czwartek, 25 lutego 2016

ZAKONNICE ODCHODZĄ PO CICHU-  Mata Abramowicz


Nie ukrywam ,że na tę książkę czekałam w napięciu. Los zakonnic , które odeszły ,okrywa milczenie. W klasztorach to temat tabu-  dawne towarzyszki  patrzą zdumione, lub odwracają wzrok słysząc pytanie o byłe siostry i  wymijająco odpowiadają o ich złym stanie zdrowia czy braku dojrzałości do życia w zgromadzeniu. Bo posłuszeństwo jest najważniejsze.

Temat przewija się przez moje całe życie, znam wiele zakonnic i byłych zakonnic. Czekałam na tę pracę i bardzo autorce za nią dziękuję. Byli księża, bracia nie mają takiego problemu – mówią wprost że byli i odeszli, mówią co im się nie podobało albo na co gotowi nie byli.

Zakonnice znikają. Nie mówią o tym , co przeszły , nie przyznają się do tego okresu w swoim życiu . Najczęściej zmieniają otoczenie, pracę , miasto . Kościół w naszym kraju to skostniała , zhierarchizowana instytucja feudalna na której szarym końcu właśnie są siostry zakonne. Chciałam , by ktoś powiedział to , co mówię całe życie : jest cywilizacyjna przepaść między klasztorami żeńskimi i męskimi . Nie chodzi mi absolutnie o krytykę , raczej o głos w sprawie. I ma to pewien cel.

Autorka podeszła do tematu z ogromnym taktem i zrozumieniem. Szukała odpowiedzi i dotknęła bolesnych miejsc. Pewnie zostanie zaatakowana przez różne środowiska za  samo tknięcie problemu. Bo nikt nie ma prawa wtrącać się w wewnętrzne sprawy Kościoła a już w szczególności zgromadzeń żeńskich , utrzymywanych  niby dla ich ochrony w specjalnej tajemnicy. Przed wszystkimi . A utrzymują je w tym schronie informacyjno –formacyjnym zwierzchnicy kościoła – mężczyźni.
Pytania dlaczego ? jaki jest cel? Dlaczego kobiety się na to godzą? Czy wiedzą na co się godzą? Są dla sprawy kluczowe.
Bo klasztor to nie jest przedłużenie   młodości spędzonej w parafialnych  w kręgach oazowych. To nie czas podobny temu, który przeżyłaś na rekolekcjach wśród uśmiechniętych , radosnych sióstr zakonnych śpiewających , grających na gitarach i mówiących z pasją o swojej jedności z Jezusem.  
Polski klasztor to zupełnie inny świat. Nieporównywalny ze światem ojców i braci zakonnych , zupełnie odmienny a wręcz sprzeczny z życiem księży.

I utrwalony w naszym kraju przez kult Maryjny ( milcząca ,służąca postawa) oraz przez postawę JP2 i jego następcy , Benedykta…  Pewnie tu mnie wiele osób będzie chciało zagryźć ale to fakty.
Co dzieje się za bramami klauzuli?  Jak łamane jest poczucie własnej wartości, potrzeby zdobywania wiedzy , moralne granie na emocjach , budowanie wiecznego poczucia winy -  przeczytaj .
Dorzucę swoje pięć groszy.

Trzy sceny.
1-      Rozmowa z zakonnicą uważnie przyglądającą mi się przez cały czas. Miałam na sobie bluzkę , taką hippi , długie szerokie rękawy , na ręce skórzana bransoletka . Siostra nie mogła od niej oderwać wzroku. Wreszcie wyciąga rękę i pyta – jakie mądre to kółeczko – jak piszesz to możesz sobie ten rękaw nim przytrzymać…..  Ona nie żartowała. Nie działo się to w poprzednim stuleciu. Scena sprzed kilkunastu lat.
2-      Cisza, kolacja . Nagle pisk , rwetest i śmiech. Pytam  - co się dzieje??? . Pada odpowiedź  : o ! siostra Asumpta znalazła dzieciątko w cukiernicy!!!  Przecieram oczy. Oświecają mnie – dzień patronki.. Która znajdzie ukrytą figurkę „Jezuska” będzie miała szczęcie cały rok. ?!?! Zabobony ,infantylizm  czy szukanie malutkich radości i odskoczni dnia codziennego?
3-      Leżałam w szpitalu z jedną z sióstr. Całe noce rozmawiałyśmy . Starsza już siostra. Sfrustrowana. I ona to mi powiedziała na odchodnym „ Dziecko , piekło wybrukowane jest głowami księży i zakonnic – uwierz”

Brutalna prawda bez zbędnego komentarza. Zakonny piorące młode mózgi przez ciągłą kontrolę, codzienne szukanie w sobie grzechów i wyznawanie je przed Mistrzynią,  wieczne umartwianie się i praca , brak możliwości rozwoju osobistego , brak dostępu do wiedzy , proszenie nawet o środki czystości i higieniczne… dlaczego to sobie robią?


Pomyśl. Przeczytaj. 

poniedziałek, 8 lutego 2016

Dziewczyna z portretu

Nawet  przypadkowy dotyk jedwabiu może uruchomić mechanizm o którym pojęcia nie masz.

Początek wieku XX, środowisko duńskiej bohemy , wzrost zainteresowania sztuką , odkrycia innowacyjnych metod leczenia osób z pewnymi zachowaniami dotąd uznawanych za tabu.

Greta i Einar Wegenerowie – ekscentryczne małżeństwo malarzy, połączone potrzebą wolności, miłości do sztuki ale i  wzajemnym szacunkiem.  Pochodzą z różnych środowisk, trudne dzieciństwo i dorastanie Einara, nieznana przyczyna słabości ojca,  pierwsze nie do końca zdefiniowane zainteresowania erotyczne i wreszcie ucieczka z małej duńskiej wsi do Kopenhagi  by odkryć w sobie talent malarski i osiągnąć wysoką pozycję w kręgach tamtejszych akademików i malarzy.

Ona – bogata z domu córka amerykańskiego emigranta  , pielęgnująca w sobie potrzebę nieskrępowanej niczym wolności także wyzwolenia z pruderii dotyczącej seksualności kobiet. Greta staje się bohaterką rodzinnego skandalu który powoduje wysłanie jej na stary kontynent , do kraju dziadów, by przeczekać reminiscencje obyczajowego zamętu głośnym echem odbijającym się po środowisku jej rodziny.
Miłość do malarstwa , wzajemna fascynacja sobą to dobra baza małżeństwa prawda?
On – rozchwytywany pejzażysta – ona – portrecistka jeszcze traktowana bardziej jako żona Einara niż malarka i twórca.

Małżeństwo doskonale się uzupełnia – on żyjący w swoim świecie, nie mający zupełnie świadomości kosztów, ekonomii, realiów bytu – Greta – mocno stąpająca po ziemi, posiadająca majątek ,którym ukradkiem finansuje ich wspólne życie, dbająca o ich byt. Takie pomieszanie ról w czasach gdy to przecież mężczyzna był bazą a kobieta kwiatem w wazonie o który to on miał dbać…
I przypadkowe wydarzenie. Greta zwraca się z nietypową prośbą o pomoc w dokończeniu portretu śpiewaczki – musi namalować stopy a nie ma modela – Einar więc lekko żartobliwie to traktując , ubiera jedwabne pończochy i w damskich pantoflach zasiada w fotelu by pozować…
Ten pozornie niewinny moment uruchamia w jego osobowości mechanizm powołujący do życia ukrytą w nim głęboko Lili, nieśmiałą, androgeniczną , delikatną dziewczynę   - i od tej pory już nic nie było takie samo..

Rozpoczyna się zupełnie inny etap życia Wenerów –żyją jakby w trójkącie, oboje z różnych powodów coraz częściej przywołują obecność Lili , która w końcu zwycięża nad osobowością Einara… czy daje mu jednak szczęście?
Życie osób transseksualnych nie jest łatwe i dziś – choc wiemy o nim znacznie więcej i zdecydowanie bardziej skłonni jesteśmy je akceptować. Na przełomie wieków traktowane było jako wynaturzenie , choroba, grzech. Historia opisana w DZIEWCZYNIE Z PORTRETU jest utkana na kanwie prawdziwego życia dwójki malarzy.  Delikatna, wrażliwa , wspierająca się para ludzi i artystów, rozumiejąca swoją odmienność i akceptująca ją. Sztuka  Miłość Seksualność – trzy elementy podstawy życia. Próba zmierzenia się z uporządkowaniem seksualności Einara –który to  decyduje się na operację - nie kończy się  happy endem ale i nie porażką – w życiu jest coś za coś, prawda?
To ważna książka. Zawsze byłam otwarta na zrozumienie transpłciowości jednak  aż tak głęboko nie wnikałam w konsekwencje zaburzenia osobowości , które z tym się łączą.
Einar spotkał w życiu niezwykłą kobietę. Otwartą , akceptującą. Razem stworzyli, jakby zrodzili Lili. Potrzebowali jej w końcu oboje choć z różnych pobudek. Greta potrafiła jak żadna inna kobieta wesprzeć w najtrudniejszych decyzjach Einara, zagłuszyć własne potrzeby świadomie pozwalając rozkwitnąć w mężu Lili – choc wiedziała ,że dzień operacji płci , uwolnienia Lili – będzie też momentem rozłączenia ich dróg…

Nie wiem , czy potrafiłabym być tak altruistyczna, wyrozumiała. Wiem ,że książka dała mi inne spojrzenie ,głębiej weszłam w osobowość, potrzeby  i zagubienie osób transseksualnych  i nic już nie jest czarno – białe. Czas poświęcony na jej czytanie warty był każdej minuty. Każdej chwili uwagi. Czytałam wolno z jednej strony podziwiając kunszt autora z drugiej pragnąc głęboko wejść w relację tak niecodziennego układu małżeńskiego.

Oprócz tematyki ,która jest nietypowa jak na naszą literaturę – trzeba koniecznie wspomnieć, że to książka świetnie napisana. W piękny , przystępny , obrazowy sposób opisane są złożone i delikatne problemy seksualne i psychologiczne  bohaterów.
Wciąga, angażuje, zmusza do zadania sobie ważnych pytań . Szczególnie teraz.
Książka została zekranizowana – jeszcze nie widziałam filmu więc ufam, że jest co najmniej w połowie tak dobry jak książka.


Szukasz czegoś odmiennego ? Masz dość słodko- lukrowanych  romansów ? Biografii koloryzującej bohatera? Rozstań i powrotów ? Szukasz prawdy opisanej z dużą delikatnością , wrażliwością ale i wnikliwością? No to DZIEWCZYNA Z PORTRETU –obowiązkowo.  

niedziela, 24 stycznia 2016

AWARIA MAŁŻEŃSKA

                   - Magdalena Witkiewicz & Natasza Socha


O Bosz……JAKA JA GŁUPIA BYŁAM! Ile ja lat straciłam! Jak ten samotny pustak w tartaku! Zupełnie bezużyteczna! A ileż cudownych okazji przeleciało mi przed nosem? NICZEGO się nie nauczyłam . NICZEGO nie wyniosłam z sytuacji przed którymi postawił mnie los. No może tylko sfrustrowaną minę męczennicy, przeświadczenie ,że beze mnie wszystkich zjedzą mikroby wielkości szczurów i padną na dżumę albo cholerę. Najprawdopodobniej na obie te klęski równocześnie !
Otóż moje panie , trzeba mieć oczy i umysł otwarte i zgodnie z tezą naszych babć – gdy życie daje nam cytrynę- robić z niego lemoniadę.

Dwie młode , ambitne, kreatywne „matki polki” żyły dokładnie w takim przeświadczeniu jak ja – że jeśli same czegoś nie zrobią , to nie będzie zrobione, dzieci pomrą z głodu a mężowie w swojej bezradności doprowadzą do śmierci siebie , dzieci i ogół dobytku żywego i nieżywego domowego ogniska.  Myśl o tym ,że są jedynym źródłem porządku we wszechświecie i prócz bycia robotem wielofunkcyjnym są coraz mniej zauważane przez swoich mężów –prowadziła do frustracji, irytacji , domowych spięć i… chłodu łóżkowego również.
DO CZASU.

Czarny kot i seria niefortunnych zdarzeń uruchomiona przez jego przypadkowe przebiegnięcie pomiędzy kołami pełnego pasażerów autobusu -zmienia nieoczekiwanie bieg historii małego świata dwóch rodzin o dość podobnym składzie : 2+2. Osie obu wszechświatów czyli wszystko organizujące mamy i żony lądują zgodnie w tym samym szpitalu  na oddziale chirurgii urazowej , łóżko w łóżko i pobyt tam nie zapowiada się wyłącznie na weekendową obserwację…
Obie panie dość szybko łapią wspólny kontakt – bo i dzieci w wieku dość podobnym i mężowie jacyś tacy safandułowaci , i żadnej pomocy od babć . A tu rok szkolny właśnie się zaczyna, kapci zmiennych brak, wyzwań co nie miara…

Jeśli jednak oczekujecie ,że to kolejna feministyczna książka pokazująca siłę kobiet i ich radzenie sobie w ekstremalnych sytuacjach – jesteście w ogromnym błędzie.

Bo  mężczyzna jak raz przed ślubem powiedział ,że kocha a potem nie powtarzał to niekiedy oznacza – że po prostu dla niego to pewnik I NIC SIĘ NIE ZMIENIŁO. Gdy dać mu odrobię samodzielności i postawić przed wyzwaniem – to potrafi sprostać im  lepiej niż kobieta. Bo los bywa zmienny i trzeba odrobiny zaufania w możliwości partnera – niekiedy da nam to spokój i pewność, że on te dzieci kocha tak jak i my , więc poradzi sobie , krzywdy nie zrobi, znajdzie równie kreatywne rozwiązania tylko po prostu INNE.
I taki sprawdzian małżeński nie musi prowadzić do rozpadu związku a może wyjdzie obu partnerom na dobre ? W obliczu nowych wyzwań można odnaleźć ten zaginiony powód , dla którego wiele lat temu podjęliśmy decyzję wspólnej drogi w jednym kierunku?

I ja głupia byłam gdy odmówiłam pójścia do szpitala przy ciężkiej chorobie – nie pozwoliłam by mój mąż się czegokolwiek nauczył. I jestem pewna ,że oboje byśmy na tym skorzystali ale cóż…  teraz moje drogie Panie czas na uczenie się na cudzych błędach  ;-)

Natasza Socha i Magda Witkiewicz – obie Panie są niezwykłymi osobowościami. Jak ROZWAŻNA I ROMANTYCZNA – każda odmienna , wrażliwa, kreatywna i z poczuciem humoru. Przyznam szczerze – byłam ostrożna podchodząc do tej pozycji ale i ciekawa. Bałam się,że  któraś z pań będzie wiodącym piórem i przytłoczy drugą , że w starciu bezpośrednim  - któraś polegnie. Nic bardziej mylnego.

Obstawiam ,że większość historyjek jest z życia wziętych J Spłakałam się czytając o septycznej teściowej J , pani ornitolog do dzieci J, nauce piosenek patriotyczno-religijnych J i cudownym sposobie na wybudzanie dzieci i wyciąganie z łóżek za pomocą ciepłych skarpetek. Nie powiem więcej , bo zamiast zachęcić to streszczę – a mam na to ogromną ochotę.
Nowy polski tandem – absolutnie nie zawiódł mnie pod żadnym względem. Obie kobiety są cudne razem i osobno – jak Preston i Child J , jak Wiśniewski i Domagalik. Tworzą wspólnie odrębny , jakby trzeci byt pisarski , nie szkodzący sobie a wręcz wspierający ich odrębne działania.
Kocham je razem i osobno, czekam na każdą książkę, uwielbiam i polecać  będę. Jak Jarecki Lechijkę . Amen

Mała zagadka – wiecie która co pisała ? Bo ja wiem  … ;-) i nie zdradzę J .
I dodam ,że na mój egzemplarz jest już kolejka… a w pierwszej kolejności czeka pewien pan  ;-)


sobota, 2 stycznia 2016

LOKATOR DO WYNAJĘCIA – Iwona Banach


Wiecie ,że można być zawodowym lokatorem do wynajęcia? Że też nikt jeszcze przed Iwoną Banach na to nie wpadł! Toż to nisza rynkowa ! a jakie możliwości??? I święty spokój studentom kończącym studia, święty spokój rozczochranym głowom właścicieli wyjeżdżających na dłuższe i bardzo długie wojaże? Zagraniczne uzupełnianie portfela?

 No wszystko byłoby cudownie pod warunkiem….że nie traficie do Zakopanego, nie macie sąsiadek w postaci  dwóch wiecznie knujących i nadmiernie troskliwych cioteczek, nie zamieszkacie w społeczności podejrzliwie traktującej każdego cepra , nie napatoczy się wam opiekuńczo romantyczny mięśniak w przebraniu białego misia z Krupówek, nie zostaniecie poproszeni i wyprowadzenie Kruszynki – psa olbrzyma i Panci- rasy wycior do fajek ( York) któreż to psiaczki z radością przeciągną was w ramach spaceru przez chaszcze barszczu Sosnowskiego. Jeśli dodam ,że nasza bohaterka zostaje kontraktowana do opieki nad domem, który na wszelkie możliwe sposoby dziennie czyha na jej życie ( dom? Z pewnością to nie materia nieożywiona!) , koty się lęgną, maszynka do mięsa startuje w roli helikoptera, trupy ścielą się gęsto a potem uprzejmie zwłoki swoje usuwają, policja jakaś potłuczona na umyśle to modlisz się wreszcie o pojawienie się normalnego mordercy , który sprawę jakoś kryminalnie zwiąże …
.
A te góralki?!?! Człowieku NAJGORSZE! Zupełnie nieobliczalne. Z jednej strony karmią, herbatką z prądem poją a  z drugiej jakąś cichą zmowę między sobą mają i nie licz ,że jak gaździnie na Jaszczurówkach coś powiesz to pod Gubałówką o tym nie wiedzą…

Może to jakoś chaotycznie brzmi. Może wygląda i niespójnie. Obawiam się, gdybym taką recenzję przeczytała ,to raczej nie tknęłabym tej książki. Qrcze nie pomogę Ci, bo nijak nie da się tego w jakieś racjonalne ramy ująć.

A wiesz co najdziwniejsze? Że to się wszystko jakoś logicznie spina. 

Rodzina mnie nienawidzi. Dzieci krzyczą „ matka skończ już”, pies w nocy spokoju nie zaznał. Nawet nie próbowałam uciszać swoich wybuchów śmiechu.

Szukasz lekkiej i optymistycznej lektury na nowy rok? Koniecznie LOKATOR DO WYNAJĘCIA.
Współczuję tłumaczowi, który chciałby to przełożyć na obcy język ale obstawiam ,że autorka by to zrobiła jakimś cudem. Chciałabym bardzo. Podsunęłabym znajomym za granicami.

Na razie czekam aż dostanę od kogoś litościwego ( embargo domowe na zakup książek) SZCZĘŚLIWEGO PECHA. Doczekać się nie mogę. MAM PO CO ŻYĆ ! 

czwartek, 10 grudnia 2015


KOBIETA DOŚĆ DOSKONAŁA
  - Sylwia Kubryńska

Tylko 4+?  Baśka dostała 5. Jesssu , musisz się tak garbić? Gdybyś zrzuciła te 5 kg to byłabyś całkiem ładna… no może. A córka Kowalskiej to awansowała. A dzieci Wiolki to grają na skrzypcach! , boszzz jakie zdolne!

No i rośniemy tak od najmłodszych lat przytłoczone życiem , bojące się podnieść głos, upomnieć o swoje , pod presją wiecznej oceny przez mamy , babcie i sąsiadki… Bo im też ktoś kiedyś wdrukował w łeb, że nie są dość dobre, że nie powinny ,że nie wypada . Dążymy do perfekcji zaciskając sobie własnoręcznie pętlę spełniania czyichś niemożliwych do spełnienia życzeń i oczekiwań.
A gdy budzimy się z tego samounicestwienia to świadomość niemożności doskoczenia do wysoko ustawionych nam poprzeczek wpędza nas w poczucie winy. I w to poczucie winy wpędzamy kogoś kolejnego … najczęściej naszą córkę… Same hodowane wyłącznie w celu spełnienia cudzych oczekiwań, hodujemy tak kolejne pokolenia . Skażamy je stereotypami i absurdami , w których same wyrosłyśmy

Rzeczywistość ma nas w dupie kochana, większość oczekiwań to przecież wytwór twojej i mojej  wyobraźni. Jesteśmy produktem obudowanym stereotypami społeczeństwa, państwa, kościoła a tak naprawdę wszystkie te składowe mają nas głęboko w "poważaniu" choć oceniać nas będą do krwi.
Ocenianie, moralizowanie, porównania – to przekleństwo towarzyszy nam od zawsze. Świeżo jesteśmy przecież po wyborach prezydenckich i parlamentarnych – gdzie w całe rzesze dążących do władzy wycierało sobie usta i … inne części ciała dobrem kobiet , „walką” o ich prawa do? Każdy wiedział lepiej , co każdej z nas hurtowo i detalicznie  potrzeba. Wystarczy nam nie moralizować a pomóc.

I piękna konkluzja na koniec – kobieta potrzebuje po prostu innych kobiet. Przyjaciółek. Nawet jeśli ich nie lubi to są niezbędne dla jej egzystencji. I kobiety mają się urywać się we własnym gronie, bez dzieci, bez przystawek, mają się raz na jakiś czas sponiewierać czerwonym winem , wypłakać , nakrzyczeć , wyżalić… i wyrzucić z siebie te wszystkie dławiące nas emocje. Nikt nigdy nie zrozumie drugiej kobiety tak jak jej przyjaciółka.
Przytul siebie , zrób sobie dzień dziecka, nie polegaj tylko na sobie, nie musisz wszystkiego robić sama.

Ta książka to nie poradnik. Nie powieść. Może rodzaj pamiętnika? To historia typowej Kasi , może jesteś nią ty? I jej analiza siebie w poszczególnych fazach życia  ,poszukiwanie  wyjścia z takiego zaklętego kręgu a w efekcie o odnalezienie w sobie tej zabitej  i przytłoczonej osobowości . Przecież jesteśmy dość doskonałe , by być kochanymi, by mieć fajne życie, by ktoś o nas zadbał.

Jestem dość doskonała , by ktoś mnie docenił. Ty też  ;-) 

poniedziałek, 30 listopada 2015

ZANIM SIĘ POJAWIŁES – Jojo Moyes

Taka sytuacja. Jesteś cenionym i bardzo dobrze opłacanym prawnikiem. Spełniasz marzenia, masz kasy jak lodu, pociąg do ekstremalnych sportów, podróżujesz, kobiety lgną jak do miodu- świat leży u twych stóp. I nagle , w środku miasta rozpędzony motocyklista dosłownie rozwala Cię na pasach… I wszystko co miałeś, co robiłeś i kim byłeś staje się przeszłością.
I od tej pory nic już nie jest twoją decyzją. Ktoś cię przewraca na drugi bok, ktoś przesuwa twój wózek tam, gdzie uważa, że tobie będzie lepiej, ktoś cię karmi, ktoś zmienia cewnik… Stajesz się przedmiotem a nie podmiotem. Z troski o Ciebie każdy mówi w twojej obecności w trzeciej osobie .

Litość w oczach obcych, umęczone spojrzenia najbliższych, ból , bariery psychiczne i fizyczne, industrialne ,  bezsilność medycyny , wieczne zagrożenia życia – to jest teraz twój świat , twoja codzienność.. Znajomi się wykruszają, przyjaciele odchodzą, obcy traktują jak niepełnosprawnego umysłowo , niektórzy boją się ,że się zarażą…
I pytanie – mając świadomość , kim byłeś a kim będziesz do końca swych dni – jak możesz zawalczyć o siebie?

Will Traynor – ale równie dobrze możesz kiedyś to być ty czy ja – podejmuje trudną dla siebie i bliskich decyzję. Rodzina wymusza na nim pół roku „odroczenia” i ze wszystkich sił próbuje wpłynąć na jego zmianę.
Po dwóch latach otaczania Willa terapeutami , pielęgniarzami i osobami doświadczonymi w opiece nad niepełnosprawnymi – zatrudniają blisko trzydziestoletnią Lou, bezrobotną kelnerkę bez większych ambicji osobistych i zawodowych , prostą dziewczynę z pobliskiego miasteczka.
Czy Will zmieni swoje nastawienie do życia , jakie relacje nawiążą się między Lou i Willem , czy zauważysz, jakie bariery w głowie i rzeczywistości musi pokonać osoba na wózku – tego dowiesz się jak przeczytasz.

W tym roku Jojo Moyes jest jednym z moich cennych odkryć. Wcześniej przeczytałam „Razem będzie nam lepiej” i obie te historie zrobiły na mnie spore wrażenie.  Gdybym nie przeczytała – czułabym się o wiele uboższa . Niby problem eutanazji już w sobie przerobiłam a jednak musiałam to jeszcze raz ze sobą skonfrontować.

Oprócz ważnego tematu , naprawdę dobrze opisanej wcale nie banalnej relacji między unieruchomionym twórczym człowiekiem a dość bierną życiowo ale z potencjałem opiekunką , Jojo daje Ci po prostu kawał świetnej literatury obyczajowej napisanej doskonałym językiem, bez zbędnych infantylizmów , czułostkowości której tak nie lubię, nie spłyca tej historii do romansu z łzawym zakończeniem.

Książka dla mnie ważna. Piękna. Świetnie napisana. No i znaleziona w „Biedronce” w ramach książki za 1groszJ  

Jeszcze jedno - właśnie odkryłam ,że ksiązka będzie w następnym roku ekranizowana. Świetna obsada - aktorów znacie z Harrego Pottera i Gry o tron ;-)) Na pewno pójdę. Ostatnia chwila byś mógł przeczytać książkę bez filtra filmowego :) 

poniedziałek, 23 listopada 2015

ŚNIEŻYNKI – LILIANA FABISIŃSKA

Dwa kochające się małżeństwa. Różne życia, różne światopoglądy ,odmienne statusy ale wspólny mianownik – miłość. I jako dopełnienie tego uczucia pragnienie posiadania dziecka. Przypadkowe spotkanie  , przypadkowe rozmowy . Wzajemne zrozumienie , wsparcie, nadzieja i oczekiwania. Obiecują sobie , że będą się wspierać i wspomagać w tej drodze, bo przecież to nie będzie wielki problem… I jeszcze nie wiedzą ,że za chwilę w morderczej walce zniszczą swoje życie i wszystko , co stanowi wartość…  

Gdy byłam mała wszyscy znajomi moich rodziców mieli dziecko. Najczęściej jedynaka. Moją ciążę prowadził lekarz z poradni leczenia niepłodności – nie z powodu własnych problemów  ale tylko dlatego ,że po prostu był moim dobrym znajomym.  W  poczekalni widziałam  zazdrosne spojrzenia kobiet czekających na swoją szanse na macierzyństwo ale nie postrzegałam tematu jako problem. Wśród moich koleżanek jednak , szczególnie tych młodszych , zaczął przewijać się temat „starania o dziecko”, badań, oczekiwania… Wśród młodszego pokolenia moich koleżanek ciąża i dziecko  pojawiło się  już się w kategorii sporego problemu.. W czasie , gdy powstawały Śnieżynki – temat dokładnie przerobiłam już na przykładzie mojej przyjaciółki…

Ta historia mogłaby być historią Jej. Przepracowałam jej stany nadziei , euforii, oczekiwania i załamania, wstydu, moralnych dylematów, trudnych rozmów z mężem - kilka razy. Wiem o czym piszesz… Nawet wuj –dostojnik kościelny- się zgadza.  Moja przyjaciółka osaczona jest jeszcze wnikliwymi spojrzeniami wścibskich wiejskich sąsiadek postrzegających ją jak „ukaraną przez Boga” , „Bóg już tam wie co robi” , „a Bóg Ci dzieckiem nie pobłogosławił?”… I jeszcze trudniejsze chwile ma za sobą ale nawet mi ciężko jest uwierzyć, że w XXI wieku ktoś może tak postrzegać drugą osobę…

W chwili gdy oddawałaś książkę czytelnikom –poprzedni prezydent podpisał ustawę o in vitro i jej finansowaniu z budżetu- dając nadzieję tysiącom pustych ramion na łzy radości ciepłego ich wypełnienia … W chwili gdy ja skończyłam czytać – nowy prezydent robi wszystko by tą nadzieję ponownie ludziom odebrać.

Poza tym ,że książka jest świetnie napisana, postaci z pietyzmem stworzone, bardzo złożone ale nie przerysowane, fabuła wciąga od pierwszej linijki – to po prostu książka ważna. Szczególnie w tej chwili. Każdego z nas ten problem bardziej lub mniej dotyka. Może nie znasz osób starających się o dziecko ale może nie wiesz, że Jurek od sąsiadów jest z in vitro. I nigdy się nie dowiesz , bo rodzice nie chcą go ani siebie  narażać na ostracyzm w szkole czy miejscu pracy. Bo dla wielu to temat tabu. I nie pomaga tu Kościół Katolicki który ma w naszym kraju „rząd dusz” i głos decydujący.
I ty i ja będziemy musiały przemyśleć swój stosunek do poczęcia wspomaganego. Prędzej czy później nas dotknie.

Koniecznie przeczytaj. Oprócz ważnego społecznego problemu niech przyciągnie Cię niezwykła wrażliwość autorki, empatia i doskonałe pióro potrafiące to wszystko zamknąć w słowach.

Osobiście biegnę dziś po „CÓRECZKĘ”. Autorkę wpisuję do ulubionych J