sobota, 2 czerwca 2018


SPRZEDAWCA MARZEŃ- RICHARD PAUL EVANS , wyd. ZNAK , LITERA NOVA

Oj, bolało.

Ta książka mnie zabolała, dotknęła spraw, o które się otarłam , przeżyłam i moje mieszane odczucia utwierdziły mnie w przekonaniu ,że najważniejsze to wierzyć własnemu instynktowi.

Ale do rzeczy.

Pisarz już dobrze mi znany , Richard Paul Evans robiąc research do nowej książki , jedzie sobie wzdłuż słynnej amerykańskiej 
trasy Route 66 i spotyka intrygującego mężczyznę. Rozmowa jest na tyle ciekawa ,że zatrzymują się w zajeździe i pisarz próbuje namówić tajemniczego nieznajomego na opowiedzenie mu historii swojego życia, gdyż ma podejrzenia graniczące z pewnością, że człowiek ów jest materiałem na niezwykłą książkę. Po głębszym zastanowieniu się , tajemniczy nieznajomy wymusza na autorze zapewnienie ,że książka pisana będzie w pierwszej osobie -jakby to on sam ją opowiadał, że autor niczego nie zmieni i nigdy nie poda jego prawdziwych danych .
Tak powstała jedna najbardziej intrygujących książek jakie ostatnio czytałam. A historia w dużej mierze jest prawdziwa.

Pozornie  schemat dość typowy – amerykański sen , od pucybuta do milionera czyli  wielki sukces , świat u stóp i nagle los naciska guzik „reset” , masz szansę zmienić wszystko w swoim życiu. Historia jakich wiele ale … gwarantuję Ci, ta powala z nóg.

Młody chłopiec wychowywany w patologicznej rodzinie którego  sadystyczny ojciec ,usprawiedliwiający swoje okrucieństwo wersami z Biblii o kształtowaniu karami cielesnymi młodego charakteru, zmagając się do tego z głodem, bólem i odrzuceniem w domu i szkole , nie wyobraża sobie innego życia. W wieku lat 17 przechodzi moment przełomowy – postawiwszy się ojcu równocześnie uświadamia sobie ,że jego dręczyciel jest tchórzem i pełnym kompleksów karłem człowieczym i fakt, że przestaje się go bać , daje mu siłę do wyruszenia w świat w poszukiwaniu własnej tożsamości i innego, lepszego życia.

Jeśli otarłeś się o świat sprzedaży , firmy marketingowe, finansowe, polisolokaty, konferencje i seminaria coachingowe,  produkty obiecujące szybkie zyski i obudzenie w sobie milionera – to domyślasz się , na jaką drogę wszedł Charles James, bohater książki Evansa. Facet osiąga wszystko i przerasta mistrza. Ale nie sama fabuła jest tak bardzo ważna

Najważniejsze są przemyślenia bohatera. Odważnie i brutalnie mówi o świecie w jakim się poruszamy. Nie ma trzeciej drogi. Jesteś albo rzeźnikiem albo baranem. Lwem albo owcą. Tyle ,że lwy zostały wychowane przez inne lwy i umieją zabijać . Społeczeństwo wychowuje swoje potomstwo na barany , bo takimi łatwiej sterować. Brutalne ale prawdziwe , tak?
Ludzie z rządzy zysku wepchną Cię do piekła głośno głosząc ,że przed nim cię ratują. Czasem na drodze pojawia się mentor i wydaje Ci się ,że to mistrz gdy on bywa tylko narcyzem napawającym się swoją umiejętnością sterowania zbiorowymi emocjami, nakręca się panowaniem nad tłumem a w nim i Tobą i uzależniony jest od endorfin , które wysysa z takich ludzi jak ty. I zdarza się, że jego korona w twoich oczach opada, berło się roztrzaskuje a ty możesz pójść dalej już samodzielnie … tylko często na końcu tej drogi uświadamiasz sobie ,że po wszystkich poświęceniach zamieniłeś się w swojego poprzednika. Niekiedy nie podążasz za sukcesem tylko ciągle i ciągle uciekasz przed porażką.

Bo władza to narkotyk. Uzależnia.

W czasie mojej drogi zawodowej wielokrotnie byłam na szkoleniach , konferencjach i seminariach mniejszej lub większej „klasy” coachów. Szczerze ? Niektóre z tych szkoleń lubiłam ale czułam, że „towar” mi sprzedawany , jest z wątpliwą gwarancją. Dlatego książka mocno mnie poruszyła.

Uważam, że w poszukiwaniach  różnych źródeł sposobów na cudowne wzbogacenie się i zdobycie wolności finansowej , powinieneś przejść również przez tą książkę. Dla mnie jest ważna . Dla Ciebie też powinna.

Powiem tak – przeczytałabym ją wcześniej ale odrzuciła mnie okładkowa rekomendacja celebrytki. Myślę ,że nie jest trafiona i książka na tym traci. Wszystko inne jest bardzo dobre.
Fajny pomysł na np. prezent na dzień ojca a to już przecież w czerwcu.

Naprawdę polecam. Warto. 

niedziela, 27 maja 2018



CAŁA JA – AUGUSTA DOCHER, wyd. ZNAK



Milena , siedemnastoletnia licealistka, powoli odbudowuje swoje życie po traumie jaką była tragiczna i niespodziewana śmierć ojca. Młoda dziewczyna oswaja swoje lęki i kompleksy , buduje relacje z mamą w nowej rzeczywistości. Jej codzienność to  prywatna , elitarna szkoła w Aninie, otoczenie młodzieży z bardzo bogatych i ustosunkowanych domów – w końcu sama z takiego się wywodzi. Na liście najbogatszych ludzi wg Forbsa jej ojciec wszak miał wysokie miejsce. Tuż za nim  wspólnik ojca i bliski przyjaciel rodziny . I to on wspiera i mamę i Milenę w nowej dla nich sytuacji.

Pierwsze uczucia, pierwsze miłości i rozczarowania , potrzeba akceptacji i miłości, ciepła i wsparcia oraz tajemnica w rodzinie sprawiają ,że rok maturalny staje się rokiem przełomowym . Nic już nie będzie takie jak dawniej.

Brzmi  banalnie ale tylko na początku.

Paula, równie młodziutka dziewczyna, ledwie po maturze, przybywa do małej miejscowości pod Bielskiem i sama zamieszkuje dość spory i świeżo odnowiony dom. Mamy wrażenie ,że może jest tzw. eurosierotą, niewiele mówi o sprawach rodzinnych  , nie wprowadza nas w powody swojego osamotnienia i izolacji. Demony przeszłości , trudna do rozgryzienia trauma sprawia, że dziewczyna jest zamknięta w sobie, zdystansowana, otoczona murem niedopowiedzeń i  tajemnic. Zatrudnia się „na czarno” w posiadłości lokalnego prominenta do pracy w ogrodzie. Ciężką, fizyczną pracą próbuje zagłuszyć coś, co nie daje jej spokojnie żyć.  Pewnego dnia na jej drodze pojawia się niewiele od niej starszy chłopiec z tatuażem i rodzi się między nimi specyficzna więź – ciekawość i przyciąganie – każde ma swój problem do przepracowania i każde potrzebuje przyjaciela, wsparcia i odrobiny bliskości. Ich relacje to trochę romans z jeżem – dość boleśnie trzeba się pokłóć ale może i warto…

Też trochę banalne, nie ?

Paula i Milena – obie tak różne i tak podobne. Wiele tajemnic, traum, niedopowiedzeń. Obie stają przed wyborami zbyt poważnymi i z konsekwencjami na całe życie. Poranione, oszukane, zranione.

Co je łączy ?

Powiem tak. Początek mnie zaintrygował. Naprzemienne rozdziały „ Paula” , „Milena” wprowadzały mnie równolegle w świat obu dziewczyn i wciągnęłam się w ich życie. W połowie poczułam lekkie znudzenie a nawet zawód , gdyż ZAŁOŻYŁAM ( błędnie ),że znam sielankowy finał , do którego owe wątki zmierzają. Nawet pomyślałam że zapowiadała się powieść obyczajowa  a wyszła autorce klasyczna „młodzieżówka” na którą przecież jestem za stara .  A tu niespodzianka.  potrafiła mnie zaskoczyć i pokazać, że nic bardziej mylnego.  I nie mogę więcej napisać , gdyż są filmy i książki, które przeczytać można tylko raz, finał tak bardzo wpływa na odbiór całości ,że każde słowo więcej tylko spali ci radość czytania.

O ile gdzieś do połowy książki akcja toczy się lekko sennie (  ale nie nudno) to ostatnia część podkręca mocno tempo wydarzeń. Jeśli wydaje ci się ,że znasz koniec – na pewno szybki zwrot ponownie z błędu cię wyprowadzi.

Augusta Docher to pseudonim . Jeśli przypadnie ci do gustu książka „Cała ja” to znajdziesz inne pozycje tej autorki pisane jako Beata Majewska. Czy sięgnę po wcześniejsze? Pewnie nie do końca moja bajka ale wiem, komu je polecę.
Czyta się lekko , łatwo i przyjemnie. Taki weekendowy chillout.

piątek, 25 maja 2018



OSTATNIA ARYSTOKRATKA - EVZEN BOCEK , WYD STARA SZKOŁA 



Gdy masz lat 18 , całe życie mieszkasz w Stanach i dość nagle dowiadujesz się, że rząd zwrócił twojej rodzinie niesłusznie zarekwirowaną przed wojną nieruchomość w Czechach – to jest to powód do radości. Gdy dowiadujesz się ,że jest to stary zamek – no to oczekiwania rosną. Twoja wiedza w temacie arystokracji opiera się głównie na barwnych doniesieniach tabloidowych tyczących się brytyjskiej rodziny królewskiej i szybko tak wyobrażasz sobie swoją przyszłość…

Ale Czechy to nie Anglia… Zamek to nie Windsor, Czesi to nie Brytyjczycy.

I tak rozpoczyna się trzytomowy cykl o życiu pewnej amerykańskiej rodziny , która dziedzicząc wraz z tytułem hrabiowskim  zamek na Morawach , musi skorygować własne  wyobrażenia o życiu arystokracji z twardą codziennością utrzymania tego dziedzictwa  i ludzi w niej pracujących . I gdy się ma zero na koncie a zamek pochłania ogromne kwoty – to jest to nie lada wyzwanie.

Rodzina jednak nie stanowi jedynych mieszkańców zamku Kostka. Wraz z murami hrabiowie odziedziczyli też bardzo malowniczą załogę vel służbę zamkową. Mamy więc kasztelana , który wręcz obsesyjnie boi się wpuszczania na zamek turystów – a z czegoś trzeba te dobra utrzymać. Mamy  kucharkę- gosposię- sprzątaczkę w jednym, miłośniczkę orzechówki wysokoprocentowej oraz tłustych potraw z gęsiny, której życie zatrzymało się na etapie ślubu Vondrackovej i chętnie do tych minionych chwil by wróciła .No i oczywiście ogrodnik, palacz i hipochondryk w jednym. Z taką załogą na zamku nudno być nie może.

Maria , młoda latorośl i jedyna nadzieja wygasającego rodu Kostków ( która to wg rodowej klątwy kobiet o imieniu Maria ,  ma przed sobą jeszcze jedynie do dwóch lat życia ) uwiecznia w swoim dzienniku wszystkie wydarzenia  dnia codziennego. Robi to z tak wielką dozą humoru, autoironii i satyry , że nie sposób płakać. Ze śmiechu. Każdy z członków jej rodziny opisany jest tak malowniczo, z dystansem że wręcz chciałoby się ich odwiedzić i poobserwować.

Z Czechami mamy podobne poczucie humoru, autoironię i dystans do siebie – przynajmniej w moim otoczeniu . Gagi i absurdalne sytuacje gonią jedna drugą. Od pierwszych scen , gdy rodzina w woreczkach po orzeszkach pragnie próbuje przemycić samolotem z Ameryki prochy przodków na rodzimą posiadłość po sam koniec, gdy nafaszerowani prozakiem próbują przetrwać pomysły pani zarządcy na podniesienie z upadku posiadłości i doprowadzeniu jej rentownej inwestycji. Pomysły rodziny są niesamowite, twórcze i kreatywne. Dawno nie czytałam tak zabawnej powieści i na szczęcie mam obok siebie pozostałe trzy części -no i nie zawaham się ich użyć!
  Czeka mnie wielce relaksujący Dzień Matki!

poniedziałek, 21 maja 2018


SNAJPERKI- Dziewczyny z Armii Czerwonej. Luba Winogradowa , wyd. ZNAK HORYZONT


W szeregach Armii Czerwonej wg ostrożnych szacunków walczyło nawet ok 800 tys kobiet, niektóre dane mówią o milionie. Nigdy w historii żaden kraj nie wysłał tylu kobiet na front co Związek Radziecki. W szeregach sanitariuszeK, zwiadowczyń ,w obronie cywilnej czy fabrykach,  w zaopatrzeniu czy łączności spotykało się kobiety w innych, europejskich wojskach ale nie na pierwszej linii frontu. Tylko radzieckie kobiety stały ramię w ramię z mężczyznami we wszystkich służbach . Dlaczego? 
Teoretycznie sowiecka konstytucja gwarantowała równość płci, narodowości rosyjskie wykrwawiły się na froncie w pierwszych miesiącach po ataku hitlerowskich Niemiec i zaszła nagła potrzeba uzupełnienia szeregów armii. Kobiety radzieckie po prostu masowo zgłaszały się do wojenkomatu i potwierdzały gotowość bezpośredniego udziału w działaniach wojennych.

Snajpierki- to dzieło upamiętniające te właśnie niezwykle młode i odważne kobiety, które dzielnie znosiły wszelkie wojenne niedogodności. Luba Winogradowa szperając w archiwach , muzeach i magazynach odnajdowała zdjęcia, listy , pamiętniki żołnierek, następnie szukała ich bliskich , próbowała ocalic od zapomnienia ich historie.. I nie było to łatwe.

Kobiety stalinowskiej Rosji , wychowane w niezwykle trudnych warunkach , spartańskich wręcz, głodne, często bez podstawowej odzieży, butów z różnych powodów zgłaszały się do wojska. Wiele chciało pomścić bliskich , którzy na wojnie zginęli. Niektóre pamiętały przejście wojsk niemieckich przez ich teren , wycierpiały i psychicznie i fizycznie sporo. Część po prostu sądziła, że to sposób na wspomożenie rodziny . Trafiały do szkół snajperskich i ich życie się zmieniało.

Przed jakimi problemami stawały? Winogradowa patrzy na nie przez indywidualne historie wyszperane w pamiętnikach i wywiadach. Każda kobieta to inna historia , motywacja i finał. Ich przyjaźnie, frontowe przygody, żołnierskie miłości ale w większości ciężki , bojowy los.
Były w walce równe mężczyznom. Często lepiej skupione na zadaniach, precyzyjniejsze, odpowiedzialniejsze . Mocniej się przykładały, więcej ćwiczyły – stąd ich wysoka przydatność w roli snajperek. Jednak przez wielu mężczyzn postrzegane były tez inaczej, gorzej. Te młode dziewczęta zmagały się nie tylko z ciężkimi warunkami życia , higieny , wszechobecnymi wszami i pchłami , ale też z natarczywością „zalotów” ich współtowarzyszy wojennych. Bały się i wroga zewnętrznego i wewnętrznego- kolegi żołnierza, który miał je chronić i wspierać a często pod wpływem alkoholu stawał się najgorszym oprawcą. 

Wojna to psychiczny i fizyczny szok. Zabijanie innych jest wbrew naturze normalnego , zdrowego człowieka. Jak oswoić się z codziennością takich okrucieństw ? Jak sobie radziły Wala, Szura, Żenia czy Kława z traumą wojny i tęsknotą za domem? Czy po wojnie wróciły w glorii i chwale czy raczej spotkały się z ostracyzmem ? Dlaczego tak wiele żołnierek, starało się by nikt nigdy nie przypomniał sobie, że były na wojnie? 
Rewolucja pożera własne dzieci , wojna rozlicza bohaterów i wymazuje ich z pamięci.

SNAJPERKI to rodzaj świadectwa, próba ocalenia od zapomnienia losów dzielnych kobiet, które nie wahały się ani przez chwilę by wykonać swoje zadanie. Pomimo trudów chciały ocalić swoją kobiecość, przyjaźniły się , na swój sposób kochały. Dla niewielu wojna była przygodą, okazją do znalezienia sławy, rozgłosu. Wracały z wygranej wojny jednak pokonane . Mężczyzna wracał z orderami i szacunkiem otoczenia- kobieta traktowana była jak praktycznie prostytutka, podejrzanie wrogo nastawione otoczenie sugerowało , by o czasie wojny milczały.

Jak obszedł się z nimi czas? Co wspominają te, które przeżyły ? Jak poradziły sobie z poczuciem winy , z obrazami wojny, z pamięcią o zabitych przyjaciółkach?
Kobiety i dzieci to milczące ofiary wojny . Nikt ich nie jest w stanie zliczyć. Kobiety żołnierki nie doczekały uznania i szacunku. Warto więc przeczytać tę książkę by choć tak je uhonorować, zapamiętać.

Ta dość gruba pozycja wchłonięta została przeze mnie w jeden dzień. Nie męczą Cię szczegółowe opisy działań wojennych , geograficzne dane , oficjalne informacje frontowe. Nie one są ważne. Ważne są kobiety. Ich los. Ich historie. A historia niestety lubi się powtarzać…..

piątek, 18 maja 2018

 EKOLOGICZNA ZEMSTA- MAŁGORZATA J. KURSA, WYD PROZAMI


Do Kraśnika, niewielkiej podlubelskiej miejscowości, po wielu latach na emigracji, wiedziona troską o swoją jedyną , właśnie wychodzącą za mąż latorośl , wraca Malwina, zażywna pani w słusznym wieku i zdecydowanych poglądach i od tej pory w Kraśniku nic już nie będzie takie jak było…

Pani instaluje się w domu swojej córki i zięcia, odnawia stare znajomości , odnajduje przyjaciółkę sprzed lat , wtapia powoli w małomiasteczkowe środowisko , szukając tu dla siebie luki zarówno inwestycyjnej jak i po prostu towarzyskiej, gdyż pragnieniem jej jest pozostać w częścią lokalnej społeczności już na zawsze.

I jak każdego z nas pewne sprawy zaczynają ją irytować.
Bo policja jest bezsilna wobec kogoś, kto ograbia wracające spod bankomatu panie w średnim wieku.
Bo inny obywatel świadomie pozbywa się swoich śmieci w lesie ale uchodzi mu to bezkarnie , gdyż ma wysoko postawionych znajomych we wszelkich urzędach.
Bo młodzieniec poruszający się z piskiem opono tatusiowym samochodem nie dba ani o bezpieczeństwo mijanych osób ani o kulturę – lawa błota spod kół systematycznie obkleja mijanych na ulicy ludzi
No i lokalny „lumpenproletariat” w oparach wina marki „wino” oraz charakterystycznej woni osobistej spowodowanej brakiem higieny – radośnie i nieograniczenie rozrasta się po okolicznych parkach i skwerach a przechodzić obok strach…

No i Malwina na to patrzeć nie może. Wraz ze swoją przyjaciółką Elizą postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i uporządkować to , przed czym władza rozkłada ręce. Ponieważ jednak nie chcą narażać najbliższych na sankcje karne – zemsta na wiarołomnych obywatelach ma być ekologiczna…

Historia komediowa z wątkiem kryminalnym w tle – to tak najogólniej. Treść banalna i trywialna ale nie o samą opowieść tu chodzi a o język. Całość napisana jest sprawnie, ciętym , barwnym językiem i okraszona sporą dawką humoru. To język jest największym atutem książki. Gwarantuję salwy śmiechu, humor sytuacyjny, przezabawne wirtuozerie językowe, ogólnie to wszystko, co potrzeba ci na poprawę nastroju w deszczowy wieczór.
 Książka „na raz” ale wreszcie wiem , o co z „tą całą Kursą” chodzi. To moje pierwsze spotkanie z autorką, wiele razy mi ją polecano ale dopiero teraz nadrabiam. I oczywiście nie żałuję. Bardzo mnie rozluźniła w stresowym dla mnie czasie więc i Tobie polecam! 


czwartek, 10 maja 2018



ODCHUDZANIE ZACZYNA SIĘ W GŁOWIE- DANUTA AWOLUSI. WYD. PASCAL

Jeśli ktoś czytał pierwszą część o przepięknym i sugestywnym tytule ODWAŻONA, to wie, kim autorka jest i z czym uporała się w swojej głowie. To nie są poradniki. Nic z tych rzeczy. Raczej rodzaj zapisków, dziennika pełnego mądrych przemyśleń , dygresji , prób znalezienia odpowiedzi na własne pytania .

W wieku 27 lat Danusia z wagą 140 kg postanowiła zmienić swoje życie. Do tej pory sądziła- jak zresztą wiele z nas- że większość jej problemów wiąże się z nadwagą. Jeśli zrzuci część tego bagażu to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki stanie się gwiazdą towarzystwa, mężczyźni pokotem legną u jej stóp, sklepy wreszcie otworzą podwoje.   Nie przeszła na drastyczną dietę, nie zapisała się do grup fitness , nie szukała personalnego trenera. Na to przyszedł czas później.  Powoli ale konsekwentnie zaczęła zmieniać nawyki żywieniowe, drobne zamienniki , odtłuszczanie jadłospisu i włączenie codziennej aktywności.

I o tym (choć nie tylko ) jest część pierwsza.

Danusia Awolusi, urocza , piękna i pełna pasji kobieta , która pożegnała aż 70 kg w drugiej książce zmierza się z innymi pytaniami. Skoro jest chuda, dlaczego nadal nie czuje się dobrze w swojej kobiecości? Co musi jeszcze zmienić, by akceptować ciało takim jakim jest, by nie wrócić do swojej twierdzy kuchennej i nie zacząć jeść ponownie w nadmiarze.

Ponieważ pierwsza książka odniosła spory sukces, ogromna ilość przede wszystkim kobiet zaczęła do niej pisać o swoich problemach. Danusia zadała sobie pytanie – skoro tyle nas jest, skoro tak niewiele się akceptuje, to kiedy ten proces się zaczyna , co go powoduje i co możemy z tym zrobić?
Postanowiła zapytać młodych ludzi jak czują się ze swoim ciałem , co chcieliby w sobie zmienić , co lubią a czego nie . Odpowiedzi są dość zaskakujące.

Następnie porozmawiała z modelkami XXL , pięknymi , świadomymi ciała kobietami o tym, jak one widzą problem otyłości i akceptacji w naszym środowisku. No i oczywiście o modzie.
Problem otyłości to nie tylko nadwaga, to swoiste wykluczenie społeczne . W sieciówkach ubrania do nabycia ? do niedawna do rozmiaru 44.. Żeby znaleźć coś ładnego , trzeba było szperać w lumpeksach i działach dla kobiet w ciąży. Cóż większość kobiet +48 nosi tuniki i leginsy, prawda?
Książka jest swoistym dialogiem , rozmową nie tylko z czytelnikiem, ale właśnie z przedstawicielami środowisk ludzi z trochę większą wagą a także z  psychologami , terapeutami. I wniosek jest jeden. Wśród osób XXL jest tyle samo nieakceptujących się ludzi co wśród rozmiaru 34-36… Czyli przyczyna tkwi zupełnie gdzie indziej

Autorka prowadzi nas pięknie przez historię oswajania własnych demonów, uzależnień od jedzenia i popiera to fragmentami rozmów z innymi osobami z podobnym problemem. I jedno jest pewne – bez względu na wagę , odchudzanie zaczyna się w głowie. Jeśli nie wytłumaczymy sobie dlaczego np. jemy kompulsywnie, co „zajadamy” w sobie, jakie lęki łagodzimy – nigdy nie zaakceptujemy siebie.
Najfajniejsze były dla mnie rozmowy o sporcie. Wiedziałam ,że autorka biega. Sądziłam ,że to kocha!

I nic bardziej mylnego.

Podchodzi do tego tak jak do jedzenia – w pewnym wieku należy dbać o swoje ciało na tyle, by utrzymywać je w zdrowiu i równowadze. Tak jak myjemy zęby , włosy tak tez należy podchodzić od aktywności. Robię to , bo mi służy, bo sprawia ,że jestem zdrowsza choć nie cierpię się pocić.

Ulżyło mi. Nie jest tajemnicą, że nienawidzę biegać, nienawidzę sportów kontaktowych i zespołowych. Każdy musi do swoich preferencji dojść sam.
Na pewno ogromnym atutem książki jest część z przepisami na lekkostrawne i nietuczące potrawy.
Powoli je wypróbowuję . Oryginalne , smaczne , niekiedy zaskakujące ( w życiu sama nie połączyłabym arbuza z fetą!)
Lubię autorkę. Jest niezwykle szczerą, prawdziwą , uważną kobietą. Ta jej prawda i otwartość podbiła moje serce i wyciągnęłam wnioski dla siebie.
 Niebawem spotkanie w Nakle – a to jej rodzinne strony. Byłam już na spotkaniu i wybieram się znowu. Warto. Zachęcam i do książki i do spotkania . 

środa, 9 maja 2018


Biuro M. – Magdalena Witkiewicz & Alek Rogoziński, Wyd. FILIA
 

Mówiłam wczoraj z kim idę do łóżka , prawda? I powiem więcej – byli ze mną aż po świt! Ale się ubawiłam, odprężyłam i wzruszyłam! Ale od początku

W Miasteczku które znają Ci czytelnicy „Pudełka z marzeniami” lub  „Pracowni dobrych myśli” prowadzi swoją działalność Agencja Matrymonialna. Dość trudnego charakteru szefowa, energiczna i neurotyczna ma problem z doborem pracowników, którzy wytrzymaliby z nią dłużej. Przyjmuje do pracy dwie przypadkowe osoby- Jacka , młodego faceta ,który to z każdej pracy dziwnym trafem szybko wylatuje ale jest czarujący i kobiety mają do niego słabość oraz Barbarę, dziewczynę w dość zbliżonym do Jacka wieku, która po trzech nieudanych związkach z obciążeniem  prześladujących ją Michałów w życiu, postanawia uciec do Miasteczka i zamieszkać z nagle osieroconym kotem- kastratem, któremu brak męskich walorów kompensuje  ekscentryczność a nadmiar energii przechodzi  w żarłoczność.

Biuro sąsiaduje z sklepem zielarskim pana Waldemara (któryż to w spokój i wyciszenie napięć w biurze ma ogromny wkład) oraz salonem wróżb przedziwnej starszej współczesnej czarownicy o pewnie magicznym imieniu Nasiha. Każda z osób  wnosi w powieść indywidualizm, przecudne poczucie humoru, niesamowitą osobowość.

Ale Miasteczko wcale nie jest senne i nudne. Trochę już je znamy ( i mam nadzieję na poznanie kolejnych jego mieszkańców). W restauracji Nad św. Ekspedytem umawiają się na pierwsze randki klienci naszego Biura i co z nich wynika to już zupełnie inna historia!

Powiem tylko tyle. Praca w biurze matrymonialnym wcale nie jest nudna jak pozornie może się wydawać . Pojawiają się i harpie i anioły, przestępcy i modliszki, romans goni kryminał ale nad wszystkim króluje świetnia komedia.

Zachwycam się. Cudowne pióro. Piękny , ciepły język którego coraz mniej w literaturze. Wchodzi lekko jak tiramisu i Proseco 😉 a zdecydowanie mniej kaloryczne ( czytaj idzie w głowę i serce a nie dupę i cycki)

Ten duet nam jeszcze wiele ma do zaoferowania. W Miasteczku czuję się jak część ich społeczności. Tęsknię za Panią Wiesią, chciałabym wpaść do jedynej knajpy w mieście i przypomnieć sobie jak to Św. Ekspedyt ludzi z opresji wyciągał. Tego mi było trzeba.

Nie będę się nadmiernie rozwlekać ale chcę jeszcze raz podziękować i wydawnictwu FILIA i Magdzie Witkiewicz i Alkowi. Czuję się „dopieszczona” i wszystkie moje zmysły dostały to , czego potrzebowałam. W jedną noc przez te trzysta parę kartek na chwile zapomniałam o tym co mnie nęka. I czy właśnie taka nie powinna być rola książki?

Więc jeszcze raz .To  cudowna wspólna książka zdecydowanie perfekcyjnego duetu Madzi i Alka nikogo nie zawiedzie. Czekam na więcej !