubraniami czarnymi z niewielką ilością białych elementów To samo dotyczy pościeli, tkanin w domu, wypełnienia przestrzeni dokoła.

 Momo w wieku 28 lat , po rozstaniu z mężem- a związek był bardziej z rozsądku niż emocji- wiedzie bezpieczne, poukładane do bólu życie. Tak jak nie bałagani przestrzeni w koło siebie ( nawet kawy nie pije, bo ekspres brudzi i wymaga czyszczenia), tak nie wprowadza w życie żadnych nieplanowanych elementów. Życie odmierza rytm przesuwanych wskazówek zegara, pomijając nawet kalendarz – bo pory roku są zbyt zmienne choć oczywiste. No może zima odrobinę przykuwa uwagę, bo śnieg białym puchem w ulubionym kolorze na chwilę przykrywa brudy ale i barwy ulicy …

Życie Momo nie zawsze przecież było tak czarno -białe.
 Dobrze pamięta swojego ojca, rajskiego ptaka, muzyka i artystę, z radością i bez lęku żyjącego z dnia na dzień tylko po to , by czerpać z niego radość i rozbawiać innych… Tylko pamięta też , ile bólu zagościło w domu , po jego nagłym i niewytłumaczalnym odejściu? Zniknięciu? Nigdy tego się nie dowiedziała. Ani ona ani jej mama.

A przecież Momo jest artystką. Jej wyobraźnia tworzy z odrzuconych , starych , zniszczonych przedmiotów magiczną biżuterię. Stara walizka czy wyrzucony wieszak jej magicznym dotykiem dostaje nowe życie stając się stolikiem, choinką, donicą.

Czy tak wrażliwa a żyjąca jakby w przytłumieniu kobieta może okiełznać swoją wyobraźnię? Czy jest coś, co może zburzyć jej pudełkowy, poukładany świat?

Od pewnego czasu Momo ma dziwne sny… Oniryczna wizja mężczyzny w zielonym swetrze, pozornie irracjonalne poszukiwania nie wiadomo czego .. Podróże ? przecież Momo unika ich jak ognia, boi się lotów, nie lubi komplikacji. Jednak powracające sny budzą potrzebę poszukiwania … no właśnie, czego?

I ta przesympatyczna starsza pani, Mila wypiekająca pieczywo i muffinki w najdziwniejszych smakach dzieciństwa, lata, niedosytu jakby. Momo codziennie odczuwa potrzebę wstąpienia na kawę ( a przecież do życia do tej pory potrzebna jej nie była) i smakowania nowych ciast, bułeczek, rogali . Równie mocno potrzebuje też tych krótkich  rozmów z niezwykłą piekareczką .

I Momo podświadomie wkracza na drogę zmian, jakby nieświadomie uruchamia ciąg kostek domina rozpoczęty niepokojem wywołanym dziwnym, niedokończonym snem. Mila …( pamiętacie biuro przesyłek niedoręczonych ? – jeśli nie to NATYCHMIAST DO NADROBIENIA!) swoją empatią i ciepłem przyciąga do siebie wycofaną Momo i próbuje tłumaczyć , co jej natura przez obrazy senne chce jej powiedzieć. I może czas już na uporządkowanie przeszłości? Relacji z ojcem? Odpowiedzi na pytania , czego naprawdę chce i czy do końca życia ma poruszać się jednie w obrębie – sklepu-galerii i swojego pudełkowego mieszkania? Czy zbieg wydarzeń zmuszający Momo do wpuszczenia w progi domu swojej barwnej i soczystej w barwach , języku i zachowaniach ciotki sprawi ,że łatwiej jej będzie wejść na drogę zmian ? Uwolnić impulsy? Emocje? Wpuścić w życie kogoś spoza rodziny?

Mówiłam wiele razy i powtarzać będę w nieskończoność ,że Natasza Socha to top of the top polskich pisarek . Niezwykły język, wyobraźnia, fabuła nieoczywista, zakończenie zawsze zaskakujące. Każda jej książka to perełka. Wydaje się to lekturą łatwą , lekką i przyjemną jednak to pozory tylko . Jej powieści zawierają zawsze drugie dno i głębsze przesłanie. Gdy zamykam ostatnią stronę czuję ciekawość i niedosyt. Czekam na kolejną książkę, wątek , coś nowego ale i dręczy mnie niepokój o losy znanych mi bohaterów. Już podświadomie czekam na następną świąteczną książkę z choćby epizodyczną ale jednak rolą mojej ulubionej Mili. Ciekawa jestem czy Kira z trylogii rozpoczętej Hormonią trafi na kogoś , kto okiełzna jej buntowniczą naturę. Żałuję, że nie powstanie kolejna część „ Awarii Małżeńskiej”. Maminsynka kocham i chciałabym przeczytać o „córeczce tatusia” również

Nataszę Sochę kocham. Polecam nawet tym, którzy tzw. Literatury kobieciej nie czytają i nie lubią.
Obiecuję ,że się nie zawiodą. To po prostu niemożliwe.
Nataszo PISZ!


czwartek, 25 stycznia 2018

Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi.....

 APTEKA MARZEŃ – Natasza Socha, wyd. Pascal


Książka leżakowała na mojej półce kilka miesięcy nie dlatego ,że nie miałam ochoty jej przeczytać . Ktoś bardzo mi bliski w tym czasie chorował i ja , przebywając ciągle w szpitalach, na oddziałach OIOM , stale ocierając się o śmierć i bojąc , by nie odebrała mi tego najważniejszego mężczyzny – uciekałam od zbliżonych tematów . 

Nowy Rok jednak postanowiłam przywitać dobrze i mocno – czas więc przyszedł na obie najnowsze powieści mojej ulubionej Nataszy.

Dwie rodziny, dwie dziewczynki , różne sytuacje losowe, życiowe. Dzieli je 10 lat i wydaje się ,że nastolatka nigdy nie porozumie się z małym dzieckiem. Połączyła je choroba. Życie nie grało fair , ślepy los obie postawił przed chorobą do dziś dla wielu oznaczającą wyrok- rak. Balansując przez kilka lat na granicy życia i śmierci , szybko dojrzewają i dorośleją.
Jak dzieci radzą sobie ze świadomością umierania? Kiedy umiera nadzieja? Jakie mają marzenia najmniejsi pacjenci oddziałów onkologicznych? Czy z dziećmi powinno rozmawiać się o odchodzeniu?

Boimy się. Nie mówimy o śmierci, nie chcemy nawet myśleć, że wkradnie się w nasze uporządkowane życie. Ale ona siedzi nam na ramieniu i gdy zbyt butnie podchodzimy do życia – wystawia nas na próbę, uczy pokory, szacunku.

Onkomamy nie zawsze mają pomoc w rodzinie, niektóre walczą zupełnie samotnie starając się nie zapomnieć o pozostałej rodzinie , dzieciach czekających poza szpitalem. Ale rak to choroba całej rodziny – wszyscy muszą się podporządkować . Rytm życia nie wyznacza już cykl wakacje- święta- urodziny a interwały pomiędzy chemiami, operacjami, wlewami… Szpitale i polska rzeczywistość. Szpitalne ciocie i wujkowie. Uśmiech przez łzy i łzy pomimo śmiechu.
I największa bezinteresowność w najtrudniejszych momentach. Szpitale i lotniska widziały więcej szczerych modlitw i gorących łez niż każda jedna świątynia…

Ola i Karolina. Od początku wiemy ,że któraś nie przeżyje. Między dziewczynkami rodzi się specyficzna wieź. Ponad chorobą, ponad barierą wieku. Jedna  daje pomysł czemuś co druga postanawia wcielić w życie. Każda ma swoje małe demony do poskromienia.

Nic więcej nie napiszę prócz tego ,że to niezwykle piękna książka. O tym, że nie wszystko umiera wraz z ciałem. Że na to , by być w drużynie dawców szpiku stać każdego z nas. Żyj z całych sił i bierz pod uwagę ,że jutra może nie być, czas to pojęcie względne i nic z tego świata ze sobą nie zabierzesz prócz Miłości , którą wzbudzisz w innych i sam otrzymasz…

środa, 24 stycznia 2018

MOON JOURNAL wyd. ZNAK


Budzisz się z telefonem przy uchu, włączasz facebooka gdzie „przyjaciele” zostawiają ci wiadomości , łańcuszki czy inne mniej lub bardziej przydatne informacje o tym ,że DODA traci wzrok? A pani X rozstała się z panem Y. Sprawdzasz pocztę, bez tv i radia nie wiesz, co na świecie się dzieje. Zamiast biegać po lesie – bieżnia na siłowni wyznacza ci tempo, ćwiczysz z endomondo, dietę ustalasz z wirtualnym trenerem, tysiąc wszelkich aplikacji steruje Twoim życiem.  Nawet nie wyjrzysz przez okno sprawdzić jaka dziś pogoda, bo bardziej ufasz meteo w masmediach czy necie…

Twoja babka wiedziała ,że by mieć piękne włosy , powinnaś iść do fryzjera w pełnię księżyca- podcięcie końcówek wtedy je wzmocni.
 Ślub czy ważną imprezę planowała też na dzień pełni – bo wtedy nigdy nie pada deszcz.
Jeśli księżyca ubywa – to i warto zacząć dietę czy sposoby oczyszczania skóry , ciała a nawet myśli. Gdy księżyca przybywa – zbiera się woda w organizmie i twoja waga niebezpiecznie może ruszyć w górę.
Problem bezsenności nasila się w pełnię , ludzie z zaburzeniami psychicznymi niebezpiecznie się ożywiają...
Nasze babcie wiedziały  jakie dni przeznaczyć na pranie a jakie na zbieranie i suszenie ziół, robienie przetworów, porządki domowe. Rolnicy wg faz księżyca siali i zbierali płody rolne, przycinali drzewa, zasilali warzywa.

Tak jak księżyc wpływa na wody ( przecież steruje przypływami i odpływami morza) tak i wpływa na człowieka. Wystarczy zsynchronizować nasze życie z cyklem księżycowym a stanie się ono harmonijne i spokojniejsze.

Nie ukrywam ,że ten pięknie wydany dziennik/kalendarz księżycowy zachwycił mnie i nietuzinkową edycją (!) i zawartością. Intrygująco przyciągał mnie od pierwszych chwil. Starannie wydany, estetyczny, przepiękny. Okładka w półmroku symuluje lśnienie jakby gwiazd i widoczne wszystkie cztery fazy księżyca.

Moon Journal to rodzaj kalendarza jednak nie takiego , w którym ważne są dni tygodnia i daty ale który pomoże każdemu zsynchronizować i zharmonizować  życie z naturalnym cyklem natury. Nie musisz zacząć prowadzić tego dziennika od dnia 1 stycznia . Nie o to chodzi.  W każdym roku posługując się kalendarzem księżycowym oraz zaglądając w ten dziennik jesteś w stanie określić czy to np. dobry okres na zmianę pracy, diety czy poproszenie szefa o podwyżkę. Kiedy księżyc jest w znaku raka może powinieneś przemyśleć swoje relacje rodzinne?

Ten dziennik to rodzaj narzędzia, dzięki któremu poznasz lepiej siebie, wyznaczysz sobie nowe cele , osiągniesz pełnię życia.

Poczuj łączność z tym, co nasza cywilizacja przemocy i śmierci tak silnie zaburzyła. Pomyśl , czy nie czujesz dyskomfortu , braku równowagi , zaburzeń i dysproporcji w różnych dziedzinach życia. Może właśnie taki dziennik pomoże Tobie lub komuś bliskiemu trochę sobie pomóc?

Mnie się podoba. Zamierzam przez rok przyjrzeć się swojemu życiu i wesprzeć w tych próbach naprawy siebie harmonijnym cyklem przyrody.