środa, 13 kwietnia 2016

ELŻBIETA II – O CZYM NIE MÓWI KRÓLOWA?- Marek Rybarczyk



Czy patrząc na fotografię ostatniej wielkiej Królowej tego świata , siedzącej majestatycznie w fotelu ,  za jej plecami  w tle najczęściej otaczonej przez męża Filipa, syna Karola i tego najważniejszego  i ukochanego wnuka  ksicia Williama- podejrzewasz choć jak wielkimi są dziwakami, ekscentrykami  i jakie pod woskowymi uśmiechami chowają się natręctwa i małe obsesje?

Wyobrażasz sobie Elżbietę, królową, która z jednej strony przeżyła siedmiu papieży, dwunastu pierwszych premierów, spotykała się z największymi tego świata ALE  konie są ważniejsze dla niej niż ludzie, psy stawia przed członkami rodziny, chętnie strzela do jeleni,  sama ubrana w chustkę i prochowiec  łapie w balmoralskiej jaskini nietoperze…?

Sztywny jak kij , wysoki małżonek Filip – spróbuj zobaczyć go oczami swojej wyobraźni  nago , w damskim, kelnerskim fartuszku jedynie -jak podaje  do stołu zakąski kumplom w trakcie  wybujałych seksualnie przyjęć organizowanych regularnie w ścisłym gronie wysoko postawionych osób ze świata polityki , biznesu i kultury... – a przecież to  ojciec przyszłego króla , mąż największej współczesnej Królowej.

A Karol- ekscentryk z przerośniętym ego, wiecznie czekający na w kolejce do tronu , gadający do roślin w ogrodzie , pro-ekologiczny książę z jednej strony skąpy tak bardzo ,że chodzi w pocerowanych gaciach – z drugiej wymagający by  codziennie służba gotuwała  mu mnóstwo jaj na twardo – z których on wybiera JEDNO , o dość brązowej skórce … na swoje śniadanie. Zakochany bez pamięci w Camilli ,  powszechnie nazywanej kobietą – koniem, szukający w jej ramionach chyba bardziej uczuć matki niż żony- za co zdecydowanie odpowiada przedziwny , bezduszny sposób wychowywania dzieci w rodzinie Windsorów…

I  cień księżnej Diany- przez te 18-ście  lat od jej tragicznej śmierci wiszący milcząco nad Monarchią i  choć rugowany przez cały sztab PR-owców Królowej i dworu-  naznaczył i wymusił zmiany w wizerunku Rodziny .Beneficjentką ich zostanie  księżna Kate czy Lady Di bis zdaniem niektórych- jej trochę uwspółcześniona ale i poprawiona wersja – dyskretniejsza, posłuszniejsza , poprawniejsza. Nie miałaby jednak szans na szczęście , gdyby nie to , co dla niej wywalczyła jej popularna kiedyś dziś powoli zapominana , teściowa. Swoją drogą zauważyłeś może , jak sprawnie usunięta została pamięć o Dianie wśród rodziny królewskiej ? Nawet przy narodzinach wnuków nie wspomniano o niej choć słowem, grobu jej nigdy nie odwiedził Karol,  prócz dość kuriozalnej fontanny żadne miejsce w Anglii  nie nosi jej imienia.

Elżbieta za parę dni kończy 90 lat… „Firma” , którą zarządza wraz z jej odejściem powoli przejdzie w fazę zmierzchu.Już teraz Windsor Palace to rodzaj skansenu w którym w odrealnionych nieco warunkach żyje grupa ekscentryków pomimo wszelkich prób nie umiejąca bardziej otworzyć się na zewnętrzny świat i nie znajdująca sposobu na inne zaistnienie Monarchii w dobie zmieniającego się tak szybko świata.

Jakie znaczenie dla Brytyjczyków ma fakt posiadania Królowej? Czy naprawdę jest tak kochana przez naród tak ,  jak nam się wydaje? Ile jeszcze lat uda się utrzymać przy życiu ten teatr spinający współczesność z odchodzącą w niebyt epoką sprzed wojny?

Jakie jeszcze trupy w szafie chowa Królowa?

Marek Rybarczyk to nie rządny sensacji pismak z "Pudelka" czy innej, podobnej, kolorowej prasy goniącej za skandalem. Jako wieloletni korespondent w Londynie, dziennikarz BBC , publicysta Newsweeka  i autor pisujący do m.in. POLITYKI  czy FOCUSA przez wiele lat swej dziennikarskiej pracy codziennie śledził skryte życie Królowej. Udało mu się stworzyć niezwykły portret jednej z najciekawszych postaci obecnego świata , najdłużej w historii rządzącego władcy, najbardziej tajemniczej , kochanej i nienawidzonej równocześnie, pracowitej ale i zdziwaczałej osoby na tle zmieniającej się rzeczywistości. Efekt jest zaskakujący i powalający.

Powiem tak- czytałam kilka biografii Elżbiety II – żadna z tą nie może się równać. Jeśli z mojej notatki odniosłeś wrażenie ,że autor pisze wyłącznie o skrywanych i wstydliwych incydentach dotyczących życia Royalsów- przepraszam.  Właśnie ukazanie ,że uciekanie w dziwactwa było i jest po części efektem ubocznym i odskocznią od  konwenansów, rutyny oraz oczekiwań , jakie wobec nich mają obywatele Brytanii ale i Europy – jest ogromną wartością książki.

Pierwszy raz  dzięki właśnie tej książce zobaczyłam żywych ludzi, świat który odejdzie wraz z Królową ,mam inne spojrzenie i  mogę przewidzieć jak wyglądać będzie monarchia za jej następcy i w duchu liczę ,że nie będzie to Karol …


Książka udostępniona mi przez wydawnictwo ZNAK ale naprawdę gorąco zachęcam do czytania. Powiem jeszcze że będzie świetnym prezentem np. na Dzień Matki – bo czyta się jak sagę, powieść, kryminał i komedię w jednym  ;-) a równocześnie poznajemy kawał historii. 

wtorek, 5 kwietnia 2016

CZEGO UCZĄ NAS UMARLI – Philippe Charlier
- czyli patolog na tropie zagadek historii

Życiem naszym rządzą stereotypy. Pokutuje w nas utwierdzany przez lata pogląd  ,iż  historia człowieka , jego rozwój i człowieczeństwo rozpoczyna się wraz z chrześcijaństwem i wkroczeniem Kościoła, jego uczonych mnichów oraz przede wszystkim ideologii jedynie słusznej miłości bliźniego. Wcześniej człowiek co najwyżej mógł kopać w ziemi kością z biodra bawołu i dziwić się ,że ktoś obok niego umiera z niewiadomych przyczyn.

Philippe Charlier , znakomity francuski patolog detektyw w krótkich esejach – obrazach przedstawia nam wyniki badań przypadków , do których  oceny został wezwany. Są wśród nich i efekty obdukcji szczątków zmarłych z czasów prehistorycznych jak i znanych nam z historii postaci historycznych jak Robespierre , Agnieszka Sorel , Ryszard Lwie Serce czy Joanna D’arc i jej rzekome szczątki pieczołowicie przechowywane w formie relikwii.

Obrazki utrwalone nam przez filmy w typie „ Walka o ogień” pokazują  dość prymitywne klany ludzi usuwające ze swoich gron istoty np. słabsze, zdeformowane i chore. Patolog wyraźnie wskazuje ,że nawet w takich społecznościach udawało się przetrwać i przeżyć osobnikom po np. trepanacji ( udanej) czaszki! Żyły i cieszyły się opieką osoby z zespołem Downa! Czy deformacjami kończyn.
 Czyż nie zmienia to naszej optyki ?

Ciekawe wnioski wysuwa tez patolog na podstawie badanych nekropolii różnych izolowanych i zamkniętych społeczności – np. wyspiarskich , zdziesiątkowanych przez np. epidemię świnki czy ospy.

Wiele dla mnie osobiście ciekawych informacji wyniosłam z przeczytania  analizy badań kości oraz maski pośmiertnej Robespierra- wyniki podzieliły Francuzów z których część zarzuciła autorowi  celowe podkreślenie brzydoty Wielkiego Nieprzekupnego z powodów ideologicznych ( brzydota charakteru wyrysowana na twarzy ) – a przecież istniejące pomniki i wizerunki tego nie pokazują. Dla patologa choroba sarkoidalna jednak była  wyraźna i niezaprzeczalnie odciskająca zmiany na twarzy polityka.


Lektura znakomita. Czyta się jednym tchem.  Bez zbędnych upiększeń- czyste badanie, argumenty , wnioski.  

wtorek, 29 marca 2016

WAKACJE W ITALII – Nicky Pellegrino


Umówiłam się z koleżanką w połowie drogi na kawę J Każda z nas do miejsca docelowego miała ok. 100 km.  Przyjaciółka spóźniała się , wstąpiłam więc do kiosku i złapałam pierwszą lepszą książkę w cenie gazety  ;-)

Cztery młode dziewczyny kończące właśnie pewien etap w szkolnym życiu , postanawiają uczcić ten fakt wspólnym wakacyjnym wyjazdem na południe Włoch.  Nie łączy ich szczególna przyjaźń, pasja czy wspólnota przeżyć. Raczej  każda ma swoje własne problemy i przejścia, postanawiają więc przeżyć wspólnie ten czas wynajmując domek i tym samym obniżyć koszty wspólnych – być może ostatnich – wakacji w życiu. Już za moment rozjadą się w rózne strony świata , jedne zaczną  studia , inne pracę, otworzą własny biznes czy założą rodzinę. Taki moment zatrzymania w życiu każdej jest potrzebny.

Podróż i pobyt w urokliwym maleńkim średnio atrakcyjnym turystycznie regionie wszystkim wychodzi na dobre. Dziewczyny poznają się lepiej , nawiązuje się rodzaj relacji na całe życie. Otwierają się, mówią o marzeniach i planach.

Równoległe poznajemy młodego spadkobiercę stuletniego  gaju oliwnego z lokalną manufakturą produkującą najlepszą oliwę w okolicy. Młody mężczyzna , jedyny męski potomek rodu otoczony jest specjalną estymą całej rodziny, rozpieszczany i hołubiony przez otaczające go kobiety wszystkich pokoleń.  Enzo szybko jednak orientuje się, że by przetrwać i utrzymać dobrze prosperującą fabryczkę na południu Włoch trzeba pójść na niebezpieczne kompromisy i układy, gdyż mafia tak łatwo Ci nie odpuści…

Losy przystojnego chłopca i dziewczyn szukających rozrywki przecinają się pierwszy raz właśnie w te wakacje… Jak ogień w słomie romans  mocno rozgrzewa ciało i serce Enza oraz samotnej Rose.  I tak jak wiosenna burza tak i ten pożar kończy się nagłym rozstaniem .

Dziewczyny postanawiają powtórzyć jeszcze kiedyś takie wspólne wakacje – na razie jednak każda rusza swoją drogą.  Utrzymują z sobą kontakt, wspierają się , pomagają.   Wakacje jak ciepłe wspomnienie spięło ich życia mocną więzią.  Fajne.
I los zetknie jeszcze Rose i Enzo, a dziewczyny powrócą na włoskie gospodarstwo. Ale zanim to nastąpi każda musi przejść własną drogę i granice odpowiedzialności i dojrzałości.

Cóż… pierwsza część cyklu wydawniczego Prószyński i S-ka  „ Życie jest piękne” . Pewnie przeczytam jeszcze coś kiedyś z tej serii ale w napięciu oczekiwać  kolejnych części nie będę. Na wakacje do plecaka zabiorę jednak na pewno .

Co jest na pewno fajne ? zapach włoskiej kuchni unoszący się ponad kartami książki. Czujesz to słońce, pomidory , bazylię i świeżo wytłoczoną extra Virginie oil…  ;-) Słyszysz i widzisz biesiadujące rodziny włoskie , gestykulujące i przekrzykujące się ponad talerzami , atmosfera pizzerii , kochającej się , ciepłej rodziny. Jeśli byłeś we Włoszech i tęsknisz za taką atmosferą – to tutaj ją znajdziesz i to niewątpliwie wartość tej serii. 

poniedziałek, 28 marca 2016

LOVE … A BEZ NIEJ MROK . Nadia Szagdaj


Nadia Szagdaj zdecydowanie należy do moich ulubionych autorek. Pierwsze spotkanie było raczej przypadkowe-   skracając sobie dworcowe oczekiwania , wdepnęłam do księgarni  , wzrok przyciągnęła piękna „retro” okładka Pamiętników Klary Schulz. No i zostałam fanką. 
Pojechałam nawet pierwszy raz w życiu do Wrocławia by poczuć klimat, zobaczyć tak realnie opisane miejsca, wczuć się w atmosferę wielokulturowej , wielonarodowościowej, wielowyznaniowej aglomeracji. 
No i bohaterka mnie urzekła- zupełnie nowy typ śledczej– do tego  misterna intryga, psychopatyczni bohaterowie. Wsiąkłam w Klarę i z każdym kolejnym tomem boję się jak o córkę – bo akcja rozwija się tak ,że drżę o życie młodziutkiej detektyw…

Ufałam autorce choć obawy miałam. Przeczytałam ,że opisuje czasy współczesne .Widziałam okładkę… czyżby romans? I to współczesny? Trochę  nie moja bajka.

No to od początku.

Spodziewasz się romansidła? No to się będziesz zaskoczona… Nic bardziej mylnego.

Młodziutka freelancerka,  dziennikarka wraca z średnio udanych wojaży po świecie. Ma sporo bałaganu w życiu i pracy , przyjaźnie dość luźne, znajomych generalnie niewielu. Przypadkowo dowiaduje się o zniknięciu jednej ze swoich koleżanek z dawnego liceum. Przyjaźnią się nie darzyły , stosunki były raczej ostrożne i oziębłe jednak zapach kryminalnej zagadki oraz świadomość  balansowania znajomej na  styku skrajnych środowisk – półświatka z miejskich slumsów  i uniwersyteckiej elity – dają nadzieję na całkiem niezły artykuł. Postanawia więc wejść w temat i nawiązuje bliższe relacje z śledczym.

I od tego momentu wszystko jest zupełnie inaczej .

Masz romans – tyle ,że włosy stają ci dęba. Poznajesz środowisko zaginionej – ale przeraża Cię  ogrom manipulacji  i niebezpiecznych powiązań, przyjaciółka u której chcesz się zrelaksować i „zresetować” głucha i ślepa na grożące niebezpieczeństwo prędzej poświęci Ciebie i własne dzieci  niż da sobie pomóc…
Spodziewasz się romansidła – dostajesz thriller psychologiczny. Myślisz ,że wiesz kto zabił – no pod twoimi drzwiami rozgrywa się dramat , którego nie podejrzewasz.

Czyta się świetnie , rozmach, precyzyjny język bez zbędnych dygresji i  filozofii i dociekań- ta właśnie powinno być w thrillerze. Wciąga jak magnes i hipnotyzuje. Nie możesz się oderwać . Wydarzenia następują po sobie szybko , wchodzą w wyobraźnię ostro. Atmosfera zagrożenia , obcowania z niebezpieczeństwem przeplata się z dość mocnym romansem – a raczej uwikłaniem fizyczno erotycznym   o  zaskakującym podłożu.

I gdy masz przeczucie ,że wiesz , kto zabił … TA DAM! Nic bardziej mylnego . Autorka świetnie wyprowadziła Cię na manowce by dobić ostatnią mocną sceną zagrożenia .

W wolnej chwili spójrzcie na zdjęcie autorki J i niech was nie zmylą te wielkie , piękne oczy  w buzi pełnej złotych loków, młodziutka , uśmiechnięta buzia łagodnej mamy dwójki berbeci. Bo z jednej strony to głęboko wszechstronna humanistyczna dusza , śpiewaczka operowa, muzykolog, prześliczna wiolonczelistka , świetny fotograf, artysta z wysokiej półki a drugiej… strach się bać mroków i zakamarków wyobraźni  ;-)

Nie bez znaczenia jest fakt umiejscowienia akcji we współczesnym Wrocławiu. Autorka świetnie zna miasto, zakamarki , poszczególne kamienice. Wrocław ma szczęście do pisarzy- wiele akcji kryminalnych tam się dzieje ale Nadia Szagdaj zdecydowanie jest jedną z tych najpewniej poruszający się zarówno po Wrocławiu sprzed wojen jak i współczesnym.  Dla mnie 10/10.


Jedno jest pewne absolutnie – nie można przejść obojętnie ponad jej książkami. Mam pewność ,że jeszcze nas zaskoczy – na co osobiście bardzo liczę.  Tym bardziej ,że w kwietniu spotkanie w Katowicach , na które bardzo się cieszę . 
GÓRA TAJGET – Anna Dziewit Meller


Grzech zaniechania, grzech milczenia. Wojna i jej okrutne żniwo – ofiary w kobietach i dzieciach. Szczególne piętno śląskiej ziemi – wszak dla Niemców ziemia polska, dla ruskich – niemiecka.. Każdy kolejny najeźdźca- z błogosławieństwem swojego wodza- ma prawo do łupów, prawda?

I choć tyle lat po wojnie – zbrodnie na zwykłych ludziach tkwią jak kolec w pamięci pokoleń, jak odcisk uwierają i nie pozwalają wrażliwym swobodnie chodzić.. Los bywał złośliwy – o tym wiem nie od dziś. Zbrodnie nie wychodzą na światło dzienne, ofiary żyją z piętnem i traumą, zbrodniarze dożywają spokojnie swoich dni w dobrobycie i szacunku lokalnych społeczności…

Rodzina o typowo śląskich losach… Świeżo upieczony ojciec , właściciel apteki przeczuwa, że w pobliskim szpitalu psychiatrycznym działy się rzeczy niewyobrażalne i choć ludzie przebąkują tym ,ze ktoś … coś ..słyszał? może…? – ciężko drążyć mu temat i zmierzyć się ze świadomością ,że akcja T4 w ramach której naziści uśmiercali dzieci i eksperymentowali na ich ciałach -dotyczyła i jego rodziny… Górnik  Ryszard… prosty chłop, rodzina, praca a w nocy nawiedza go mgliste wspomnienie traumy z dzieciństwa. Ciotka Zefka. Dobra kobieta . Wiele przeszła w życiu tylko czy ktokolwiek wie naprawdę co ? A ta wyniosła i inteligentna utytułowana pani doktor, która co tydzień z potrzeby swej wrażliwości odwiedza sale koncertowy – przypuszczałbyś ,że jednym podpisem decydowała o życiu i śmierci dzieci, które w ramach czyszczenia rasy z „elementów nie dość doskonałych” miały pecha urodzić  się  z szpotawą nóżką? Zezem? Mongolizem?

Jak potoczyłyby się losy świata , gdyby małemu Adikowi kolega życia nie uratował , nie wyciągnął spod lodu ?

Ciężkie tematy ta nasza drobna Pani Ania ruszyła. Zrobiła to po mistrzowsku – bez oceniania, bez wyrokowania , bez moralizowania- za to z ogromną wrażliwością, empatią i dojrzałością.  Ot obrazki śląskiej historii, twardej , trudnej .

Wielkie zaniechanie rozliczenia się z przeszłością spada ciężarem na barki kolejnych pokoleń i ciąży jak kamień na sercach i sumieniach tych, którzy pamiętają. Zimny chów dzieci, brak miłości i
Wiele jeszcze takich kart historii jak przyschniętych tylko strupów na ranach mamy. Szczególnie bolą gdy mamy dzieci… bo lęk przed wojną i strach o ich bezpieczeństwo determinują wszelkie nasze postrzegania i działania. Bo historia lubi się powtarzać. Dziś jest bliżej niż sądzisz…


Pani Aniu gratuluję książki.  Burzy spokój na długo . Zapada w pamięć. I o to chodzi. Dziękuję. 

sobota, 12 marca 2016

CZEŚĆ , CO SŁYCHAĆ ? 

Magdalena Witkiewicz


Pewne gesty , słowa i zapachy nie zacierają się w pamięci pomimo upływu lat… Szczególnie jeśli  łączą się ze wspomnieniami pierwszej Miłości,pierwszych uniesień, doznań, odkrywania  zakazanego.  Taka szkolna, czy studencka miłość  jest jak ogień podpalony benzyną- płonie ostro, wysoko, niebezpiecznie i często równie szybko wypala się, pozostawiając  zgliszcza. Ale coś w nas sprawia, może tęsknota ?  że wracamy do tych  pierwszych uniesień mimo ,że  bywają bolesne … czas idealizuje i obiekt naszych westchnień i wszystko co się z tym czasem łączy  .

To ja jestem Zuzanną. I ty. Każda z nas. Przeżyłyśmy ten skok na bungee bez zabezpieczenia i choć boimy się ryzyka i nigdy przenigdy go nie powtórzyłybyśmy – coś sprawia ,że w ten czas myślami uciekamy . Szczególnie gdy  codzienność nas znuży , pomysły na tygodniowe obiady się kończą, dzieci kochamy ale zamiana w taksówkarza, opiekunkę i kartę bankomatową momentami przytłacza i irytuje. Chcemy przez chwilę poczuć się ponownie tą najważniejszą, najpiękniejszą i zdobywaną , wracamy do motyli w brzuchu, bo mają być bzy i łzy i świat ma wirować , wino smakować a pocałunki wypalać na skórze tatuaże wiecznej przysięgi . Że nikt nigdy tak ja my. Że po nas tylko potop. Że ….

A w domu tylko obowiązki , mąż ten sam , który przecież powiedział te naście lat temu ,że kocha – to nie będzie się powtarzał. Przecież nic się nie zmieniło… I to jego ciche milczenie , stałość, troska wyrażona nie w kwiatach i szampanie a przykryciu nas kocem na kanapie i podaniu aspiryny  do łóżka jeśli  zastanie nas „syndrom dnia poprzedniego” po spotkaniu z przyjaciółkami  z dawnych lat
Pod powłoką dojrzałej matki i żony grzecznie wykonującej codzienne obowiązki -w każdej z nas uwięziona szalona nastolatka poszukująca przygód i ryzyka  i niekiedy domaga się uwagi. Szczególnie , gdy podejrzymy na portalu pozornie świetlaną karierę i życie naszych dawnych koleżanek. Perfekcyjnie wystylizowane idealne życie na FB? Karmimy się złudzeniami ,że są szczęśliwsze ,szczuplejsze, młodziej wyglądają a i  bardziej spełnione . W ciszy serca im zazdroszcząc – budzimy demony dawnych wspomnień i zaczyna się maraton „co by było gdyby”,,,,

I wszystko  co teraźniejsze blaknie i zaczynamy niebezpieczny balans na linie… która choć przetarta w kilku miejscach a my cięższe o doświadczenia kolejnych 15- 20 lat , ma nas bezpiecznie utrzymać w pionie.
Ryzyko . Słodko –gorzkie i hipnotyzujące. Niekiedy można się poparzyć.  Powrót do przeszłości bywa igraniem z ogniem ale może też być niezłą szkołą dorośnięcia , emocjonalnej dojrzałości – wbrew pozorom boleśnie może pomóc nam domknąć drzwi a bez tego domknięcia tylko przeciąg , reumatyzm i wieczny katar  ;-))

O tym właśnie jest najnowsza książka Magdaleny Witkiewicz „ CZEŚĆ , CO SŁYCHAĆ”
 Każda ma jakiegoś Pabla w pamięci i Wojtka  Janka czy Sławka  w życiorysie J  Czas to sobie poukładać. Złapać  pion.  Z perspektywy kobiety połowy życia Pablo już nie taki rycerz a Wojtek to filar i fundament. Ale by to zrozumieć, trzeba jeszcze raz stanąć odważnie przed swoim dawnym ja. I może właśnie CZEŚĆ CO SŁYCHAĆ?  Tobie pozwoli oderwać się od iluzji? A może docenisz to , co masz ? lub to co straciłaś?
Mnie pomogło. Mój "Wojtek"  ;-) nie wróci ale uwierz , doceniam teraz każdą chwilę , którą przeżyliśmy razem. Codziennie przepraszam , ze to , co sobie po drodze razem zrobiliśmy. 

http://www.empik.com/czesc-co-slychac-witkiewicz-magdalena,p1121052457,ksiazka-p

czwartek, 25 lutego 2016

ZAKONNICE ODCHODZĄ PO CICHU-  Mata Abramowicz


Nie ukrywam ,że na tę książkę czekałam w napięciu. Los zakonnic , które odeszły ,okrywa milczenie. W klasztorach to temat tabu-  dawne towarzyszki  patrzą zdumione, lub odwracają wzrok słysząc pytanie o byłe siostry i  wymijająco odpowiadają o ich złym stanie zdrowia czy braku dojrzałości do życia w zgromadzeniu. Bo posłuszeństwo jest najważniejsze.

Temat przewija się przez moje całe życie, znam wiele zakonnic i byłych zakonnic. Czekałam na tę pracę i bardzo autorce za nią dziękuję. Byli księża, bracia nie mają takiego problemu – mówią wprost że byli i odeszli, mówią co im się nie podobało albo na co gotowi nie byli.

Zakonnice znikają. Nie mówią o tym , co przeszły , nie przyznają się do tego okresu w swoim życiu . Najczęściej zmieniają otoczenie, pracę , miasto . Kościół w naszym kraju to skostniała , zhierarchizowana instytucja feudalna na której szarym końcu właśnie są siostry zakonne. Chciałam , by ktoś powiedział to , co mówię całe życie : jest cywilizacyjna przepaść między klasztorami żeńskimi i męskimi . Nie chodzi mi absolutnie o krytykę , raczej o głos w sprawie. I ma to pewien cel.

Autorka podeszła do tematu z ogromnym taktem i zrozumieniem. Szukała odpowiedzi i dotknęła bolesnych miejsc. Pewnie zostanie zaatakowana przez różne środowiska za  samo tknięcie problemu. Bo nikt nie ma prawa wtrącać się w wewnętrzne sprawy Kościoła a już w szczególności zgromadzeń żeńskich , utrzymywanych  niby dla ich ochrony w specjalnej tajemnicy. Przed wszystkimi . A utrzymują je w tym schronie informacyjno –formacyjnym zwierzchnicy kościoła – mężczyźni.
Pytania dlaczego ? jaki jest cel? Dlaczego kobiety się na to godzą? Czy wiedzą na co się godzą? Są dla sprawy kluczowe.
Bo klasztor to nie jest przedłużenie   młodości spędzonej w parafialnych  w kręgach oazowych. To nie czas podobny temu, który przeżyłaś na rekolekcjach wśród uśmiechniętych , radosnych sióstr zakonnych śpiewających , grających na gitarach i mówiących z pasją o swojej jedności z Jezusem.  
Polski klasztor to zupełnie inny świat. Nieporównywalny ze światem ojców i braci zakonnych , zupełnie odmienny a wręcz sprzeczny z życiem księży.

I utrwalony w naszym kraju przez kult Maryjny ( milcząca ,służąca postawa) oraz przez postawę JP2 i jego następcy , Benedykta…  Pewnie tu mnie wiele osób będzie chciało zagryźć ale to fakty.
Co dzieje się za bramami klauzuli?  Jak łamane jest poczucie własnej wartości, potrzeby zdobywania wiedzy , moralne granie na emocjach , budowanie wiecznego poczucia winy -  przeczytaj .
Dorzucę swoje pięć groszy.

Trzy sceny.
1-      Rozmowa z zakonnicą uważnie przyglądającą mi się przez cały czas. Miałam na sobie bluzkę , taką hippi , długie szerokie rękawy , na ręce skórzana bransoletka . Siostra nie mogła od niej oderwać wzroku. Wreszcie wyciąga rękę i pyta – jakie mądre to kółeczko – jak piszesz to możesz sobie ten rękaw nim przytrzymać…..  Ona nie żartowała. Nie działo się to w poprzednim stuleciu. Scena sprzed kilkunastu lat.
2-      Cisza, kolacja . Nagle pisk , rwetest i śmiech. Pytam  - co się dzieje??? . Pada odpowiedź  : o ! siostra Asumpta znalazła dzieciątko w cukiernicy!!!  Przecieram oczy. Oświecają mnie – dzień patronki.. Która znajdzie ukrytą figurkę „Jezuska” będzie miała szczęcie cały rok. ?!?! Zabobony ,infantylizm  czy szukanie malutkich radości i odskoczni dnia codziennego?
3-      Leżałam w szpitalu z jedną z sióstr. Całe noce rozmawiałyśmy . Starsza już siostra. Sfrustrowana. I ona to mi powiedziała na odchodnym „ Dziecko , piekło wybrukowane jest głowami księży i zakonnic – uwierz”

Brutalna prawda bez zbędnego komentarza. Zakonny piorące młode mózgi przez ciągłą kontrolę, codzienne szukanie w sobie grzechów i wyznawanie je przed Mistrzynią,  wieczne umartwianie się i praca , brak możliwości rozwoju osobistego , brak dostępu do wiedzy , proszenie nawet o środki czystości i higieniczne… dlaczego to sobie robią?


Pomyśl. Przeczytaj.