wtorek, 31 lipca 2018


DZIEWCZYNY Z WOŁYNIA- ANNA HERBICH, wyd. ZNAK


11 lipca 1943 . Krwawa niedziela w Kisielinie. Banda uzbrojonych Ukraińców otacza kościół w którym Polacy uczestniczą z rodzinami we Mszy Św . Ukraińcy  wpadają do środka , zaczynają regularną rzeź, niedobitki ludzi chroniących się w zakrystii , na wieży kościelnej – próbują podpalić i wybić do ostatniego żywego ducha…

Radosne życie wielokulturowych , małych wiejskich społeczności , gdzie Żydzi, Polacy, Ukraińcy i Czesi wspólnie mieszkali , świętowali, pracowali zostało nagle przerwane przez zwrot w zachowaniu Ukraińców, w których obudzony został podjudzany przez lata skrywany nacjonalizm…

Wyobraź sobie rodzinę. Mieszaną. Ona Polka, on Ukrainiec. Parka  dzieci – zgodnie z tradycją dziewczynki chrzczone w obrządku katolickim , chłopcy w prawosławnym.  I nagle syn przychodzi do ojca i mówi : tato zabijmy matkę i siostrę.  To nie wymyślony scenariusz filmu sensacyjnego – to prawdziwa historia, która wydarzyła się w te krwawe dni…

To tylko jedna z dziewięciu historii opisanych w książce Anny Herbich „ Dziewczyny z Wołynia”
Dziewczyny które jako dzieci przetrwały , przeżyły tragedię wołyńską, były świadkami  śmierci swoich bliskich, często bardzo makabrycznej, okrutnej, niewyobrażalnie sadystycznej . Ukryte słyszały, czuły, widziały  palenie, grabienie majątków, morderstwa dokonywane przez ich najbliższych sąsiadów, ludzi , którym do tej pory ufały…

Różne historie kobiet,  w trakcie tych wydarzeń były w różnym wieku mają jeden wspólny mianownik - Wołyń. Niekiedy były  tak małe, że nie do końca zdawały sobie sprawę z tego co widziały, jednak obraz ten tak silnie wrósł w ich świadomość, że pomimo upływu ponad siedemdziesięciu lat , wspomnienia krwawych nocy i ludobójstwa  budzą je w nocy do dnia dzisiejszego. Niektóre straciły część swojej tożsamości- nie wiedzą jak się nazywały, kiedy się urodziły, tylko obrazy tych dni mówią im o korzeniach…

Jak sobie poradziły w życiu? jak przetrwały ? Przecież z jednego zagrożenia wpadały w drugie – z pogromu ukraińskiego prosto w łapy oswobodzicieli radzieckich i sołdatów dla których te ziemie miały być ich domami. Sybir, domy dziecka, wywózki , ucieczki, strach , strach , strach….
„Dziewczyny z Wołynia” to mocna historia. Czyta się szybko, wciąga , oderwać się nie możesz. Dokumenty, zdjęcia, wspomnienia. Bez zbędnego koloryzowania, bez uderzania w uczucia współczucia czy empatii . Suche fakty ale jakże ekspresyjne.

Wojna to milczące ofiary cywilów , kobiet i dzieci. Nikt się o nie nigdy nie upomniał. Rodziny próbowały ale pomimo tych siedemdziesięciu ponad lat od wypadków wołyńskich , kolejne rządy starają się temat zamieść pod dywan w imię dobrych stosunków polsko -ukraińskich .
W 2017 roku poproszony został prezydent Andrzej Duda o honorowy patronat nad obchodami upamiętniającymi ludobójstwo wołyńskie…. Odmówił.
Czy zamiatając te wydarzenia pod dywan historii unikniemy powtórzenia scenariusza?
Co takiego się dzieje ,że w społeczności , gdzie sąsiad Ukrainiec z sąsiadem Polakiem razem piją wódkę, obrabiają ziemię i chodzą do tego samego lekarza – z dnia na dzień jeden drugiemu przystawia siekierę do głowy i w imię nacjonalistycznych haseł umiejętnie wtłaczanych przez lata w głowy – bez zmrużenia oka roztrzaskuje mu głowę?


Nie mów ,że nacjonalizm ma szlachetne oblicze. I że nie jest niebezpieczny.
Ten scenariusz powtarza się na całym świecie . Albania – Serbia. Izrael- Palestyna. Najniebezpieczniejszy jest gdy jest wspierany przez religię, kościół. Pamiętaj ,że faszyzm przez Europę z imieniem Boga na ustach. I bez potępienia przez papieża.
I żyjemy w czasach powtórki z historii, gdyż kto jej nie zna i nie wyciągnął z niej wniosków , skazany  jest na jej powtarzanie do skutku
Mądra książka. Dla mnie lektura nr jeden ubiegłego miesiąca.
Teraz czytają moi rodzice – tak jak i ja w milczącym skupieniu i z narastającym smutkiem i lękiem.

Polecam. I dziękuję autorce. To ważna książka. 

czwartek, 21 czerwca 2018


MAGDA M. -CIĄG DALSZY NASTĄPIŁ- RADOSŁAW FIGURA, WYD.ZNAK  LITERA NOVA


Parę lat temu serial o pani prawnik Magdzie Miłowicz i jej przyjaciołach , gromadził i jednoczył nas wszystkich przed ekranami telewizorów. Nawet ci, którzy dziś się do tego nie przyznają, przez jakiś czas na pewno żyli perypetiami młodej pani prawnik, startującej w życie zawodowe w stolicy i przeżywającej swoje bardziej lub mniej szczęśliwe fascynacje uczuciowe. A gdy już pojawił się Piotr to wszystkim nam dech zaparło…

No i teraz Magda o osiem lat starsza, szczęśliwie nadal zakochana w Piotrze, kontynuująca swą pracę w kancelarii Waligóry i zajmująca się nadal potrzaskanymi przez los kobietami w Feminie – powoli dojrzewa do zmian w życiu. Zmierza szczęśliwie do 40 -tki, mężczyzna u jej boku również pragnie przejść na kolejny etap zaangażowania w związku a instynkt macierzyński głośniej domaga się uwagi

I niby nic tej sielanki zakłócić nie może ale od początku książki czujemy ,że cos nieuchronnego i złego te plany pokrzyżuje . Bo w życiu Magdy nic proste , łatwe i przyjemne być nie może.
Magda nadal obraca się w tym samym gronie sprawdzonych przyjaciół. Czas który ją czeka jest też sprawdzianem dla ich  relacji , przyjaźni hartowanej w ogni i wodzie.

Cóż…

Powieść zdecydowanie dla fanów serialu. Nie musisz szybko szukać powtórek odcinków- w książce jest wystarczająco wiele przypomnień . Wydarzenia bieżące wywołują reminiscencje wypadków ,które może nie do końca nam utkwiły w pamięci ale jeśli są istotne dla obecnych wydarzeń powieści – zostaną nam przypomniane i wyjaśnione.

Książka cię raczej nie zaskoczy a rozwinie to , na co podświadomie jesteś przygotowany.

Czy Magda poradzi sobie po podwójnej traumie zafundowanej przez los? Czy zmiany , które ten fakt spowoduje , sprawią ,ze odnajdzie się jeszcze i w życiu zawodowym i osobistym? Czy puste miejsce w domu i sercu ponownie będzie w stanie przyjąć kogoś nowego ? czy spotka równie uczciwego człowieka czy raczej ktoś postanowi wykorzystać jej sytuację i pozycję do swoich celów?

Co mogę dopowiedzieć jeszcze ze swojej strony? Powiedzmy ,że wielkim fanem Magdy M nie byłam ale ciekawa jej losów owszem. W powieści znalazłam sporo błyskotliwych refleksji o życiu i samotności ale nie tylko . Autor wykorzystał też książkę po to , by chyba móc wypowiedzieć się na temat trochę swoich odczuć co do zmian zachodzących w naszym kraju , systemie i politycznym i prawnym a że jest związany z tvn to stanowisko jest oczywiste ( tu się z nim zgadzam ale mam wątpliwości , czy akurat w tej książce jest uzasadnione wprowadzenie takich pobocznych rozważań)
Ogólnie sporo jest wątków dodatkowych zasadniczo luźno związanych z treścią. Mam wrażenie ,ze autor wykorzystał po prostu okazję do wypowiedzenia się w temacie poglądów na politykę, kościół , sądownictwo, równouprawnienie płci itp. Rozumiem ,że ta potrzeba go rozsadza a nie ma innych możliwości publicznej deklaracji . Nie jest to nachalne ale jednak jest i dlatego mam wrażenie sporych dłużyzn  ( zaznaczam że też jestem w końcu gorszego sortu więc ideologicznie się zgadzam tylko czy dodaje to powieści jakiś walorów? )

Czytając powieść ciągle widzisz uroczą buzię Joanny Brodzik- bez niej postać Magdy nie byłaby zupełnie inna . Dla mnie to akurat zaleta i książki i filmu – jak klamra spinająca obie formy. 

Reasumując
Jeśli byłeś/ byłaś fanem Magdy M – książka zdecydowanie dla Ciebie. Nawet jeśli nie byłaś fanem ale ją lubiłaś – z ciekawością zanurzysz się w jej obecnym życiu.
Sporo fajnych refleksji o charakterze ogólnym, życiowym, Wiele błyskotliwych myśli .
Akcja powieści jednak dość przewidywalna, nic cię nie zaskoczy , czujesz po prostu bieg wydarzeń.
Napisana jednak sprawnie , płynnie – jak zresztą serial się i toczył.
Lektura na lato . Pod drzewkiem z szklanką mohito – bardzo wskazana. Po prostu miło spędzisz czas.

środa, 13 czerwca 2018


ŻYCIE W ŚREDNIOWIECZNEJ WSI – FRANCES GIES I JOSEPH GIES, WYD ZNAK
 

W północno -zachodniej części hrabstwa Cambridgeshire ,niewiele ponad 100 km na północ od Londynu leży sobie dziś niewielka wioska zwana Elton. Przepięknie usytuowana wśród malowniczych , zielonych wzgórz i pól przyciąga wzrok swoimi kamiennymi , szarymi  budowlami położonymi wzdłuż dwóch głównych ulic. I rzadko kto pomyśli ,że wioska to pozostałość po osadzie sprzed ponad tysiąca lat i jest jedną z najlepiej opisanych wsi średniowiecznych na skalę europejską. Elton ma najstarszą i najbardziej kompletną dokumentację dotyczącą średniowiecznej wsi- spisy , sprawozdania finansowe, akty dworskie i właśnie  to stanowi bazę , która posłużyła autorom do przybliżenia nam życia codziennego mieszkańców wsi, ich obowiązków i praw, w radości i chorobie , od poczęcia do śmierci.

W dziesięciu rozdziałach autorzy skrupulatnie opisują nam wszelkie aspekty życia w średniowiecznej wsi, relacje między tzw panem , wójtem i plebanem, współzależności wasalskie, służebne, finansowe.
Kim był revee? Czy wśród chłopów było zróżnicowanie finansowe i majątkowe oraz skąd się wzięło?
Jak żyli, co jedli na co dzień a co od święta? Jakie zwierzęta hodowali, co uprawiali i jak świętowali ?
Pewnie dla wielu z was ( tak jak i dla mnie ) najciekawszy rozdział dotyczył małżeństwa i życia rodzinnego. Okazuje się ,że wieśniacy wcale tacy pruderyjni nie byli, małżeństwo nie koniecznie zawierane było przed plebanem w kościele czy kaplicy a niekiedy po prostu sankcjonowało stan faktyczny. Jakie kary groziły za cudzołożenie ? czy seks przedślubny był stygmatyzowany? Jakie obowiązki ciążyły na współmałżonkach?

Czy wieśniak mógł zapewnić sobie cos w rodzaju „emerytury” z prawa np. przekazania ziemi innemu rolnikowi? Jak sobie radzono w sprawach przekazywania dóbr?  
Co jedli, jak się ubierali, jak wyglądały typowe rozrywki i dzień po pracy?

Obszerny rozdział poświęcony  jest higienie… cóż, pewnie domyślacie się możliwości w tym zakresie.
Niezmiernie ciekawy jest też rozdział o życiu duchowym ludzi wsi oraz powiązaniach parafialnych. Co winien był chłop swojemu wikaremu, jakie obowiązki miała parafia wobec biskupa i co kościół mógł a czego nie wobec wieśniaków.  Nie od dziś wiadomo ,że celibat to fikcja i dziś i w przeszłości , sporo zabawnych historyjek tego dotyczy.

Znajdziemy też przykładowe kazania wikarych – źródło niezrównane do poznania sposobu myślenia średniowiecznego chłopa.

Reasumując : wieś nie była osadą bezwolnych i poddanych bezgranicznie panu ludzi. Była to społeczność dobrze zorganizowana , wielowarstwowa, ze swoją swoistą jurysdykcją, obszarami na które ani pan ani pleban wpływu wielkiego nie mieli. Chłopi potrafili się panu przeciwstawić ale była też wśród nich i grupa „ lizusów” donosząca o wszystkim i na wszystkich , licząc na korzyści z tego tytułu. Pan miał świadomość ,że społeczeństwo wiejskie jest podstawą jego zamożności , kontrolował i ingerował ale chętnie powinności w naturze zamieniał na korzyści finansowe.
Książka napisana z benedyktyńską cierpliwością w oparciu o ogrom źródeł , których indeks zamieszczony jest na końcu. Pomimo ,że to praca historyczna, czyta się świetnie , szybko i z wypiekami na twarzy. Dla mnie osobiście połączenie przyjemnego z pożytecznym – wzbogaca wiedzę a nie męczy językiem przeznaczonym wyłącznie dla fachowców.
Fajna lektura na wakacje, wszak feudalna ,średniowieczna wieś odcisnęła piętno na całej Europie i przy odrobinie zaangażowania , wszędzie zauważymy jej relikty. Gorąco polecam.

sobota, 2 czerwca 2018


SPRZEDAWCA MARZEŃ- RICHARD PAUL EVANS , wyd. ZNAK , LITERA NOVA

Oj, bolało.

Ta książka mnie zabolała, dotknęła spraw, o które się otarłam , przeżyłam i moje mieszane odczucia utwierdziły mnie w przekonaniu ,że najważniejsze to wierzyć własnemu instynktowi.

Ale do rzeczy.

Pisarz już dobrze mi znany , Richard Paul Evans robiąc research do nowej książki , jedzie sobie wzdłuż słynnej amerykańskiej 
trasy Route 66 i spotyka intrygującego mężczyznę. Rozmowa jest na tyle ciekawa ,że zatrzymują się w zajeździe i pisarz próbuje namówić tajemniczego nieznajomego na opowiedzenie mu historii swojego życia, gdyż ma podejrzenia graniczące z pewnością, że człowiek ów jest materiałem na niezwykłą książkę. Po głębszym zastanowieniu się , tajemniczy nieznajomy wymusza na autorze zapewnienie ,że książka pisana będzie w pierwszej osobie -jakby to on sam ją opowiadał, że autor niczego nie zmieni i nigdy nie poda jego prawdziwych danych .
Tak powstała jedna najbardziej intrygujących książek jakie ostatnio czytałam. A historia w dużej mierze jest prawdziwa.

Pozornie  schemat dość typowy – amerykański sen , od pucybuta do milionera czyli  wielki sukces , świat u stóp i nagle los naciska guzik „reset” , masz szansę zmienić wszystko w swoim życiu. Historia jakich wiele ale … gwarantuję Ci, ta powala z nóg.

Młody chłopiec wychowywany w patologicznej rodzinie którego  sadystyczny ojciec ,usprawiedliwiający swoje okrucieństwo wersami z Biblii o kształtowaniu karami cielesnymi młodego charakteru, zmagając się do tego z głodem, bólem i odrzuceniem w domu i szkole , nie wyobraża sobie innego życia. W wieku lat 17 przechodzi moment przełomowy – postawiwszy się ojcu równocześnie uświadamia sobie ,że jego dręczyciel jest tchórzem i pełnym kompleksów karłem człowieczym i fakt, że przestaje się go bać , daje mu siłę do wyruszenia w świat w poszukiwaniu własnej tożsamości i innego, lepszego życia.

Jeśli otarłeś się o świat sprzedaży , firmy marketingowe, finansowe, polisolokaty, konferencje i seminaria coachingowe,  produkty obiecujące szybkie zyski i obudzenie w sobie milionera – to domyślasz się , na jaką drogę wszedł Charles James, bohater książki Evansa. Facet osiąga wszystko i przerasta mistrza. Ale nie sama fabuła jest tak bardzo ważna

Najważniejsze są przemyślenia bohatera. Odważnie i brutalnie mówi o świecie w jakim się poruszamy. Nie ma trzeciej drogi. Jesteś albo rzeźnikiem albo baranem. Lwem albo owcą. Tyle ,że lwy zostały wychowane przez inne lwy i umieją zabijać . Społeczeństwo wychowuje swoje potomstwo na barany , bo takimi łatwiej sterować. Brutalne ale prawdziwe , tak?
Ludzie z rządzy zysku wepchną Cię do piekła głośno głosząc ,że przed nim cię ratują. Czasem na drodze pojawia się mentor i wydaje Ci się ,że to mistrz gdy on bywa tylko narcyzem napawającym się swoją umiejętnością sterowania zbiorowymi emocjami, nakręca się panowaniem nad tłumem a w nim i Tobą i uzależniony jest od endorfin , które wysysa z takich ludzi jak ty. I zdarza się, że jego korona w twoich oczach opada, berło się roztrzaskuje a ty możesz pójść dalej już samodzielnie … tylko często na końcu tej drogi uświadamiasz sobie ,że po wszystkich poświęceniach zamieniłeś się w swojego poprzednika. Niekiedy nie podążasz za sukcesem tylko ciągle i ciągle uciekasz przed porażką.

Bo władza to narkotyk. Uzależnia.

W czasie mojej drogi zawodowej wielokrotnie byłam na szkoleniach , konferencjach i seminariach mniejszej lub większej „klasy” coachów. Szczerze ? Niektóre z tych szkoleń lubiłam ale czułam, że „towar” mi sprzedawany , jest z wątpliwą gwarancją. Dlatego książka mocno mnie poruszyła.

Uważam, że w poszukiwaniach  różnych źródeł sposobów na cudowne wzbogacenie się i zdobycie wolności finansowej , powinieneś przejść również przez tą książkę. Dla mnie jest ważna . Dla Ciebie też powinna.

Powiem tak – przeczytałabym ją wcześniej ale odrzuciła mnie okładkowa rekomendacja celebrytki. Myślę ,że nie jest trafiona i książka na tym traci. Wszystko inne jest bardzo dobre.
Fajny pomysł na np. prezent na dzień ojca a to już przecież w czerwcu.

Naprawdę polecam. Warto. 

niedziela, 27 maja 2018



CAŁA JA – AUGUSTA DOCHER, wyd. ZNAK



Milena , siedemnastoletnia licealistka, powoli odbudowuje swoje życie po traumie jaką była tragiczna i niespodziewana śmierć ojca. Młoda dziewczyna oswaja swoje lęki i kompleksy , buduje relacje z mamą w nowej rzeczywistości. Jej codzienność to  prywatna , elitarna szkoła w Aninie, otoczenie młodzieży z bardzo bogatych i ustosunkowanych domów – w końcu sama z takiego się wywodzi. Na liście najbogatszych ludzi wg Forbsa jej ojciec wszak miał wysokie miejsce. Tuż za nim  wspólnik ojca i bliski przyjaciel rodziny . I to on wspiera i mamę i Milenę w nowej dla nich sytuacji.

Pierwsze uczucia, pierwsze miłości i rozczarowania , potrzeba akceptacji i miłości, ciepła i wsparcia oraz tajemnica w rodzinie sprawiają ,że rok maturalny staje się rokiem przełomowym . Nic już nie będzie takie jak dawniej.

Brzmi  banalnie ale tylko na początku.

Paula, równie młodziutka dziewczyna, ledwie po maturze, przybywa do małej miejscowości pod Bielskiem i sama zamieszkuje dość spory i świeżo odnowiony dom. Mamy wrażenie ,że może jest tzw. eurosierotą, niewiele mówi o sprawach rodzinnych  , nie wprowadza nas w powody swojego osamotnienia i izolacji. Demony przeszłości , trudna do rozgryzienia trauma sprawia, że dziewczyna jest zamknięta w sobie, zdystansowana, otoczona murem niedopowiedzeń i  tajemnic. Zatrudnia się „na czarno” w posiadłości lokalnego prominenta do pracy w ogrodzie. Ciężką, fizyczną pracą próbuje zagłuszyć coś, co nie daje jej spokojnie żyć.  Pewnego dnia na jej drodze pojawia się niewiele od niej starszy chłopiec z tatuażem i rodzi się między nimi specyficzna więź – ciekawość i przyciąganie – każde ma swój problem do przepracowania i każde potrzebuje przyjaciela, wsparcia i odrobiny bliskości. Ich relacje to trochę romans z jeżem – dość boleśnie trzeba się pokłóć ale może i warto…

Też trochę banalne, nie ?

Paula i Milena – obie tak różne i tak podobne. Wiele tajemnic, traum, niedopowiedzeń. Obie stają przed wyborami zbyt poważnymi i z konsekwencjami na całe życie. Poranione, oszukane, zranione.

Co je łączy ?

Powiem tak. Początek mnie zaintrygował. Naprzemienne rozdziały „ Paula” , „Milena” wprowadzały mnie równolegle w świat obu dziewczyn i wciągnęłam się w ich życie. W połowie poczułam lekkie znudzenie a nawet zawód , gdyż ZAŁOŻYŁAM ( błędnie ),że znam sielankowy finał , do którego owe wątki zmierzają. Nawet pomyślałam że zapowiadała się powieść obyczajowa  a wyszła autorce klasyczna „młodzieżówka” na którą przecież jestem za stara .  A tu niespodzianka.  potrafiła mnie zaskoczyć i pokazać, że nic bardziej mylnego.  I nie mogę więcej napisać , gdyż są filmy i książki, które przeczytać można tylko raz, finał tak bardzo wpływa na odbiór całości ,że każde słowo więcej tylko spali ci radość czytania.

O ile gdzieś do połowy książki akcja toczy się lekko sennie (  ale nie nudno) to ostatnia część podkręca mocno tempo wydarzeń. Jeśli wydaje ci się ,że znasz koniec – na pewno szybki zwrot ponownie z błędu cię wyprowadzi.

Augusta Docher to pseudonim . Jeśli przypadnie ci do gustu książka „Cała ja” to znajdziesz inne pozycje tej autorki pisane jako Beata Majewska. Czy sięgnę po wcześniejsze? Pewnie nie do końca moja bajka ale wiem, komu je polecę.
Czyta się lekko , łatwo i przyjemnie. Taki weekendowy chillout.

piątek, 25 maja 2018



OSTATNIA ARYSTOKRATKA - EVZEN BOCEK , WYD STARA SZKOŁA 



Gdy masz lat 18 , całe życie mieszkasz w Stanach i dość nagle dowiadujesz się, że rząd zwrócił twojej rodzinie niesłusznie zarekwirowaną przed wojną nieruchomość w Czechach – to jest to powód do radości. Gdy dowiadujesz się ,że jest to stary zamek – no to oczekiwania rosną. Twoja wiedza w temacie arystokracji opiera się głównie na barwnych doniesieniach tabloidowych tyczących się brytyjskiej rodziny królewskiej i szybko tak wyobrażasz sobie swoją przyszłość…

Ale Czechy to nie Anglia… Zamek to nie Windsor, Czesi to nie Brytyjczycy.

I tak rozpoczyna się trzytomowy cykl o życiu pewnej amerykańskiej rodziny , która dziedzicząc wraz z tytułem hrabiowskim  zamek na Morawach , musi skorygować własne  wyobrażenia o życiu arystokracji z twardą codziennością utrzymania tego dziedzictwa  i ludzi w niej pracujących . I gdy się ma zero na koncie a zamek pochłania ogromne kwoty – to jest to nie lada wyzwanie.

Rodzina jednak nie stanowi jedynych mieszkańców zamku Kostka. Wraz z murami hrabiowie odziedziczyli też bardzo malowniczą załogę vel służbę zamkową. Mamy więc kasztelana , który wręcz obsesyjnie boi się wpuszczania na zamek turystów – a z czegoś trzeba te dobra utrzymać. Mamy  kucharkę- gosposię- sprzątaczkę w jednym, miłośniczkę orzechówki wysokoprocentowej oraz tłustych potraw z gęsiny, której życie zatrzymało się na etapie ślubu Vondrackovej i chętnie do tych minionych chwil by wróciła .No i oczywiście ogrodnik, palacz i hipochondryk w jednym. Z taką załogą na zamku nudno być nie może.

Maria , młoda latorośl i jedyna nadzieja wygasającego rodu Kostków ( która to wg rodowej klątwy kobiet o imieniu Maria ,  ma przed sobą jeszcze jedynie do dwóch lat życia ) uwiecznia w swoim dzienniku wszystkie wydarzenia  dnia codziennego. Robi to z tak wielką dozą humoru, autoironii i satyry , że nie sposób płakać. Ze śmiechu. Każdy z członków jej rodziny opisany jest tak malowniczo, z dystansem że wręcz chciałoby się ich odwiedzić i poobserwować.

Z Czechami mamy podobne poczucie humoru, autoironię i dystans do siebie – przynajmniej w moim otoczeniu . Gagi i absurdalne sytuacje gonią jedna drugą. Od pierwszych scen , gdy rodzina w woreczkach po orzeszkach pragnie próbuje przemycić samolotem z Ameryki prochy przodków na rodzimą posiadłość po sam koniec, gdy nafaszerowani prozakiem próbują przetrwać pomysły pani zarządcy na podniesienie z upadku posiadłości i doprowadzeniu jej rentownej inwestycji. Pomysły rodziny są niesamowite, twórcze i kreatywne. Dawno nie czytałam tak zabawnej powieści i na szczęcie mam obok siebie pozostałe trzy części -no i nie zawaham się ich użyć!
  Czeka mnie wielce relaksujący Dzień Matki!

poniedziałek, 21 maja 2018


SNAJPERKI- Dziewczyny z Armii Czerwonej. Luba Winogradowa , wyd. ZNAK HORYZONT


W szeregach Armii Czerwonej wg ostrożnych szacunków walczyło nawet ok 800 tys kobiet, niektóre dane mówią o milionie. Nigdy w historii żaden kraj nie wysłał tylu kobiet na front co Związek Radziecki. W szeregach sanitariuszeK, zwiadowczyń ,w obronie cywilnej czy fabrykach,  w zaopatrzeniu czy łączności spotykało się kobiety w innych, europejskich wojskach ale nie na pierwszej linii frontu. Tylko radzieckie kobiety stały ramię w ramię z mężczyznami we wszystkich służbach . Dlaczego? 
Teoretycznie sowiecka konstytucja gwarantowała równość płci, narodowości rosyjskie wykrwawiły się na froncie w pierwszych miesiącach po ataku hitlerowskich Niemiec i zaszła nagła potrzeba uzupełnienia szeregów armii. Kobiety radzieckie po prostu masowo zgłaszały się do wojenkomatu i potwierdzały gotowość bezpośredniego udziału w działaniach wojennych.

Snajpierki- to dzieło upamiętniające te właśnie niezwykle młode i odważne kobiety, które dzielnie znosiły wszelkie wojenne niedogodności. Luba Winogradowa szperając w archiwach , muzeach i magazynach odnajdowała zdjęcia, listy , pamiętniki żołnierek, następnie szukała ich bliskich , próbowała ocalic od zapomnienia ich historie.. I nie było to łatwe.

Kobiety stalinowskiej Rosji , wychowane w niezwykle trudnych warunkach , spartańskich wręcz, głodne, często bez podstawowej odzieży, butów z różnych powodów zgłaszały się do wojska. Wiele chciało pomścić bliskich , którzy na wojnie zginęli. Niektóre pamiętały przejście wojsk niemieckich przez ich teren , wycierpiały i psychicznie i fizycznie sporo. Część po prostu sądziła, że to sposób na wspomożenie rodziny . Trafiały do szkół snajperskich i ich życie się zmieniało.

Przed jakimi problemami stawały? Winogradowa patrzy na nie przez indywidualne historie wyszperane w pamiętnikach i wywiadach. Każda kobieta to inna historia , motywacja i finał. Ich przyjaźnie, frontowe przygody, żołnierskie miłości ale w większości ciężki , bojowy los.
Były w walce równe mężczyznom. Często lepiej skupione na zadaniach, precyzyjniejsze, odpowiedzialniejsze . Mocniej się przykładały, więcej ćwiczyły – stąd ich wysoka przydatność w roli snajperek. Jednak przez wielu mężczyzn postrzegane były tez inaczej, gorzej. Te młode dziewczęta zmagały się nie tylko z ciężkimi warunkami życia , higieny , wszechobecnymi wszami i pchłami , ale też z natarczywością „zalotów” ich współtowarzyszy wojennych. Bały się i wroga zewnętrznego i wewnętrznego- kolegi żołnierza, który miał je chronić i wspierać a często pod wpływem alkoholu stawał się najgorszym oprawcą. 

Wojna to psychiczny i fizyczny szok. Zabijanie innych jest wbrew naturze normalnego , zdrowego człowieka. Jak oswoić się z codziennością takich okrucieństw ? Jak sobie radziły Wala, Szura, Żenia czy Kława z traumą wojny i tęsknotą za domem? Czy po wojnie wróciły w glorii i chwale czy raczej spotkały się z ostracyzmem ? Dlaczego tak wiele żołnierek, starało się by nikt nigdy nie przypomniał sobie, że były na wojnie? 
Rewolucja pożera własne dzieci , wojna rozlicza bohaterów i wymazuje ich z pamięci.

SNAJPERKI to rodzaj świadectwa, próba ocalenia od zapomnienia losów dzielnych kobiet, które nie wahały się ani przez chwilę by wykonać swoje zadanie. Pomimo trudów chciały ocalić swoją kobiecość, przyjaźniły się , na swój sposób kochały. Dla niewielu wojna była przygodą, okazją do znalezienia sławy, rozgłosu. Wracały z wygranej wojny jednak pokonane . Mężczyzna wracał z orderami i szacunkiem otoczenia- kobieta traktowana była jak praktycznie prostytutka, podejrzanie wrogo nastawione otoczenie sugerowało , by o czasie wojny milczały.

Jak obszedł się z nimi czas? Co wspominają te, które przeżyły ? Jak poradziły sobie z poczuciem winy , z obrazami wojny, z pamięcią o zabitych przyjaciółkach?
Kobiety i dzieci to milczące ofiary wojny . Nikt ich nie jest w stanie zliczyć. Kobiety żołnierki nie doczekały uznania i szacunku. Warto więc przeczytać tę książkę by choć tak je uhonorować, zapamiętać.

Ta dość gruba pozycja wchłonięta została przeze mnie w jeden dzień. Nie męczą Cię szczegółowe opisy działań wojennych , geograficzne dane , oficjalne informacje frontowe. Nie one są ważne. Ważne są kobiety. Ich los. Ich historie. A historia niestety lubi się powtarzać…..