czwartek, 14 marca 2019


SERCE ŚWIADOMOŚCI – Eben Alexander, Karen Newell. Wyd. Znak

Pewnie wielu z was czytało książkę „DOWÓD” tego samego autora. Jeśli nie czytaliście to na pewno o niej słyszeliście, gdyż autor ruszył w trasę promocyjną po Europie i był również w Polsce. 
Historia znakomitego , szanowanego neurochirurga , bardzo racjonalnie podchodzącego do spraw życia i śmierci  obiegła cały świat. Człowiek , który na skutek bakteryjnego zapalenia opon mózgowych zapadł w wielodniową śpiączkę i miał bliskie zeru szanse na w ogóle życie a co dopiero na powrót do samodzielności , głośnym echem odbiła się w środowisku również medycznym.

Eben Alexander nie tylko wyszedł z śmiertelnej choroby , nie tylko wrócił do normalnego życia ale i do swojego jakże trudnego i precyzyjnego zawodu! Fakt ten jednak przewrócił jego całe bycie , światopogląd i podejście do medycyny o 180 stopni. Od tego czasu stał się wnikliwym badaczem również i tej drugiej, nieuchwytnej dla medycyny strony.

W „Dowodzie” opisuje swoje przeżycia po „drugiej stronie” oraz swój powrót do świata. W „Sercu Świadomości” metodami naukowymi, konsultacjami z lekarzami i specjalistami różnych dziedzin nauki bada powiązanie umysłu z rozumem, nauki i duchowości - wnikliwie analizując przeżycia ludzi , którzy wrócili do żywych po przeżyciu śmierci klinicznej , porównując to z umysłami ludzi głęboko medytujących, dotykających zjawisk proroczych, de javu czy podróży astralnych. 
I jako sceptyk , racjonalista  odważa się postawić cały swój autorytet wykładowcy Harvardu i prestiż uznanego lekarza pod ocenę swoich kolegów po fachu by dowieść, że to co przeżył , nie jest tylko łatwo wytłumaczalnym medycznym przypadkiem . Eben jest pewien ,że był na drugiej stronie , doświadczył niezwykłej podróży i ta pewność zmieniła jego życie. Wraz ze swoją partnerką zbierają i badają świadectwa ludzi , którzy dotknęli niewytłumaczalnego.

Szesnaście rozdziałów książki prowadzi nas przez wszelkie dziedziny „twardej” wiedzy – fizykę kwantową, neurochirurgię, astronomię, medycynę  do jednego wniosku – nie jesteśmy tylko tu i teraz, nie jesteśmy wyłącznie ciałem i krwią uwięzioną w ciele fizycznym. I stanowimy coś więcej niż myśli i osobowość, wykraczamy daleko poza wyznaczane nam role społeczne nauczyciela czy księgowego , matki czy ojca. Jesteśmy istotami duchowymi żyjącymi w duchowym wszechświecie i ta perspektywa postrzegania wszechświata wpływa w sposób decydujący na nastawienie nasze do codziennego życia i do spraw umierania. I nie stanowimy osobnych bytów walczących o dominację a stanowimy jeden wielki połączony ze sobą nawzajem nadrzędny byt , nadający sens naszemu istnieniu. Nasza świadomość trwa dłużej niż ciało , uczymy się wszystkiego i uczymy też innych.

Lektura może nie najprostsza ale wciągająca, mocna. Myślę ,że świetna na okres taki jak mamy teraz – gdy przed świętami lubimy spojrzeć na siebie i życie z dystansu i szukamy odpowiedzi , dokąd zmierzamy i czy tylko żyjemy jeden jedyny raz. Osobiście polecam. Warto

piątek, 1 marca 2019

 FERMA BLOND- PIOTR ADAMCZYK, wyd.Wydawnictwo AGORA


Po śmierci dziadka bohater , choć wcześniej przez niego wydziedziczony , ma prawo uszczknąć okruch, tego co pozostawił w spadku swoim spadkobiercom. Kontaktuje się więc ze swoją niemiecką rodziną i wspólnie próbują ową schedę podzielić. Ale by dzielić, najpierw trzeba ją oszacować.Tyle ,że spadek stanowią pamiątki wojenne oraz obrazy , których pochodzenie i wartość stanowi zagadkę. 
I tak ruszamy wraz z bohaterem w zawikłane czasy bezpośrednio przed wybuchem II Wojny Światowej oraz w czasie jej trwania. I nic nie jest już czarno-białe, jednowymiarowe czy oczywiste.

Charlotte, śliczna, apetyczna  nastolatka , córka znanego berlińskiego antykwariusza, pomaga ojcu w prowadzeniu biznesu. Czasy są trudne, nazizm narzuca swoje standardy i wartości zarówno w życiu jak i w sztuce a stary antykwariusz wie, że choć sztuka nowoczesna przez Hitlera ceniona nie jest, to jednak wartość swą ma i można na niej nieźle zarobić. Stąd pod oficjalnym szyldem antykwariatu ukryta jest i inna działalność handlowa- obrót działami sztuki oficjalnie zakazanymi .

 Antykwariusz ma spore kontakty i jego sklep odwiedzają goście różni. Młoda Charlotte zakochuje się w malarzu bliskim samemu Hitlerowi , Adolfie Zieglerze, który to pacykarz prócz tego ,że jest bawidamkiem, flirciarzem i niebezpiecznym uwodzicielem, ma znaczący wpływ na kształt polityki kulturowej całego kraju.  Dziewczyna jest soczysta i niewinna a  malarzyna specjalizuje się w kobiecych aktach więc  problemy są tylko oczywistą konsekwencją biegu tej historii.

 Losy tej toksycznej, wyuzdanej relacji  są tylko pretekstem by autor wprowadził nas w dużo głębszy temat .

Lebensborn – o którym tak niewiele się po wojnie mówiło i mówi nadal, polityka „czystości rasy” , selekcji naturalnej mającej na celu uzyskanie idealnego , nordyckiego pokolenia, specjalne domy i miejsca, gdzie dochodziło wręcz do „produkcji” jak na fermie dzieci o aryjskich cechach , porywanie , odbieranie dzieci i zniemczanie ich przed wysyłką do Rzeszy, to samo w temacie wywożenia młodych kobiet z terenów podbitych. Wszystko uświęcone ideą nadrzędności potrzeb kraju nad uczuciami i potrzebami człowieka. Matka jest święta , bo rodzi dzieci, których ma być jak najwięcej. Męża nie ma ? cóż inni mężczyźni o pożądanych cechach też muszą być w gotowości a mąż jeśli i jak wróci - powinien cieszyć się z tego ,że żona tak skrzętnie wypełniała obowiązki kobiety w Rzeszy. 
No i specjalne domy "publiczne" zorganizowane na potrzeby wysokich oficerów i polityków , gdzie najbardziej zręczne młode dziewczyny miały wyciągać informacje potrzebne dla podsłuchujących. 
Ale i chore eksperymenty na ludziach w obozach nazistowskich na terenie Polski , dziwne miejsca, "obozy" dla młodzieży pod Łodzią i wiele innych , prawdziwych , nie ruszanych przez dziesiątki lat historii...

Ale przecież pisze to mistrz Piotr Adamczyk! Nie da się bez delikatności i czułości, bez uczuć i miłości, bez słów jak płatki róż choć czasy nie sprzyjają romantyzmowi! 

I tu się też nie zawiedziesz. Mimo , iż historie opisywane poetyckie i proste nie są, udaje się autorowi i tutaj znaleźć możliwość rozwinięcia swojej poetyckiej natury i połechtania naszej wrażliwości i potrzeby eteryczno erotycznego słowa wpływającego przez kobiecy narząd miłosny – uszy -wprost na nasze serce . I jakże tu się nie zachwycać?! Nikt w sposób tak nienachalny , delikatny nie potrafi przekazywać trudnych spraw. Poznaliśmy to w "Domu Tęsknot" , mamy to i w "Fermie blond"

Dostajemy  więc kawał rzetelnej , prawdziwej historii z czasów III Rzeszy, mamy niezły wątek kryminalny,w gratisie  doskonały trójkąt miłosny , kawał świetnej obyczajówki z życia codziennego w czasach wojennych oraz piękne, poetyckie uniesienia autora związane z jego powojennymi poszukiwaniami źródeł schedy po dziadku i znajomością z pewną pociągającą panią historykiem sztuki .

Książka solidna, ponad 500 stron ale oderwać się nie mogłam- jak zawsze. Nie zawiodłam się , dostałam dokładnie to , czego oczekiwałam.

No i ten balsam na moją duszę i estetykę... jak ON ( autor) PISZE O MIŁOŚCI!
Od samego czytania oczy robią się wilgotne a dziwne ciepło ogarnia ciało.
 Oj, Panie Piotrze, kolejną noc jest mi Pan winien! 

sobota, 23 lutego 2019


GRA W KOLORY – Marzena Rogalska  wyd. ZNAK
 

Agatę , bohaterkę „Gry w kolory” znamy już z „Wyprzedaży snów” – powieści , która spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem wszystkich czytelników – w tym i moim. W poprzednim tomie spotkaliśmy Agatę po przylocie z Nowego Yorku , gdzie wprawdzie świetnie rozwijała się jej zawodowa kariera ale małżeństwo z toksycznym narcyzem , bardzo wpływowym i zaborczym , skutecznie odebrało jej chęć do życia. Wróciła więc do Krakowa , gdzie grupa wypróbowanych w niejednym boju przyjaciół pomogła odzyskać jej wiarę w siebie, w innych ludzi i w swoje możliwości. I gdy wydawało się ,że już wszystko idzie we właściwym kierunku - wszak i perspektywy zawodowe zobaczyła w jasnych barwach oraz   dotarło do niej że jej największy przyjaciel jest  Miłością Jej Życia - los ponownie dokonał volty.

Z poobijanymi lecz nie złamanymi skrzydłami , Agata dochodzi do siebie pod czujnym okiem przyjaciół. Ze stratą tego jednego serca, jakby zamiera jej cały świat. I choć firma , którą tworzy z oddanymi ludźmi , ma świetlane perspektywy , życie przestaje ją cieszyć.

Żeby dojść do równowagi musi zmierzyć się z własną przeszłością i to nie tylko tym , co stało się w Stanach ale jeszcze z głębszym obszarem- wrócić do domu rodzinnego , do miejsc, w których jako dziecko była „przechowywana” bardziej niż wychowywana, stanąć oko w oko z prawdą o swojej rodzinie , sobie i zmierzyć się  z własnymi lękami. Zadanie  karkołomne , gdyż życie Agaty biegło dość niestandardowym szlakiem. Nigdy wcześniej nie zadawała sobie pytań dlaczego ojciec znikał , dlaczego matka miała do niej jakby wrogi stosunek, dlaczego była przerzucana od babci do babci, cioci i jeszcze innych osób. Skąd ten nacisk na jej dość nietypową edukację i z jakiego źródła pochodziły pieniądze na jej brytyjskie szkoły.

Agata krok po kroku mierzy się z prawdą o swojej przeszłości , przechodząc przez wszystkie fazy dojrzewania a raczej dojrzałości kobiety dokonującej już świadomych , precyzyjnych wyborów, rozumiejącej wypartą niegdyś przeszłość.

Może to ,co napisałam brzmi dość banalnie ,ale uwierz banalnym nie jest. Owszem grupa przyjaciół bohaterki to ludzie o nietuzinkowych zawodach i możliwościach , trochę za pozytywnie , wręcz niewiarygodnie układających się wydarzeniach z ich życia w świecie, w którym problemy same się rozwiązują . Ale to tylko jedna ze stron książki- może nie do końca jest to wada. Wszyscy pragniemy mieć takich zaufanych i wspierających przyjaciół i choć w książce możemy o nich poczytać.

Innym wątkiem  jest samo dojrzewanie Agaty do spojrzenia w swoją przeszłość .Wszak bez jej zrozumienia , nie miałaby szans na stanięcie na silnych nogach ponownie w życiu. Zmaganie się z tajemnicami rodzinnymi to jedno – stanięcie oko w oko z manipulującym i toksycznym mężem to drugie. Nie muszę Ci chyba mówić, że oba egzaminy Agata zdaje koncertowo... choć w tym kontekście to słowo nie jest najlepsze 😉

Kolejny raz zachwyciłam się Marzeną Rogalską zupełnie inną niż tą panią z okienka TVP. Tam – szczebiotliwa, uśmiechnięta , optymistyczna , bardzo otwarta na rozmówcę – tu pokazuje nam inną twarz . Kobieta o niezwykle szerokich i głębokich horyzontach, oczytana, z dużą wiedzą na temat muzyki i to tej z wyższej półki, mocna w socjologii, w historii , zna się na prawach biznesu i PR. Tak ciepłą , empatyczną i życzliwą przyjaciółkę każdy z nas chciałby mieć, spotkania na kawie byłyby jak terapia u psychologa czy psychoterapeuty. Mamy więc namiastkę – książki, które pisząc dają nam po kawałku jej zrozumienie i wrażenie zaprzyjaźnienia.
Nie mogę się doczekać , gdy koleżanka odda mi trzecią część przygód Agaty. Jeśli tym razem jej się powiedzie  - jest nadzieja i czytelniczek na zakręcie, nieprawdaż?  😉

Pozdrawiam Panią Marzenę. Fanem jestem 😉 I będę .

niedziela, 17 lutego 2019

 POWIEM CI COŚ – Piotr Adamczyk  wyd. Dobra Literatura


Dziennikarz telewizji funeralnej i równocześnie pisarz , samotny mężczyzna w średnim wieku wynajmuje pokój w swoim mieszkaniu młodej , ekscentrycznej studentce malarstwa. Dziewczyna o pięknym i działającym na wyobraźnię imieniu Tulinka (jest zza wschodniej granicy) , tworzy niezwykłe obrazy w których zachowane jest DNA osoby zamawiającej bądź ważnej dla osoby zamawiającej. Rynek zbytu na tego typu sztukę poza granicami kraju jest ogromny , więc dziewczyna całkiem nieźle sobie radzi finansowo.  Między dojrzałym pisarzem a młodziutką artystką rodzi się ognisty , silny romans. On zaczyna pisać kryminał ? thriller ? i opisywane wypadki dziwnie zbieżne są z dramatycznymi ,wręcz  szokującymi wydarzeniami rozgrywającymi się w tajemniczej willi na przeciwko....

Lecz to tylko jeden z trzech wątków , splecionych w powieści jak warkocz kobiety....gdyż nie jest to tylko powieść.

Autor , Piotr Adamczyk ( aż ciśnie się na usta dopowiedzenie NIE TEN ADAMCZYK , KTÓRY GRAŁ PAPIEŻA) jest nie tylko znanym dziennikarzem, ale i filozofem i poetą. I to zasadniczo jest główny powód dla którego tak jestem uzależniona od wszystkiego co Piotr Adamczyk napisze.
 W zasadzie nie powinnam pisać recenzji jego książek, bo nie o fabułę tu chodzi. Powinnam ten post nafaszerować poruszającymi duszę i wyobraźnię cytatami dotyczącymi relacji damsko – męskich , głębi uczuć ale i pięknego erotyzmu , bez wulgarności i dosadności, z dużym dystansem a jednak ogniem .

 Nikt tak jak Pan Piotr nie dotknął mojego serca i mojej estetyki w tej materii. 
I choć opisuje często związki ulotne bądź bardzo trudne, to sposób w jaki o nich pisze, porusza każdy atom mojego ciała i duszy. Wydarzenia  są tylko kanwą do rozważań na temat złożoności ludzkiej psyche , binarnej natury ,w której najwznioślejsze uczucia łączą się często z behawioralnymi i mrocznymi potrzebami , głęboko skrywanymi w odmętach ludzkiej osobowości.

Przyznam się do czegoś. Książki tego autora to jedyne, w których na marginesach robię notatki i podkreślam fragmenty. I to nie kilka na książkę ale prawie na każdej stronie  znajduję jakąś perełkę.
 Tyle poezji w prozie nie znajdziesz u innego autora. Budzi wyobraźnię, rozpala marzenia, niestety gra na uczuciach tęsknoty i pamięci. I to niekiedy boli. 

Każda osoba czytająca znajdzie w punkt opisane i swoje stany emocjonalne. Nie sądzę by można przejść obok tych słów bez poruszenia. 
Tę akurat książkę dostałam w najszczęśliwszym czasie mojego życia a przeczytałam pewnie w najgorszym. To nie pomaga ale nie żałuję. Wstrząsnęła mną dogłębnie , jeszcze w niej jestem rozedrgana i wzruszona. Tak proste i tak mocne osadzenie uczuć, absolutnie wzór niedościgniony.

Czy można piękniej napisać o miłości?

„...całą nadzieję pokładam w matematyce. Takiej najprostszej. Chciałbym po prostu wiedzieć, w jaki sposób mogę siebie dodać do Ciebie...”

Czy znacie bardziej erotyczną frazę od :

„...śniła mi się piękna poezja, a konkretnie kobieta, której lewe udo byłło jednym wieszem, prawe udo było drugim wierszem , a ja leżałem twarzą pośrodku i czytałem między wierszami...”
„...Pomyśl o mnie , moich dłoniach , które wędrują po Tobie. Poczułaś je? Tam właśnie jestem...”

Piotr Adamczyk ma jeszcze jedną , niedoścignioną umiejętność – potrafi w kilku słowach , w sposób absolutnie mistrzowski podsumować  nasze cechy i ułomności jednocześnie nikogo   nie urażając,  autoironicznie spuentować całą złożoność naszych zachowań.
Mała próbka:
„...mam wrażenie ,że jak Chrystus zamieniał wodę w wino , to w Polsce zapomniał potem ten wybryk odwrócić..”

Reasumując: książki Pana Piotra to moje ulubione pozycje, mają szczególne miejsce na półkach, nie pożyczam innym raczej, niestety po nich piszę  ołówkiem ale to takie , do  których  też i wracam najczęściej. I jeśli masz ochotę przeżyć coś niezwykłego , to przeczytaj.

Jeśli masz partnera/ partnerkę - gwarantuję ,że uśmiechniesz się czule i wtulisz w bezpieczne ramiona . Jeśli nie masz- książka uruchomi potrzebę ciepła i bliskości , gdyż życie ma sens jedynie , gdy wypełnia je Miłość, nieprawdaż ? 

środa, 13 lutego 2019

 ARYSTOKRATKA I FALA PRZESTĘPSTW NA ZAMKU KOSTKA – Evzen Bocek, wyd. Stara Szkoła

Ostatni weekend spędziłam w stolicy Moraw, Brnie – więc nie mogłam nie zabrać ze sobą czegoś, co związek z Morawami ma 😉 tym bardziej ,że weekend piękny, słoneczny i ciepły jak na luty.

Siedząc sobie i kiwając nóżkami na murach obronnych starego Brna , wzbudzałam ogólną sensację spacerujących ciągłymi prychaniami i chichotami . A to właśnie spowodowała kolejna część mojej ulubionej czeskiej serii o spadkobiercach morawskiego zamku Kostka , którzy za wszelką cenę próbują już nawet nie przywrócić blask swojej posiadłości ale najnormalniej przetrwać i przeżyć w jakiejkolwiek kondycji i zdrowiu psychicznym a uwierzcie mi – łatwe to nie jest.

Czwarta część tej historii dzieje się w momencie przełomowym – otóż właśnie w wypadku komunikacyjnym ginie słynna , piękna i wzbudzająca emocje księżna brytyjska , słynna Lady Di , i to wstrząsa opinią publiczną zwykłych ludzi ale i doprowadza do ciężkiej depresji wszystkich snobów, oglądaczy soap -oper typu Carringtonowie, sułtanki jakieś tam i mód na ekscesy , sukcesy itp.

 Jak się domyślacie ten wstrząs nie jest  bez wpływu na i tak już zszargane nerwy sukcesorów zamku Kostka . Kolejna dziedziczka  , niespełna dwudziestoletnia Maria ( wszak według legendy przed nią jeszcze niewiele więcej niż rok życia ) wprowadza nas swymi listami do narzeczonego w kolejne krew mrożące wydarzenia zwiastujące  chmury nadciągające nad niespokojny zamek.
Do znanych już nam postaci egzaltowanej mamy, neurastenicznego ojca, jedynej o w miarę zdrowych zmysłach Marii vel Mary , mojego ulubionego Józefa , Deniski z ADHD i nieokiełznanej wyobraźni , pani Cichej i oczywiście dwóch psów – dołączają postaci nowe acz równie barwne, tym samym wpuszczając nową , świeżą energię w coraz bardziej zagmatwaną rzeczywistość zamkową. 

 Zupełnie niezależnie od siebie dwie grupy „przestępcze” mają zlecenia w tym samym czasie na dokonanie kradzieży zupełnie innych „przedmiotów” . I jak to u Evzena bywa, przestępcy trochę jakby z grupy Gangu Olsena wzajemnie sobie wchodzą w drogę a jeśli dołożymy do tego PRZYPADEK no to intryga na miarę nagród Darwina gotowa.

Cóż dodać? Autoironia, sarkazm i specyficzny , najlepszy czeski humor dawno nie widziany w powieściach sprawi ,że nudzić się nie będziesz. Mnie zachwyca bardzo i cieszy też świadomość, że Czesi właśnie zdecydowali się na nakręcenie serialu na podstawie tych książek. 

niedziela, 10 lutego 2019


NASZE WŁASNE PIEKŁO- NATALIA NOWAK-LEWANDOWSKA, wyd. Pascal


    Samotna ,trzydziestoletnia Nina, uzależniona od relacji z toksyczną matką, prowadzi bardzo przewidywalne życie. Pobudka, telefon do mamy , próba w filharmonii, powrót , obiad u mamy, koncert , powrót i znów to samo.
 Nie chodzi z przyjaciółkami na przysłowiową „kawę”, życie towarzyskie zmarginalizowane do absolutnego minimum, w ciasnej kawalerce oddaje się swojej pasji – muzyce. Skrzypce wypełniają jej całe życie, i choć to jej autentyczna pasja , bardziej realizuje plany swojej matki niż własne.
 Pewnego dnia , w obawie przed spóźnieniem  na próbę generalną, zamawia taksówkę i to uruchamia cały cykl kolejnych wydarzeń. Za kierownicą wspomnianej taksówki siedzi przystojny „niegrzeczny chłopiec” o imieniu Artur , dla którego praca taksówkarza jest tylko przykrywką dla prawdziwego źródła dochodu

Przypadek sprawia ,że Artur i Nina spotkać się muszą kolejny raz a później już wszytko wymyka się im spod kontroli.

Oczywiście by całej historii nadać smaczku ,jest też trzeci mężczyzna – grzeczny , ułożony i poprawny do bólu Wojtek , dyrygent orkiestry w której gra Nina, skrycie podkochujący się w niej ( za zgodą i błogosławieństwem jej matki – o czym ona oczywiście nie wie) i ten dla odmiany „grzeczny chłopiec” węsząc zagrożenie dla obiektu swych uczuć, wtrąca się w całą historię. Czyli szara myszka , nie zdająca sobie sprawy ukrytych atrybutów ( oszałamiająca figura, ukryty seksapil i hipnotyzujące oczy + niewinność ) staje się obiektem rywalizacji dwóch ogierów – czarnego i białego , dobra i zła, ryzyka i bezpieczeństwa a wynik do końca nieznany.

I więcej ci nie powiem.

Obyczajówka i romans , z delikatnym wątkiem erotycznym , oparty o schemat szarej myszki którą nagle odkrywa dwóch atrakcyjnych  , choć zupełnie inaczej , mężczyzn, podejmujących walkę o nią i o wielkie uczucie.
Czyta się niezwykle szybko , w zasadzie lektura na jeden wieczór choć stron około 300. Jeśli potrzebujesz czegoś zupełnie lekkiego i nie absorbującego na wieczór – to może być lektura dla Ciebie.

środa, 6 lutego 2019


(NIE)MIŁOŚĆ- NATASZA SOCHA, wyd. Edipresse


Książkę zamknęłam równo o 3.00 nad ranem. I tak tkwię w ogłuszeniu oniemiała z podziwu, jak tak precyzyjnie i prosto można opisać całą paletę emocji pomiędzy motylami zakochania a atrofią związku tuż przed odejściem. I w lepszym momencie przeczytać tego nie mogłam, niż teraz, gdy łapiąc oddech jak ryba wyrzucona na brzeg, walcząc o siebie , segreguję wszystkie lśnienia i uderzenia , szczelnie plombując je w słoiczkach przeszłości, zasypując w ziemi niczyjej, by za moment odwrócić się i zapomnieć.

Gdy relacje między ludźmi stają się czarno-białe to znak ,że związek chyli się ku rozpadowi. Wszak do życia potrzeba nam wszystkich barw i tonów, nadmiar bieli oślepia a wraz z czernią wkrada się smutek i poczucie straty. Opuszczający się ludzie mimo woli podsłuchują się, szpiegują drobne gesty, pieczołowicie odnotowują zmiany w partnerze i odpalają własną wersję wydarzeń utkaną ze swoich lęków i przewinień, zatrutych myśli i chorych emocji, uruchamiają w wyobraźni coś, co choć nie istnieje , zaczyna żyć własnym życiem i nosić znamiona prawdy ubraną w fałszywą osobowość i fejkowe życie.

Cecylia i Wiktor, małżeństwo z czternastoletnim stażem ma wszytko to , co do dobrego i dostatniego życia jest potrzebne. Interesującą pracę : ona jest ornitologiem z pasją , on pracownikiem naukowym właśnie piszącym swoją habilitację,  piękne mieszkanie, zdolną i rezolutną trzynastoletnią córkę, dochód pasywny pozwalający na korzystanie z życia w takim zakresie , w jakim każdy by z nas chciał.  Małżeństwo ma swoje pasje , wiele zrozumienia dla partnera ale i wspólne rytuały , drobiazgi , które sprawiają ,że są sobie bliscy a ludzie z zewnątrz nie mają do nich dostępu. Jednak coś między nimi umarło, pomimo wzajemnego szacunku i wspierania się , powoli idą w czarno białą paletę barw a to zmierza wyłącznie w kierunku drzwi adwokata a za nimi już tylko brama z napisem „rozwód”. I choć żadne tego nie przewidywało , choć jeszcze się starają, to powolne wspólne małe magie poranków i dni – jak choćby picie razem porannej kawy – zamierają i żadne już tego nie wskrzesza...

Oboje bijąc się z myślami , które pierwsze powie drugiemu że dalej już osobno, przedłużają agonię wzajemnego bycia. Ona szukając na Tinderze  potwierdzenia swojej kobiecości , on przeglądając się w oczach młodziutkiej doktorantki odbudowuje obraz mężczyzny , którym znów chciałby być.  I już są o krok od tej komunikacji drugiemu o odejściu ,  gdy wypadek komunikacyjny sprawia ,że Cecylia na wiele miesięcy skazana zostaje na wózek inwalidzki więc lęk przed bezradnością z jej strony a poczucie odpowiedzialności za nią z jego , zatrzymuje ich w decyzjach ostatecznych .

Uff. I cała powieść to właśnie dogłębna analiza tego , co pomiędzy.

Natasza Socha precyzyjnie krok po kroku , z niezwykłą drobiazgowością opisuje ewolucję tych trudnych relacji pomiędzy Miłością a Niemiłością w drodze ku rozwiązaniu impasu. Cały wachlarz barw i dźwięków targających ich wspólnym ale i już osobnym też życiem niezwykle trafnie obrazują opisy zachowań z życia ptaków . Dla nas idylliczne ćwierkania i tańce godowe  wszach rozpoczynające się w okolicy nadchodzących niebawem walentynek , wicie gniazda i walki o partnerkę mają wydźwięk radosnego wybuchu wiosny a w świecie ornitologicznym niekiedy ma zupełnie przeciwny wydźwięk.  

Co ci mam powiedzieć jeszcze ? Do mojego życia delikatnych emocji też ktoś wpuścił małpę z brzytwą atakującą na oślep  każdą sferę , która przyciągnie ją barwą czy kształtem. Nie mogę więc bez emocji pisać o tej książce. Czytając czułam ,że Natasza dokonuje wiwisekcji na żywym i to MOIM organizmie , gmerając ostrym nożem po moich żebrach bez znieczulenia . Ale wdzięczna jestem . Mocna to rzecz , wstrząsająca .

I jak to  od jakiegoś czasu u tej autorki bywa – zakończenie jest zupełnie nieoczywiste. Nawet czekam już na te finały , bo każdorazowo bądź w niedopowiedzeniach bądź w nagłym zwrocie Natasza sprawia ,że poza wielkim WOW nie umiem wydusić głosu z gardła.

I jeszcze trochę potrwa , zanim te swoje emocje wobec tej książki uporządkuję.
Bo na razie cięzko. Nieobecność, niezrozumienie . NIEMIŁOŚĆ.